Przejdź do głównej zawartości

Dlaczego nie chcę dłużej mieszkać na wsi?

W ostatnim czasie często słyszałam, że ktoś zazdrości mi życia na wsi. Tego spokoju, ładnych widoków i swobody. Tego, że mogę wyjść sobie na podwórko, zrobić grilla albo ognisko, zasadzić własne warzywa i owoce, podczas gdy żyjąc w bloku, bez ogródka, jest to praktycznie niemożliwe. Ostatecznie też tego, że mogę w lato otworzyć okno nocą i spać bez przeszkadzania odgłosów trąbiących samochodów, krzyku ludzi wracających z imprez i innych hałasów typowego miasta.





I to wszystko brzmi cudownie, może nawet za bardzo. Tak, jakby życie na wsi było rajem i posiadało same pozytywy. Może kogoś zaskoczę… ale tak nie jest. A ja już od jakiegoś czasu pragnę się stąd jak najszybciej wynieść.


W otoczeniu tych „cudownych wiejskich krajobrazów” żyję od dzieciństwa – na dniach minie więc 19 lat. Może dlatego moja opinia jest taka, a nie inna – w końcu przez tak długi okres czasu można wystarczająco poznać nie tylko zalety, ale i… wady. Jest to też odpowiednio długi okres, żeby te wady zaczęły człowiekowi uprzykrzać życie. Dlatego po prostu… 


Marzy mi się czas studiów, kiedy przeprowadzę się do dużego miasta.



 Zacznijmy od poruszanej już przeze mnie kwestii otwierania wieczorem okien w lato. Jest duszno, gorąco, nie ma nic przyjemniejszego niż przewietrzenie pokoju. Na wsi jest cicho, tego nie mam zamiaru kwestionować. To duży plus. Tylko… szkoda, że w tej ciszy nad każdą lampką w Twoim pokoju, na każdej ścianie i właściwie WSZĘDZIE gdzie się tylko da… zbierają się robaki. Nic strasznego, daleko im wielkością i „strasznością” do ich kuzynów z egzotycznej dżungli – mowa o zwyczajnych muszkach, pajączkach, komarach. Ale jest tego pełno. A osoba taka jak ja, którą robactwo strasznie brzydzi i przeraża – czasem aż tak, że ciężko w nocy zasnąć – z pewnością wolałaby hałas ulicy niż owady w pokoju. Mieszkam koło lasu i rzeki, co na pewno zwiększa ilość nieproszonych „gości”. Przez 19 lat życia na wsi się do tego niestety nie przyzwyczaiłam. I chyba nie przyzwyczaję.



Może się wydawać, że żyjąc na wsi człowiek może czuć się swobodniej. Mało ludzi – mały problem. Otóż ZDECYDOWANIE nie. Zaskoczeni? W mieście każdy jest anonimowy, zmierza w swoją stronę i nie patrzy na innych – przynajmniej nie tak dokładnie, jak ma miejsce na „odludziu”. Tutaj każdy widzi każdego, zna każdego, a że statystycznie większość mieszkańców wsi to osoby starsze – często w nawyku jest interesowanie się tym co robi sąsiad i typowe plotki. Wychodząc biegać czuję się niekomfortowo, bo wiem, że ludzie zwracają na to uwagę, mimo że w mieście nie robiłoby to takiej furory. Każdy widok za oknem zwraca uwagę (,,ooo, a gdzie to nasz sąsiad XYZ jedzie? Gdzie idzie?”).

Prosty wniosek – łatwiej ukryć się w tłumie.



Jednocześnie mała ilość mieszkańców na wsi sprawia, że dużo trudniej jest nawiązać nowe znajomości. W mojej okolicy są 3 osoby w podobnym wieku do mojego. Ze wszystkimi przyjaźniłam się w dzieciństwie, jednak z upływem czasu znajomości te się zepsuły. I co? I nie ma nikogo, z kim można wyjść „ot tak”. Wszyscy mieszkają daleko.



No i wszelkie spotkania muszą być zaplanowane wcześniej – w końcu trzeba dojechać kilkanaście kilometrów…

A sprawę utrudnia dodatkowo to, że przystanek autobusowy jest 3 kilometry od domu. Właściwie, sklep też jest 3 kilometry od domu, więc jeżeli nagle wieczorem obudzi się w Tobie chęć na czekoladę, to nie jest takie proste. Jeżeli masz samochód – masz lepiej. Ale jeśli nie, to czeka Cię 40 minut pieszej wędrówki lub 10-15 minut rowerem. Jeśli akurat pada lub jest zimno… prawdopodobnie chęć na czekoladę minie Ci, gdy tylko wyjrzysz przez okno.




Na wsi wszędzie jest daleko. Do lekarza, do sklepu, na pocztę, do kina czy na pizzę… Nie ma spontanicznego, luźnego wyjścia „na coś”, gdy tak naprawdę musisz zaplanować całą podróż po to „coś”. Często wybierając się na przykład na jakieś lody, musiałabym zapłacić więcej za sam dojazd. Brak typowych miejskich atrakcji w bliskim otoczeniu jest dosyć nieprzyjemny.


Wciąż niektórzy mogą myśleć, że wieś to raj – zresztą, zdjęcia w tym poście tylko utwierdzają ludzi w takim wrażeniu. Jest po prostu pięknie.


Jednak każdy ma własne preferencje i upodobania. Mi się ten styl życia po prostu „przejadł”, co nie znaczy, że nie darzę sentymentem tego małego zakątka Polski. Fakt, kurier często nie ma pojęcia jak do mnie dojechać, a powyżej wymienione wady są prawdziwe, ale tutaj się wychowałam, dzieciństwa w otoczeniu pól, łąk, lasów i zwierząt nie zamieniłabym na żadne inne.


Ale dzieciństwo minęło i teraz już czas coś zmienić. Czas oderwać się od małej ojczyzny i „przetestować” miasto.

Co Wy sądzicie o życiu na wsi? W mieście? Jesteście zainteresowani wpisami o tej tematyce? :) Dajcie znać w komentarzach jeśli doczytaliście do końca, chętnie poznam wasze zdanie! :) 

Do następnego!

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

7DNI - Podsumowanie maturalne!

Najważniejsza część tak zwanego ,,egzaminu dojrzałości” już za mną. Wszystkie podstawy i dwa rozszerzenia – na zbliżający się tydzień zostało mi tylko rozszerzenie z geografii i maturki ustne.

I mogę szczerze powiedzieć, że jestem mega szczęśliwa na myśl o końcu tej egzaminowej gorączki. W moim życiu nastąpią teraz duże zmiany. Strasznie się wszystko nawarstwia, jeden termin pogania drugi, istny bajzel, a intensywna nauka była najgorszą przeszkodą w odgracaniu swojego życia (i głowy).
Za chwilę nastąpi ten długo wyczekiwany czas ,,po maturach” – więc już nie będzie żadnych przeszkód (ani potencjalnych wymówek).

Ale jeszcze na chwilę wrócę i opiszę swoje wrażenia, bo chyba część z Was na to czeka. Jak mi poszło i jak oceniam trudność tegorocznych matur?
Polski podstawowy – podeszłam do tematu bezstresowo, przygotowywałam się mało, bo byłam pewna swojej wiedzy zczterech lat. I w zasadzie nie wyszło mi to aż tak źle. Zadania z czytania ze zrozumieniem były trudne, a przynajmniej trochę bar…

Prezenty na Dzień Matki! (12 pomysłów)

Dzień Matki się zbliża (to za niecałe dwa tygodnie), a Ty wciąż nie masz prezentu? Wstyd i hańba! Oczywiście żartuję - sama jak zwykle z kupnem/zrobieniem odpowiedniego prezentu czekam na ostatnią chwilę. Jak zwykle brakuje czasu, okazji i... pomysłów.


W tym ostatnim aspekcie postanowiłam Was trochę poratować. Bo choć może nie jestem mistrzem kreatywności, z pewnością mam trochę odmienne spojrzenie na tę kwestię. A czasem inna perspektywa wystarczy, żeby dobrać najbliższej osobie, w tym wypadku mamie, idealny prezent!

(zanim zaczniemy - pamiętajcie, że rejestrując się przez mój link i kupując z użyciem REFUNDER, otrzymujecie nie tylko dodatkowy rabat na zakupy, ale także 10 zł zwrotu za polecenie od przyjaciela!)

Bez przedłużania - pierwsze cztery propozycje to... książki!

Na tym się znam, więc spróbuję doradzić. Samo stwierdzenie ,,kup książkę" nie wystarczy - jest przecież tyle pozycji. Więc co dokładnie wybrać?

Katarzyna Nosowska ,,A ja żem powiedziała..."  - Szczera i odwa…

Jak pokonać stres przed maturą?

Wciąż siedzę przy podręcznikach i uzupełniam ostatnie małe braki w wiedzy. Ale do matury pozostało 5 dni – i w tym momencie, to już nie o wiedzę powinno się rozchodzić.
Przypuszczam, że nie tylko mnie powoli staje jakaś klucha w gardle, a w żołądku ściska. O maturze mówią wszędzie – w radiu, w telewizji, na tablicy na Facebooku, a w szkole to już od dawna nas straszyli...

Nic dziwnego, że gdzieś głęboko w umyśle biednego ucznia na myśl ,,matura za 5 dni", zazębia się strach. I ogromna dawka stresu.
A ja jestem wielką antyfanką tego ostatniego. Sama doświadczyłam, jak bardzo destrukcyjne działanie ma choćby taki malutki, niewinny stresik. I wcale nie mówię tu o wypadaniu włosów, czy problemach żołądkowych – wysoki poziom kortyzolu (hormonu stresu), utrzymujący się przez długi czas, sieje spustoszenie w istotnych narządach naszego ciała, jak serce czy płuca, zaburza całkowicie naszą gospodarkę hormonalną, a nawet prowadzi do trwałych uszkodzeń w mózgu!
Nie chcę straszyć, nie chcę s…