Moje życie,  życie

Maj był… czasem rozmyślań

Maj nie był dokładnie taki, jakiego chciałam. Doskwiera mi uczucie, że w tym miesiącu nie zrobiłam nic. A przynajmniej niewiele rzeczy, którymi mogłabym się przed kimkolwiek pochwalić.

Czas przeleciał mi między palcami, chaotycznie i szybko. Zdajecie sobie sprawę, że to już poło 2017 roku? Przed chwilą był nowy rok, a za chwilę wakacje, znowu wrzesień, Zaduszki i Wigilia… Czy tylko mnie ta prędkość przeraża?

Zatrzymam więc maj jeszcze na moment. I z miłą chęcią przypomnę sobie samej (a także opowiem wam) co się działo.

Zacznijmy od moich urodzin. Mama jak zwykle przygotowała najpyszniejszy tort świata, a wieczorem poszłam do kina z moim chłopakiem na „Piękną i Bestię” i zjedliśmy kolację w McDonaldzie. „Dziewiętnastka” nie jest powodem do dużego świętowania – zwłaszcza, że nigdy nie organizowałam urodzin. Szczególnie mi to nie przeszkadza. Pod wpływem osiągnięcia kolejnego „poziomu” życia, naszła mnie refleksja i powstał całkiem fajny tekst. 19-latka  – jeśli nie czytaliście, to warto nadrobić.

Ogólnie maj był czasem dużych rozmyślań. Jednym wnioskiem podzieliłam się z wami w poście – jak spełniać małe marzenia? Odsyłam was do niego, żeby już tutaj się nie powtarzać.

Poza tym moje przemyślenia dotyczyły także studiów, przyszłości, wartości w życiu oraz samoakceptacji. Do rozmyślań o studiach zachęciła mnie matura pisana przez mojego chłopaka oraz fakt, że ta pisana przeze mnie będzie już za rok… Myślę, że to stresujący czas dla każdego – gdy staje się przed wyborem nowej drogi życia. Mnie nie daje to ostatnio spać, ale… nie jest to w żaden sposób negatywne rozmyślanie. Nie leżę zadręczając się myślą, że „nie dam rady”. Raczej próbuję rozpatrzeć problem wyboru studiów z każdej strony. Rozpatruję wszystkie „za” i „przeciw” i dzięki temu właściwie uspokajam się i godzę z nadejściem przyszłości. Gdy już podejmę decyzję – na pewno dam znać na blogu!

Kolejna refleksja, dotycząca samoakceptacji, pojawiła się w mojej głowie wraz ze wzrostem wagi. A w zasadzie powrotu do tej „normalnej” po schudnięciu około 10 kg, tak że zostały ze mnie same kości pokryte skórą… O tym opowiem może kiedyś. To długa historia.

Tak czy siak… rozważania na temat pokochania własnego ciała musiały się pojawić. I jestem za to ogromnie wdzięczna, bo sporo rozjaśniły mi w głowie. Zrobiłam w tej kwestii duży krok naprzód, a akceptowanie siebie przestaje być czymś zależnym od czynników zewnętrznych. Po prostu akceptuję siebie i basta, koniec kropka. O miłości do własnego ciała też planuję tekst, może moje poglądy będą bardziej zrozumiałe, gdy je dokładnie opiszę.

Poza tym… tak, wiem, obiecywałam już w przeszłości kilka postów, a wciąż z nimi zalegam. Jednak maj był ostatnią prostą na wyciąganie ocen. Nauka, nauka, naukaaa… Nie wszystko wyszło idealnie, a początek czerwca prawdopodobnie spędzę jeszcze nad książkami, ale mam nadzieję, że mi się to opłaci.

Mimo początkowo dużej ilości pracy – planuję pisać więcej. Dwa posty tygodniowo – w to celuję. Czerwiec planuję przede wszystkim przeżyć bardziej świadomie. Maj mi uciekł, a to podsumowanie… jeszcze moment i wcale by się nie pojawiło.

Planuję skończyć czytać ,,Lalkę”. Obejrzę piąty sezon „House of cards”. Wybiorę się pierwszy raz w życiu na zwiedzanie Wrocławia. Więc chyba będzie o czym pisać za miesiąc!
Na sam koniec, zostawiam wam dwa wartościowe linki:

Filmik – WHEN THE FAT GIRL GETS SKINNY – może da komuś do myślenia.

NA NOWO ŚMIECI Blog o ekologii, segregacji śmieci i wielu ciekawych rozwiązaniach na wykorzystanie starych rzeczy, żeby nadać im „nowe życie”, od paru dni się w nim zaczytuję!

A Wy, jak spędziliście maj?

Jakie macie plany na czerwiec? Piszcie koniecznie w komentarzu!

Do następnego!