Przejdź do głównej zawartości

Luty był... ciekawy

Gdy spojrzę na to podsumowanie za rok z pewnością będę wdzięczna samej sobie, że je stworzyłam. Te parę słów za jakiś czas nie tylko poruszy sentymentalną część mnie, ale pokaże też jak się zmieniłam. Chcę upamiętnić ten miesiąc dla siebie, a może dodatkowo kogoś to zainteresuje? Zaczynajmy!

Pierwsze tygodnie lutego to głównie nauka, tutaj nie będzie żadnego zaskoczenia, wybuchów ani niesamowitości. Staram się o stypendium za najlepszą średnią w szkole, więc muszę spiąć cztery litery i wkuwać materiał do utraty przytomności. Oczywiście wyolbrzymiam.

Nie jest aż tak źle, uczyć się lubię i umiem (mam na to całkiem niezłe sposoby). Mimo to nie mogłam doczekać się ferii, które przypadły mojemu województwu w ostatnim terminie. Szkoła zaczęła mnie przytłaczać, spadł zapał, stypendium nie było wystarczającą motywacją. Potrzebowałam odpoczynku!

W ostatni czwartek przed feriami wykorzystałam ostatki zapału, żeby wziąć udział w konkursie "Jednego wiersza o miłości" organizowanego przez miejscowe Centrum Kultury. Mój wiersz nie był rewelacyjny, recytacja też pozostawiała wiele do życzenia. Ale spróbowałam, w końcu liczyła się głównie dodatkowa ocena z Polskiego, a nie wygrana. No i konkurs przyniósł jeszcze jedną korzyść - przełamanie strefy komfortu występując publicznie. Jest to dla mnie ogromna bariera - tym razem pokonana (nie ostatni raz w tym miesiącu - czytaj dalej)



Nadeszły ferie. W pierwsze 3 dni ogarnęłam wszystko co miałam do ogarnięcia, a potem... zaczęłam się lenić. Prokrastynacja pochłonęła mnie w całości. Teraz widzę, że była potrzebna, ale w czasie gdy leżałam do góry brzuchem, oglądając seriale i scrollując facebooka, mocno mnie irytowała i próbowałam walczyć sama ze sobą. Bezskutecznie. Desperacko potrzebowałam się wylenić, mój organizm to wiedział, a ja sama nie miałam nic do gadania. Koniec kropka.
Tak więc podczas lenia skończyłam oglądać How I Met Your Mother (7/10), obejrzałam Bridget Jones (6/10) , przeglądałam instagrama/facebooka/snapchata, przeczytałam "Chłopaków Anansiego" (10/10).
I tak można by podsumować całe ferie, gdyby nie 3 wyróżniające się dni.

Pierwszy ciekawszy dzień - Walentynki. Trzeba wam wiedzieć, że kocham jeść, więc żeby uczcić ten dzień najlepiej było wybrać się na jakieś dobre jedzonko. Padło na naleśnikarnię ("Hapsik" w Żyrardowie, jak ktoś jest w okolicy to bardzo polecam). Lokal mały, kameralny, ale urządzony ze stylem. A jedzenie - genialne! Z racji tak słodkiego dnia wybraliśmy z chłopakiem naleśniki na słodko, aczkolwiek w menu naleśnikarni są równie interesujące, wytrawne
(np. z kurczakiem czy tuńczykiem)



Nie można zaprzeczyć, że wyglądają obłędnie? :)
Po lewej mój - z masłem orzechowym, mascarpone, bananem i sosem karmelowym *-*

Po prawej jego - z piankami, ciastkami oreo, nutellą i polewą czekoladową *-*

Odznakę najlepszego dnia otrzymuje jednak 18 lutego. Miałam przyjemność tego dnia wziąć udział w warsztatach organizowanych przez blogerkę aniamaluje. Z pewnością wiele osób o niej słyszało. Mega inspirująca osoba, której spotkanie było moim "małym marzeniem", w końcu spełnionym.
Na warsztatach poznałam też dużo innych, inspirujących dziewczyn. Każda z nas musiała przedstawić swoją historię, w tym ja (tak jak mówiłam - kolejny występ publiczny), a słuchanie tego dało ogromnego kopa motywacji! Było świetnie.



I ostatni ciekawy dzień, znowu jest ciekawy przez jedzonko. No co, taka jestem. Łatwo się domyślić, chodzi o tłusty czwartek. Nie jadłam pączków od dwóch lat, a w tym roku postawiłam sobie za cel nie jeść nic tego dnia poza pączusiami. Wpadło... dwanaście. Tak, dwanaście. Wiem, nie było to zbyt mądre. Nie ma się czym chwalić.



Ale! Tłusty Czwartek był ostatnim dniem przed moim odwykiem od słodyczy. Wpadłam w mały, ale dość kłopotliwy nałóg cukrowy, który chcę pokonać, uznałam że najedzenie się pączków będzie dobrym zakończeniem. Udajmy, że mnie to tłumaczy (oj, nieee, nie tłumaczy...)

I to by było chyba na tyle ciekawostek z lutego. ____________________________

Jak na pierwszy post wydaje mi się, że jest zdecydowanie za długi, nie? Dziękuję jeśli ktoś przeczytał to w całości.
A teraz kilka słów wstępu, tak na koniec (fuck the rules).
Hej, jestem Patrycja. Jestem młoda, ambitna, mam głowę pełną pomysłów, a wczoraj postanowiłam założyć bloga. Dzisiaj napisałam pierwszy post, mam zamiar pisać więcej. Obiecuję, że będą też krótsze.
Nie ograniczam tematyki, bo nie wiem co z tego wyjdzie.
Piszę chaotycznie, bo dopiero zaczynam.
Blog nie będzie idealny, bo dopiero się uczę.
Ale będę się starała :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

4 rzeczy, na które nie warto marnować czasu!

Z pewnością znasz takie momenty, gdy do dokończenia jakiegoś projektu zostały dosłownie minuty... A Ty zaczynasz złościć się na siebie, że nie zacząłeś pracować kilka godzin wcześniej. Gdy sprawdzian jest jutro, a Ty chociaż miałeś zacząć naukę już dawno, po prostu ciągle to odkładałeś.
Albo takie momenty, gdy bez przerwy pracujesz, uczysz się, wykonujesz zadania dla kogoś... A pod koniec miesiąca zauważasz, że znowu nie znalazłeś chwili dla siebie – chwili na kino, na przeczytanie wymarzonej książki, czy po prostu leniwy dzień w pidżamie.

Czas to jedna z najcenniejszych rzeczy, które mamy. Powinniśmy o niego dbać, bo utraconej minuty już nigdy nie odzyskamy.
A jednak – dla większości z nas temat zarządzania czasem jest tak samo obcy jak język starożytnych Majów. Albo myślimy o nim, jako o czymś niepotrzebnym, traktujemy jak coachingową bzdurę
Rozumiem i taki pogląd, ale dla mnie organizacja czasu jest czymś, co pozwala mi realizować wszystkie projekty i cele. Jest ich sporo i gdyby n…

Najgorszy prezent!

Wchodzisz do tego samego sklepu po raz dziesiąty. Nie jesteś przekonany – w końcu dzieci w dzisiejszych czasach „mają wszystko”. Lalek ma dziesięć, samochodzikami się nie bawi, klocków cały koszyk, a ubranka to prezent dla rodziców, a nie kilkuletniej dziewczynki…

Nagle dostajesz olśnienia!
A może podarować jej pieska?
Przecież pieski są słodkie – zwłaszcza szczeniaczki. Małym dzieciom potrzebny jest przyjaciel, nauczy ją odpowiedzialności i będzie wymagał uwagi przez cały czas... Już pędzisz, żeby kupić/adoptować zwierzaka, w końcu do świąt pozostało kilka dni, a Ty wpadłeś na ten GENIALNY pomysł.

Przed pochopną decyzją zatrzymuję Cię ja. Bo zwierzak to najgorszy prezent, jaki możesz komuś sprawić.
Zabrzmiało brutalnie? Jakbym nie była wielką fanką futrzaków, ale wierzcie mi – jestem. Szczeniaczki są przesłodkie, sama jestem właścicielką kilkumiesięcznego Kody (klik!), a na moim podwórku swój dom mają koty – zarówno te młodsze, jak i starsze.
I właśnie z mojej miłości do zwierząt powsta…

Podsumowanie 2017 roku i kilka Noworocznych Postanowień!

Witam Was już w nowym roku 2018!
Myślałam o tym, żeby zrobić dwa osobne teksty – jeden na podsumowanie, a drugi na noworoczne postanowienia. Ale w czasie świątecznym sporo się działo, do komputera siadałam rzadko, do bloga jeszcze rzadziej.

Dzieląc tekst na dwa najzwyczajniej w świecie nie wyrobiłabym się na czas z publikacją. Dzisiaj już drugi stycznia. Czas zostawić sylwestrowo–noworoczne nastroje i ruszyć dalej!
Najlepsze wspomnienia z 2017 roku:
Spotkałam się z Anią z bloga aniamaluje w lutym – klik po zdjęcie! – jedna z moich ulubionych osób w internecie, a także inspiracja do założenia mojego własnego miejsca w sieci! Spotkanie było krótkie, ale jego skutek (czyli blog, na którym teraz jesteście) jest niesamowity.
Sporo podróży, między innymi pierwszy raz we Wrocławiu (klik!), Kraków, Wadowice i Zakopane (klik!) a także krótki wypad nad morze z chłopakiem (klik!)


Skończyłam z zaburzeniami odżywiania na dobre! Najważniejsze osiągnięcie tego roku o którym więcej napiszę już niedługo (…