7dni,  Lifestyle,  Moje życie,  życie

7DNI – Stypendium, matura i High School Musical

W zasadzie to znowu 14 dni zamiast siedmiu. W minionym tygodniu nie miałam za bardzo o czym pisać. Wolałam się nie zmuszać, za to w tym podsumowaniu będę musiała uważać. Wrażeń jest sporo, ale nie jestem pewna, czy macie wystarczająco uwagi, by dobrnąć do końca.

Ogólnie i tak was podziwiam. Nie uważam, żeby czytanie o moim życiu było aż tak ciekawe. A jednak tu jesteście.

Poprzedni tydzień w skrócie – sporo nauki. Kilka sprawdzianów, które nauczyciele koniecznie chcieli wcisnąć przed próbnymi maturami. Zaczęły się też próby poloneza – studniówka już w lutym. Odkładam decydowanie o sukience, paznokciach, fryzurze i tego typu pierdołach na bliżej nieokreślone PÓŹNIEJ… jak wszystkie stresujące rzeczy.
W tym tygodniu zaczęło się od rozdania dyplomów Stypendium Prezesa Rady Ministrów. Całkiem spoczko, takie (spore) kieszonkowe przed świętami się przyda.
Od wtorku natomiast zaczęły się próbne matury i… to wokół nich wszystko się kręciło. Z polskiego poszło nieźle, z angielskiego zrobiłam jeden głupi błąd (głupi, bo zdałam sobie z niego sprawę od razu po wyjściu z sali). Rozszerzona geografia poszła mi spoko – tak się przynajmniej wydawało dopóki nie sprawdziłam odpowiedzi. System „albo wszystko albo nic” – jeśli chociaż jeden podpunkt z zadania miałam źle, dostaję 0 punktów. Kilka takich przypadków było.
Matematykę specjalnie zostawiłam na koniec. Bo matematyka to było dno dna. Załamuję ręce, a jeśli wyjdzie z tego więcej niż 30%, uznam to za cud.
Jestem wdzięczna, bo uświadomiłam sobie, że muszę zacząć mocniejsze przygotowania, jeśli chcę zdać tę maturę na wyższym poziomie. Póki co specjalnie się nie uczyłam – tyle co z lekcji na lekcje, nie zrobiłam sobie ani jednej maturalnej powtórki. W grudniu planuję ogarnąć oceny na półrocze, przygotowanie do matury zacznę, ale bez spiny. Jak będzie czas – to do tego usiądę.
Od stycznia natomiast zaczynam intensywne, zaplanowane powtórki.Przy okazji na blogu będzie pojawiało się więcej postów dotyczących skutecznej nauki, dobrej organizacji czasu i planowania działań. Postaram się dzielić metodami, z których sama korzystam i swoimi postępami. Mam nadzieję, że tego typu cykl przypadnie wam do gustu.

Wracając do próbnych, idiotyczny był pomysł, żeby po napisanej maturze zostawać na lekcjach. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy nauczyciele wiedzą o blogu i go czytają – tym bardziej więc chcę o tym wspomnieć.

Pisanie przez 2-3 godziny egzaminu = totalne wyczerpanie umysłowe.
Uczeń, który w takim stanie idzie na lekcję, tylko się męczy. Nie jest w stanie nic więcej przyjąć do głowy. A jeśli ma zostać tylko po to, żeby „przesiedzieć”, to w jakim celu? Szanujmy swój czas.
Nie zostałam na żadnej z lekcji po maturach. Wolałam ten czas wykorzystać na bloga, który jest dla mnie przyjemnością, a nie pracą umysłową, bo pisanie przychodzi mi naturalnie. Albo na grę w Hearthstone. Albo na oglądanie wszystkich części „High School Musical”.
Nie wszystko musi mieć głęboki sens. Czasem trzeba się oddać czystemu „guilty pleasure” (po polsku „odmóżdżacze”, chociaż angielski zwrot brzmi lepiej) Głowa po maturach idealnie od tego odpoczęła.
Przeczytałam także „Psiego najlepszego”, którego może nie zaliczam do „guilty pleasure”, bo jest całkiem dobre i porusza istotne tematy, ale było też lekkie i przyjemne. Na blogu pojawiła się recenzja: klik!
W tym tygodniu zdałam sobie sprawę, że ogarnęłam ostatecznie czas na pisanie na blogu. Posty pojawiają się od 2 do 3 razy w tygodniu, czyli tyle ile chciałam od początku. Teksty mam rozplanowane z wyprzedzeniem aż do nowego roku. Widzę też postęp, jeśli chodzi o promocję i wyświetlenia – motywuje mnie strasznie, gdy widzę, że ilość czytelników sukcesywnie rośnie!
Ostatnio opublikowane na blogu:
Przeczytane #6 – mniej i bardziej warte polecenia książki
Prezenty na mikołajki! – kilka naprawdę ciekawych pomysłów, z komentarzy wnioskuję że przypadły wam do gustu! 🙂
„Psiego najlepszego” – czyli święta pełne szczeniaczków!
Koniec tego tygodnia – zaczęłam oglądać trzeci sezon „Shokugeki no Souma”. Jest to anime o… gotowaniu. Strasznie się w nie wkręciłam od pierwszego sezonu, a w tym momencie mam chwilę czasu, żeby nadgonić zaległości.
Powracam także do poważniejszej literatury – czas na odmóżdżenie się skończył. Zaczęłam „Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?” autorstwa profesora P. Zimbardo. Książka dotyczy jego badań na temat zła, terroryzmu i dehumanizacji. Opisuje w niej przemianę charakteru człowieka z dobrego na zły, jedynie z powodu środowiska, w jakim się znajduje.
Książka ta zmusza czytelnika do postawienia się w roli oprawcy. Bo w końcu ten oprawca, jak pokazuje Zimbardo, może być tak samo normalnym człowiekiem, jak ja i Ty. Czy postawieni w tak niekorzystnych warunkach sytuacyjnych, pozostalibyśmy dobrymi ludźmi? Lektura warta polecenia każdemu – jeszcze sporo czasu zanim sama ją skończę, ale wstępnie chcę ją polecić.
No i na ten tydzień… to by było wszystko. Za niecały miesiąc Boże Narodzenie. Pojawi się sporo wpisów o tematyce okołoświątecznej. Mam nadzieję, że przypadną wam one do gustu. Dajcie znać w komentarzach o czym chcielibyście czytać. Mam sporo pomysłów, ale sugestie od was zawsze będą na pierwszym planie.
Super, że dotarliście do końca. W nagrodę macie słodkiego ziemniaczka!
Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska