Przejdź do głównej zawartości

7DNI - Nuda, farbowanie i kilka słów o ,,końcu świata"

To będzie krótkie podsumowanie, bo w zasadzie fajerwerków w tym tygodniu nie było. Może jedna, dwie. I zdjęć mam jak zwykle mało – wzorowa blogerka.

Dobra – zaczynamy!


W poniedziałek pojawiło się podsumowanie zeszłego tygodnia – trochę ciekawsze, więc jak ktoś chce zajrzeć to zapraszam (klik!)
Poza tym intensywna nauka polskiego i 40 minutowy trening nóg (który odczuwałam aż do środy).

We wtorek kolejny dokument na Netflixie "The C word" – odnośnie raka, diety i ogólnie rozumianego zdrowia. Poświęcę mu chyba dłuższy tekst, bo był to jeden z lepszych dokumentów, jakie ostatnio oglądałam. Tego dnia również intensywna nauka – tym razem matematyka. I trening brzuszka.


W środę rozpoczęło się moje zmaganie z lekturą. Nie lubię Żeromskiego, wręcz nie trawię jego stylu, więc padło na audiobook. W międzyczasie trochę pracy, trochę nauki.

W czwartek tekst o tym, jak uczynić życie piękniejszym. Jestem z niego całkiem dumna, więc jeśli chcecie przeczytać – klik!

Dalej lektura. Trochę zadań z gramatyki angielskiej.

W piątek fajerwerki – farbowanie! Miało być tak:


Wyszło tak:


Podobnie - na tyle, na ile jest to możliwe, przy moich odpornych na farbę włosach. Ogólnie jestem zadowolona z koloru. Ze stanu moich włosów – dużo mniej. Trzeba będzie w końcu zrobić z tym porządek, gdy cała ta maturalno-przyszłościowa karuzela odpuści.

W sobotę skończenie ,,The End of The F****ing World" – na InstaStory dałam szybko znać, co o tym myślę.


Dzisiaj trochę rozwinę temat. Jestem zadziwiona tym, że przy tak krótkim serialu (8 odcinków po 20 minut to naprawdę niedużo), można aż tak przywiązać się do bohaterów. Przez pierwsze kilka odcinków największą sympatią darzyłam Alyssę – z nią też do samego końca potrafiłam się najbardziej zidentyfikować. Ta chęć buntu, ucieczki od wszystkiego co złe, przepełnienie uczuciami nad którymi nie da się panować – to coś, co widzę w samej sobie, choć na pewno nie w takim stopniu.


Jamesa nie potrafiłam zrozumieć aż do odcinka, w którym poznałam jego piekielnie smutną przeszłość. Wtedy i on stał się dla mnie bardziej ludzki, bliski, prawdziwy, mimo otaczającej go tarczy zobojętnienia.

Podróż z bohaterami była jednocześnie podróżą wewnątrz siebie. Któż z nas, chociaż raz, nie myślał o tym, żeby spakować plecak i po prostu odejść? Cóż, przynajmniej ja myślałam o tym wiele razy. Dlatego tak bardzo lubię filmy i książki, w których bohaterowie to robią - między innymi wszystko stworzone przez Johna Greena.


Poza genialną fabułą, refleksją i świetnymi postaciami, sam serial jest po prostu dopracowany w każdym calu. Soundtrack pobrałam już na telefon i słucham go przy każdej możliwej okazji, bo jest genialny (klik!). Zdjęcia są cudowne, klimat jedyny w swoim rodzaju.

Jeśli macie wolne kilka godzin – zdecydowanie polecam poświęcić je właśnie na to.


W sobotę upiekłam pieguski. Wyszły dobre, ale jeszcze do dopracowania. Fotogeniczne niestety nie były.

W niedzielę pierwszy sezon "The Crown" i... jestem oczarowana. Za wcześnie na ocenę, chociaż znowu przeczuwam 10/10. Może po prostu za bardzo się wszystkim zachwycam. Ale nie jestem profesjonalnym krytykiem – jeżeli oglądanie czegoś sprawia mi frajdę i w jakiś sposób rozwija mnie duchowo czy intelektualnie, to już ma zadatki na bardzo wysoką ocenę.


Niedziele wieczór – piszę ten tekst. Jutro zaczynam kolejny tydzień. Oby był bardziej ekscytujący niż poprzedni.

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKUINSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Ciekawa seria wpisów, a co do tego farbowania to nie przejmuj się, następnym razem na pewno się uda,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem aż tak zawiedziona kolorem ;) Po prostu trzeba zadbać o kondycję włosów :D

      Usuń
  2. Ciekawie wszystko opisane , a co do włosów to wyszło nie tak zle ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znajomy mi polecał ten serial :) Jak będę mieć wolne kilka godzin to obejrzę :) Zdjęcia piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie dołączam się do polecenia znajomego! :)

      Usuń
  4. Nie słyszałam o tym serialu - może w wolnej chwili zobaczę na czym on więc polega i czy mi przypadnie do gustu. Co do włosów to wyszło Ci całkiem dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  5. Obejrzałam ten serial i też bardzo mi się podoba! Jeżeli chodzi o włosy- kolor wyszedł fajnie :D A na polepszenie stanu włosów polecam wcierkę "Jantar", jest tania i naprawdę potrafi zdziałać cuda:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Jantarze sporo słyszałam dobrego, ale jeszcze nie próbowałam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Jak uczyć się matematyki? [MATURA]

Od zawsze byłam ciekawa świata. Interesuje mnie naprawdę sporo rzeczy, a gdy złapię na coś mocniejszego ,,bakcyla" – zagłębiam temat do jak najdrobniejszych szczegółów. Lubię się uczyć i nieźle mi to wychodzi, nawet udało mi się dzięki tej nauce zdobyć stypendium.
Ale matematyka to jedna z tych dziedzin, które mnie zbytnio nie fascynują, a przygotowania maturalne do tego przedmiotu uważam za najtrudniejsze. Wiem, że wielu z Was też tak uważa, stąd właśnie od ,,królowej nauk" zacznę serię wpisów – jak przygotowuję się do matury? Niektóre sposoby będą powtarzały się w kilku tekstach, ale część będzie zależna od przedmiotu.

Po krótkim wstępie – zaczynamy! Jak wygląda proces moich przygotowań do matury z matematyki?
Punkt 1: Stare arkusze maturalne
Obowiązuje mnie nowa matura – ta od 2015 roku. Wszystkie arkusze z lat poprzednich – zarówno z tych oficjalnych matur, jak i próbnych z Operonu czy Nowej Ery – można znaleźć w internecie. Łącznie będzie to około 7-9 arkuszy (nie jest…

5 cech, które podziwiam u innych ludzi!

Lubię szukać w ludziach tego, co najlepsze. W każdym z nas jest w końcu coś dobrego, a życie nie polega na tym, żeby nienawidzić wszystkiego i wszystkich (chociaż są osoby, które niestety przyjmują taki styl bycia).

To, co dostrzegamy w świecie, staje się w pewnym momencie odbiciem nas samych. I na odwrót. Jeśli szukamy dobra, pozytywnych momentów i szczęśliwych chwil, to właśnie je otrzymujemy. Nie z powodu jakiejś magii, Boga czy innych wierzeń – po prostu wychwytujemy tę przyjemną część naszego życia częściej niż negatywy. Prócz problemów, zaczynamy dostrzegać rozwiązania i nowe możliwości.
Ale odbiegam od tematu – sęk w tym, że istnieją takie cechy charakteru, o które jestem bardzo zazdrosna. A niektórzy ludzie (szczęśliwcy!) je mają. I w tym wypadku można przyjąć dwie narracje – podziwu i pozytywnej zazdrości, lub zawiści – i traktowania tych cech, jako zło, które wśród innych potępiamy (choć tak naprawdę chcemy tego samego).
Osobiście wybieram tę pierwszą opcję. Bo może da mi to …

7DNI - Wielkie przygotowania i Studniówka!

Tydzień temu nie było podsumowania, bo moje życie jest po prostu zbyt nudne. I chociaż mi to nie przeszkadza, bo lubię monotonię, a aktualna praca kiedyś zaprowadzi mnie do ciekawszych miejsc... to na bloga monotonia się nie nadaje.
Ten tydzień jednak był pełen szaleństwa – zakupy, szykowanie się, w sobotę wielki bal, a w niedzielę... uznajmy, że niedzieli nie podsumuję ;)

Ciężko mi to opisywać, więc po prostu wstawię przebitkę ze zdjęciami. Ta część z Was, która uważa moje teksty za zbyt długie, tym razem będzie zachwycona!

W poniedziałek kupiłam ostatni istotny element ubioru, czyli buty. Zdecydowałam się na beżowe czółenka z dość niewysokim, ale stabilnym obcasem. Genialny wybór! I tak jestem wyższa od większości dziewczyn, a dzięki takim butom byłam pewna, że nie przewrócę się w połowie poloneza. Buty z CCC, jeśli mnie wzrok nie myli to te: Klik!
Ostatnie przymiarki przed sobotą...


Polecam nie patrzeć na ten bałagan za mną.
Sukienka musiała być lekko zmieniona, żeby lepiej się ukł…