Przejdź do głównej zawartości

Święta ze szczeniakami! | "Psiego najlepszego"

Jestem kociarą. I to taką zawziętą. Nigdy nie miałam własnego psa, a niebezpieczne incydenty z udziałem psów tylko bardziej mnie zniechęciły: gdy byłam mała pewien nieduży zwierzak z tego gatunku ugryzł mnie w nogę. Tragiczne przeżycie dla kilkulatki.


Ale wiecie co? Suczka Lucy i jej szczeniaki mnie zauroczyły. Rozkochały w sobie bez granic. A przecież to tylko „bohaterowie” powieści.

W. Bruce Cameron jest znany w Polsce ze swojej książki „Był sobie pies”, która w styczniu bieżącego roku doczekała się ekranizacji. Tamta opowieść jest prowadzona z perspektywy zwierzęcia – psa, który po śmierci odradza się w nowym ciele. W każdym kolejnym wcieleniu szuka on sensu swojego psiego życia. Osobiście tej książki nie przeczytałam, ale obejrzałam film i przede wszystkim mogę powiedzieć, że mocno łapie za serce.


Książki i filmy w których umiera wierny, czworonożny przyjaciel człowieka, są jednymi z najbardziej tragicznych. Z drugiej strony jednak „Był sobie pies” wprowadza czytelnika/widza w pozytywny nastrój, zwłaszcza po finałowej scenie. Mówi o szczęściu spowodowanym małymi rzeczami, miłości i oddaniu. Zdecydowanie jest to dzieło, które warto w jakiś sposób poznać.

Ale nie o tym dziele Bruce’a Camerona zamierzałam dzisiaj mówić, a o jego najnowszej książce – także dotyczącej psa. I to nie jednego! Dorosłej suni i całego pół tuzina szczeniaków!


„Psiego najlepszego” to powieść prowadzona w całkowicie innej narracji. Tym razem głównym bohaterem i narratorem historii jest człowiek – mężczyzna o imieniu Josh. Co musicie na początku o nim wiedzieć – mieszka sam, zostawiła go dziewczyna, a w dzieciństwie nie posiadał żadnego zwierzątka.

Na pierwszych stronach książki, naszego bohatera spotyka niecodzienne wydarzenie – sąsiad powierza mu swojego psa, bo sam wylatuje w pośpiechu do innego kraju. Joshowi nie udaje się odmówić znajomemu, a gdy ten znika z jego podwórka, chłopak uświadamia sobie, że suczka jest… w zaawansowanej ciąży.


Jak w takim przypadku ma postąpić osoba, która w życiu nie miała do czynienia z psem? Czuje się bezradny, ale nie ma zamiaru porzucać przyszłej mamusi – bierze odpowiedzialność na siebie i… no właśnie. Tego, co dokładnie ma miejsce dalej, musicie dowiedzieć się na własną rękę.

Głównym tematem powieści jest przemiana Josha pod wpływem czworonogów. Musi dojrzeć do opieki nad swoją nową psią rodzinką, zapomnieć o przeszłości i zacząć żyć na nowo. Szczeniaki są dla niego świeżym startem– to dzięki nim zaczyna uwalniać się od wspomnień rozpadającej rodziny czy toksycznego związku. Przez szczeniaki traci pracę, choć ostatecznie wychodzi mu to na dobre. I w końcu, to dzięki szczeniakom nawiązuje znajomość z Kerri, która pracuje w schronisku i pomaga mu z psiakami. Nie brakuje w powieści wątku miłosnego – pełnego uczuć, choć trochę skomplikowanego.


Sposób pisania autora pokazuje dodatkowo, że on sam bardzo kocha psy. Sprawia, że zwierzęta w powieści stają się przyjaciółmi, największym wsparciem i najskuteczniejszym ratunkiem dla człowieka. Widać także, że pisarz chce poruszyć temat porzucania psów. Nie bez powodu akcja „Psiego najlepszego” toczy się w okresie świątecznym – właśnie wtedy ludzie bez przemyślenia kupują zwierzęta jako prezent. Trzeba jednak wiedzieć, że kot, pies, czy świnka morska to nie podarunek, który można zwrócić jeśli się nie spodoba. To żywa istota, która może dać mnóstwo miłości, ale sama też chce ją otrzymać.

Bardzo dużo w książce mówi się o rozsądnej adopcji, o pracy dobrych ludzi na rzecz zwierząt, ale także o tym, jak zwierzęta traktowane być nie powinny – porzucane, wykorzystywane jako karta przetargowa podczas rozwodu, zaniedbane czy bite.




Ogólnie powieść bardzo polecam – zarówno ze względu na historię Josha, jak i ogół wiadomości dotyczących psów. Jedyna wada, która sprawiła, że oceniłam książkę na LubimyCzytać 9/10 zamiast pełnej 10, to zachowania głównego bohatera, które nieraz potrafiły być bardzo… dziwne. Jeśli postanowicie przeczytać książkę, z pewnością zrozumiecie o czym mówię. Josh to specyficzny człowiek. Trochę dziwak. Z jednej strony zyskał dzięki temu moją sympatię (grzanie szczeniaczków koło ogniska pod własnym swetrem – ooooo *-*), w niektórych przypadkach jednak mnie to odpychało.

Historia zaczyna się w październiku, a kończy wigilią – więc jest idealna do przeczytania w ten przedświąteczny czas! Sprawdzi się też jako prezent – zarówno pod choinkę, jak i na Mikołajki.

Swoją drogą, ostatnio przedstawiłam na blogu moje propozycje Mikołajkowych prezentów – jeśli jeszcze nie widziałeś to sprawdź: klik po propozycje! Zdecydowanie mogę pod tę listę podpiąć książkę Bruce’a Camerona.



Mam nadzieję, że recenzja wam się spodobała i zachęciłam was do cudownej, ociekającej słodkością i szczeniaczkami książki.

Pozostaje mi życzyć wam „Psiego najlepszego”! (hehe)

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Nie czytałam opowieści ale za to obejrzałam film i jestem zachwycona tą produkcją :). Piękna, wzruszająca historia, którą warto obejrzeć jak i przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Film był bardzo wzruszający, uwielbiam takie produkcje :) Chętnie sięgnę po najnowszą książkę tego autora i znów przeniosę się w ten zwierzęcy świat :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też uwielbiam psiaki, a szczególnie buldogi francuskie, a po książkę na pewno sięgnę

    OdpowiedzUsuń
  4. O W. Bruce Cameron'ie słyszałam, ale nigdy nie miałam sposobności przeczytać żadnego z jego dzieł ani nawet obejrzeć ekranizacji słynnego "Był sobie pies".
    Myślę jednak, że jako "mała psiara" w końcu zmuszę się do przeczytania jakiejś książki jego autorstwa. Zachęciłaś mnie bardzo pozytywną recenzją tego tworu.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również pozdrawiam i cieszę się, że Cię zachęciłam! :) Chyba każda psia mama powinna poznać tego autora ;)

      Usuń
  5. Czytałam książkę i jest wspaniała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, cieszę się, że mamy podobne wrażenia! <3

      Usuń
  6. Wspaniała książka , chyba nawet mam ją w domu :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5 grzechów blogera! Jak blogować, by ktoś nas czytał?

To już setny wpis na tym blogu! I choć ostatnimi czasy moja aktywność tutaj ogranicza się do jednego wpisu tygodniowo, to spokojnie - jestem, żyję. I w dalszym ciągu obiecuję, że częstotliwość pisania się poprawi. Mam burzliwy i bardzo wymagający czas w życiu, musicie mi wybaczyć.

Piszę bloga od 1,5 roku. Napisałam 100 tekstów. Nie jest to liczba zaskakująca, choć przyznaję, że powoli zaczyna napawać mnie dumą. Przez ten czas jednak popełniłam masę błędów, które widzę już teraz. Niektóre poprawiłam, z innymi dalej staram się walczyć.

W błędach nie ma nic złego - w końcu nikt mnie blogowania nie nauczył! Nikt nie odpowiedział na pytania: Jak blogować? Jak się promować? Jak zebrać grupę lojalnych czytelników? Ja postaram się dzisiaj, na własnym doświadczeniu, odpowiedzieć na pytanie: Jak NIE blogować? Czego uniknąć, żeby nie zaliczyć totalnej blogowej klapy.

Oto 5 grzechów głównych blogera!1. Nieregularne pisanie

Oj... najgorsze z przewinień, którego dopuszczam się cały czas. Bo nie mam…

10 rzeczy, na które warto wykorzystać wakacje (+konkurs!)

Przede mną długie miesiące wakacji. W zasadzie już jeden z nich mi zleciał, sama nie wiem kiedy. Jako tegoroczna maturzystka spotkał mnie w końcu przywilej czterech miesięcy wakacji! Póki co ich przebieg jest dość schematyczny, o czym mogliście przeczytać chociażby w podsumowaniu: 7DNI. Ale nie przesądzajmy, że reszta również taka będzie. Mam nadzieję, że do października uda mi się zrealizować, prócz pracy, jeszcze jakiś wakacyjny "goal".


A nawet jeśli nie - chciałabym podzielić się z wami moimi pomysłami na ciekawą aktywność wakacyjną. Na co wykorzystać te dwa (a dla niektórych więcej) miesiące swobody? Zapraszam do czytania wszystkiego, a dla niecierpliwych  tytułowy konkurs znajduje się na samym dole!

Nauka języka obcego

Jedna z lepszych rzeczy, które można zrobić w wakacje! Sama planuję rozpocząć coś od lipca (jeśli starczy mi czasu, bo wiadomo jak to z planami bywa). Możemy uczyć się angielskiego, niemieckiego lub... spróbować z czymś bardziej egzotycznym! Może arabski? …

Ulubieńcy ostatnich tygodni - MUZYKA!

Chciałam napisać coś bardziej ambitnego, ale przez duże dawki pracy i chroniczne zmęczenie po prostu nie dawałam rady. Mam kilka tytułów w szkicach. Kilka rozpoczętych tekstów. Czekają na dokończenie, ale dzisiaj zaoferuję Wam coś lżejszego. Kilka inspiracji na wakacje, kilka moich ostatnich ulubieńców. Czego posłuchać? Czego ja słucham? Nieczęsto piszę tego typu teksty, tym razem jednak rzeczy, które warto sprawdzić, jest naprawdę sporo.


Deliver Us (Prince of Egypt) Cover by Caleb Hyles and Jonathan Young. Prawdziwy fenomen ostatnich tygodni. Nie jestem osobą religijną, ale uwielbiam muzykę dotyczącą religii. Nieważne, czy to ścieżka z bajki "Książę Egiptu" (fenomenalnej historii zresztą) czy musicalowa wersja Męki Pańskiej w "Jesus Christ Superstar". Może jestem świrem, ale te utwory po prostu na mnie działają, bo są przepiękne.


Bells of Notre Dame (Disney's Hunchback) METAL cover - Jonathan Young & Caleb Hyles Caleb Hyles i Jonathan Young to w ogóle dwa …