Przejdź do głównej zawartości

7DNI - Początek roku szkolnego i poranna joga!

Witam w nowej serii! Kompletnie brakło mi na nią pomysłu – zwykłe „podsumowanie tygodnia” lub „tygodnik” jakoś mi nie leżały. Padło na 7DNI – początkowo miało być 7DAYS, ale obawiałam się mylenia moich tekstów ze słynnymi rogalikami ;) Tekst miał pojawić się wczoraj, więc przepraszam was za chwilę obsuwy. Tyle słowem wstępu. Przejdźmy do konkretów.

Ten tydzień otworzyło rozpoczęcie roku szkolnego – początek klasy maturalnej, której dosyć się obawiam. Boję się natłoku zajęć i tego, że nie będę miała czasu na bloga. Więcej o tym pisałam tutaj. Póki co pisać mi się udaje – jest to już trzeci tekst w przeciągu tygodnia, więc czasu jak widać mi nie brakuje. Oby tak dalej.

Rozpoczęcie roku szkolnego – czyli w moim wypadku przyjedź na półgodzinny apel do szkoły, a potem czekaj godzinę na autobus. Klasyk. Zmieniono nam wychowawcę, czwarty rok z rzędu, co również nie ułatwia spokojnego wejścia w nowy rok szkolny. No i odpowiednie ułożenie planu, które trwa tydzień, a Ty tak naprawdę nie wiesz, czy teraz obowiązuje ten podany pierwszego dnia, czy już ten zmieniony, i czy teraz angielski ma Twoja grupa czy ta druga?

W tym bałaganie jednak wypracowałam jeden sposób, który ułatwiał mi funkcjonowanie od rana. Mowa o porannej jodze – wyzwaniu, które rzuciłam sobie (i Wam) na początku tygodnia w tym tekście: klik! Jak było?

Zacznijmy od tego, że wstawałam 20 minut wcześniej. Chwilę na ogarnięcie się, nalanie sobie szklanki wody i wyszukanie filmiku na YouTube – 10 minutowej „jogi dla początkujących”. O ile sama szkoła czasem nie jest wystarczającą motywacją do wstania z łóżka (zwłaszcza, gdy wiatr wieje, a Ty musisz jechać rowerem na przystanek – serio, za co?!), o tyle poranna joga była czymś, co mnie intrygowało i co chciałam za wszelką cenę wypróbować. Więc mam już jeden pozytywny skutek – szybsze wstawanie z łóżka ;)

Samo wykonywanie pozycji czasem sprawiało trudność, czasem nie, ale praktycznie zawsze brakowało mi gracji i giętkości przy zmienianiu jednego ustawienia ciała w drugie. Przekładanie nogi z miejsca na miejsce u mojej youtubowej instruktorki było pełne wdzięku. W moim przypadku zastanawiałam się jak to w ogóle możliwe, żeby tak daleko przestawić nogę, bez zachwiania się i wylądowania tyłkiem na macie.


Po ćwiczeniach czułam się rozciągnięta, wybudzona ze snu, niektóre mięśnie bolały, ale przede wszystkim byłam dziwne uspokojona. Joga wymagała ode mnie maksimum skupienia – na oddechu, na poruszaniu w odpowiedni sposób ciałem, na stabilizacji i równowadze. Podczas treningu nie było szansy na negatywne (lub jakiekolwiek inne) myśli. Jest to zdecydowanie zdrowsze niż sięganie po telefon i przewijanie strony głównej facebooka od razu po przebudzaniu - w ten sposób obciążamy swój umysł od samego rana, a nawet ogłupiamy ciągle zmieniającymi się obrazkami o których zapominamy sekundę po wyłączeniu telefonu.

Także, żeby nie przedłużać – poranna joga dała mi sporo dobrego. Wprawdzie podczas ćwiczenia jej tylko przez tydzień nie uzyskałam ani wymarzonego rozciągnięcia ciała, ani równowagi, ale mam zamiar trenować ją dalej, bo to naprawdę dobry sposób na wybudzenie się rano. Poza tym wierzę, że dużo lepsze skutki tej praktyki jeszcze przede mną.
Linkuję wam kilka kanałów, z którymi ja trenowałam:
Małgorzata Mostowska – jedyna polska instruktorka, która spełniała moje oczekiwania
Dwa filmiki pięciominutowe – dla tych, którzy nie chcą poświęcać za dużo czasu, w końcu pięć minut to prawie nic: KLIK oraz KLIK
A tutaj trochę za szybko jak dla mnie, ale ćwiczenia bardzo fajne – polecam najpierw obejrzeć raz, a potem dopiero robić, inaczej ciężko nadążyć za instruktorką – KLIK!
Wyzwanie na kolejny tydzień będzie dużo prostsze do wprowadzenia, bo każdy może je dostosować pod siebie. Rzucam tylko jedno słowo klucz: KSIĄŻKI! Czytanie jest obłędne i warto na tę czynność poświęcić chociaż 15 minut dziennie. Ja książki czytam od małego w zawrotnej ilości - chociaż teraz trochę mniej. Czasem brakuje mi chęci, wieczorem chwytam częściej za telefon niż za papier... Stąd moje wyzwanie ma dotyczyć książek.

Dla każdego "zacznę więcej czytać" to co innego, dlatego nie określam żadnej kategorii, ilości przeczytanych stron, itd. Ja będę czytała minimum 100 stron dziennie - czyli pod koniec tygodnia powinnam skończyć dwie książki ;) Jeżeli dla Ciebie wyzwaniem jest 15 stron - zacznij od 15! Jeśli jesteś już na zaawansowanym poziomie - podnieś poprzeczkę jeszcze wyżej. Pod koniec tego tygodnia dam Wam znać jak mi poszło. 

A póki co to byłoby na tyle. Ten tydzień nie był „pełen wrażeń” – cały swój czas spędzałam na zmianę w szkole i w domu. Proza życia. Te niesamowite dni, którymi mogłabym się z wami dzielić, też kiedyś nadejdą.

Tymczasem zapraszam was do KONKURSU, który organizuję dzięki współpracy z Wydawnictwem Kobiecym. Warunki uczestnictwa są proste, a możecie za darmo zgarnąć cudowną książkę: klik!
A także do tekstu, który chyba najmocniej zainspirował mnie w tym tygodniu – Alicja napisała o tym, że ciężka praca to czasem nie wszystko. Ale także o tym, że zmiana nastawienia potrafi sporo poprawić. Zapraszam serdecznie!
I… do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Świetny post :) Fajnie się czytało :) Wiele dobrego słyszałam na temat jogi. Koniecznie muszę ją dorzucić do porannej rutyny :D Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przyjemnie się czytało :) Również pozdrawiam!

      Usuń
  2. Joga? Zaciekawiłaś mnie, może sama zacznę :D
    Warto w życiu spróbować czegoś nowego.
    Pozdrawiam!

    Obserwujemy? Daj znać u mnie.

    lublins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego samego zdania - warto próbować nowych rzeczy, bo życie jest za krótkie na cały czas to samo :D

      Usuń
  3. dzięki Tobie mam ochotę spróbować jogi. może mi pomoże z nerwami :) a książki uwielbiam czytać i czasem w tygodniu przeczytam 10, a potem mam dość i robie przerwe na dwa tygodnie albo nawet i miesiąc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię do czegoś zachęciłam :D Też tak nieraz mam - mega dużo przeczytanych książek, a potem blokada!

      Usuń
  4. Zachęciłaś mnie do porannej jogi. Nawet bardzo. Szkoda, że mam obecnie zwichnięte kolano. Ale kiedy dojdę do siebie, zacznę z pewnością, bp zawsze marzyłam o jodze!
    Też zrobiłam sobie wyzwanie z książkami. Ok. 15 stron dziennie, ponieważ zwyczajnie wracam do domu późno i nie mam czasu ani siły. Ale bardzo chcę! Zamiast przewijania Facebooka, parę stron przeczytać jest o wiele lepszym rozwiązaniem :))) teraz czytam ,,Bezcenny" Zygmunta Miłoszewskiego.

    http://karina.stankowicz.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tej książki akurat nie znam, ciekawa? :D
      Dla kogoś wyzwanie to 15 stron, dla innego 200 - ważne, że próbujesz ze sobą walczyć :) A co do kolana, to przykro mi :c Szybkiego dojścia do sprawności! :)

      Usuń
  5. Dużo razy myślałam o tym czy nie zacząć jogi i w sumie zaciekawiłaś mnie :)

    olivee-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Pamiętam, gdy byłam w podstawówce pani zawsze nam mówiła ze poranna gimnastyka jest najważniejsza. Nigdy tego nie robiłam. Teraz trochę żałuję bo bym była teraz dobrze rozciągnięta, i zdrowie dla mojego organizmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też żałuję, że kiedyś się nie rozciągałam - miałabym teraz 100 razy łatwiej :D

      Usuń
  7. Książkę czytałam! Bardzo ciekawa, polecam innym :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5 grzechów blogera! Jak blogować, by ktoś nas czytał?

To już setny wpis na tym blogu! I choć ostatnimi czasy moja aktywność tutaj ogranicza się do jednego wpisu tygodniowo, to spokojnie - jestem, żyję. I w dalszym ciągu obiecuję, że częstotliwość pisania się poprawi. Mam burzliwy i bardzo wymagający czas w życiu, musicie mi wybaczyć.

Piszę bloga od 1,5 roku. Napisałam 100 tekstów. Nie jest to liczba zaskakująca, choć przyznaję, że powoli zaczyna napawać mnie dumą. Przez ten czas jednak popełniłam masę błędów, które widzę już teraz. Niektóre poprawiłam, z innymi dalej staram się walczyć.

W błędach nie ma nic złego - w końcu nikt mnie blogowania nie nauczył! Nikt nie odpowiedział na pytania: Jak blogować? Jak się promować? Jak zebrać grupę lojalnych czytelników? Ja postaram się dzisiaj, na własnym doświadczeniu, odpowiedzieć na pytanie: Jak NIE blogować? Czego uniknąć, żeby nie zaliczyć totalnej blogowej klapy.

Oto 5 grzechów głównych blogera!1. Nieregularne pisanie

Oj... najgorsze z przewinień, którego dopuszczam się cały czas. Bo nie mam…

10 rzeczy, na które warto wykorzystać wakacje (+konkurs!)

Przede mną długie miesiące wakacji. W zasadzie już jeden z nich mi zleciał, sama nie wiem kiedy. Jako tegoroczna maturzystka spotkał mnie w końcu przywilej czterech miesięcy wakacji! Póki co ich przebieg jest dość schematyczny, o czym mogliście przeczytać chociażby w podsumowaniu: 7DNI. Ale nie przesądzajmy, że reszta również taka będzie. Mam nadzieję, że do października uda mi się zrealizować, prócz pracy, jeszcze jakiś wakacyjny "goal".


A nawet jeśli nie - chciałabym podzielić się z wami moimi pomysłami na ciekawą aktywność wakacyjną. Na co wykorzystać te dwa (a dla niektórych więcej) miesiące swobody? Zapraszam do czytania wszystkiego, a dla niecierpliwych  tytułowy konkurs znajduje się na samym dole!

Nauka języka obcego

Jedna z lepszych rzeczy, które można zrobić w wakacje! Sama planuję rozpocząć coś od lipca (jeśli starczy mi czasu, bo wiadomo jak to z planami bywa). Możemy uczyć się angielskiego, niemieckiego lub... spróbować z czymś bardziej egzotycznym! Może arabski? …

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie…