Przejdź do głównej zawartości

7DNI - Szczęśliwe początki i bolesne powroty...

Był genialny Sylwester i cudowny Nowy Rok. Było whisky z colą, świąteczne żarełko, życzenia i fajerwerki.

I znów jestem tutaj. Żaden Nowy Rok = nowa ja, bo wiele się nie zmieniło. Chodzę do szkoły. Piszę na blogu. Staram się wycisnąć dodatkową godzinę w czwartek, a w niedzielę od rana prokrastynuję i leżę cały dzień oglądając serial.

Proza życia powróciła.


 Ale zacznijmy od tych szczęśliwych początków!


Wspomnienia z Sylwestra. Dobre whisky i dobra quesadilla, chociaż nie wygląda. Pierwszy raz ją robiłam, a przerzucanie na patelni tuż przed północą dwóch tortilli wypełnionych farszem było... trudne.


Ale serio – smakowało genialnie.

Nowy Rok powitaliśmy razem z chłopakiem kieliszkiem brzoskwiniowego Picollo, zamiast klasycznego szampana. Zdecydowanie lepszy wybór – zwyczajnie nie lubię smaku tego drugiego.
Pierwszego stycznia lenistwo, oglądanie "Wikingów" i skończenie "Narcosa". I krótki spacer.

A pod koniec dnia – kopniak motywacji, żeby teraz pracować na pełnych obrotach.


Kilka z moich planów na 2018 opisałam tutaj: KLIK! Postanowienia noworoczne to coś, co serio uwielbiam. Ogólnie zawsze wiem, do czego dążę i co chcę w najbliższym czasie osiągnąć, ale spisanie tego na kartce jest bardziej namacalne i prawdziwe. Dużo łatwiej jest mi zachować odpowiedni kurs na wyznaczone cele.

Póki co jedyny problem mam z postanowieniem dotyczącym treningów – ostro spadła mi kondycja. To, co kiedyś robiłam z łatwością, teraz powoduje zadyszkę. Szybko się męczę, a przed oczami robi mi się ciemno – irytuje mnie to, bo nie myślałam, że będę musiała zaczynać od nowa. Brak mi cierpliwości i najchętniej wystartowałabym z tego samego poziomu intensywności, jaki miałam jeszcze.. hm, w październiku?


Oczywistej prawdy nie da się jednak pominąć – odpuściłam sobie, moja forma się pogorszyła, a ja nie dam rady zrobić wszystkiego tak, jak kilka miesięcy temu. Muszę wystartować delikatniej. Trzymajcie kciuki, żeby mnie to nie zniechęciło.


Co do samej diety – idzie nieźle, ale bez rewelacji. Staram się nie przeginać – zwłaszcza, że przekonałam się na własnej skórze, czym taka nierozsądna dieta może skutkować. Napisałam o tym tutaj: KLIK! Jeśli waszym postanowieniem jest schudnięcie – warto zajrzeć, bo z niektórych pułapek wychodzi się długimi miesiącami...

Z nauką w tym tygodniu nie miałam czasu na spokojne wzięcie rozpędu. Klasa maturalna, więc od razu po świętach zaczynamy z grubej rury sprawdzianem z rozszerzonej geografii. Geografię lubię, sprawdziany na 6 stron zadań – już mniej. Żaliłam się na Instagramie i FanPage'u (linki na samym dole), pożalę się i tutaj.

It sucks. Zwłaszcza, że dodatkowo w środę i czwartek czekają mnie egzaminy zawodowe.

Dla relaksu od nauki oglądałam Stranger Things – praktycznie w dwa dni skończyliśmy z chłopakiem pierwszy sezon. Póki co nie będę wiele pisała, bo możliwe że po obejrzeniu drugiego sezonu, zrecenzuję całość w osobnym poście. W skrócie – wzbudziło wiele emocji. Po pierwsze – bo jestem mięczak i przy "straszniejszych" scenach chowałam głowę pod kocyk. Po drugie – bo jestem cienias. I kilka łez polało się w ostatnim odcinku.

Przez ten tydzień przewinęło się także kilka książek, ale żadna w całości. Więc nic nie piszę – czekajcie na coś z cyklu "Przeczytane".


I to tyle – wracam do nauki. A Was zostawiam z kilkoma inspiracjami na rozpoczynający się tydzień! :)

7 sensownych postanowień noworocznych - jeśli nie masz pomysłu na własne... :)

7 seriali na zimę - sama nie znam wszystkich, ale mam ogromną ochotę zobaczyć. Kto wie, może ferie będą odpowiednią okazją!

Nie daj sobie wmówić, że zło jest normą - lektura "Efektu Lucyfera" ostatnio była u mnie mocno na tapecie. Już kończę, ale temat zła w świecie wciąż mnie interesuje. Volant jak zwykle uderzył w samo sedno ;)

Do następnego!
Odwiedź mnie na FACEBOOKUINSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Trzymam kciuki za powrót do formy, co do tych wyzwani w szkole to trochę masz do przejścia. Zawód mam nadzieje, że zaliczysz śpiewająco. Będzie dobrze spokojnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O zawód się nie boję - egzamin jest raczej prosty. Tylko stresu trochę :) A co do powrotu do formy - mam ten problem, że nie lubię się cofać. Strasznie mnie to demotywuje :/

      Usuń
  2. Dobre postanowienia, każdy rok jest taki sam my nie zwarzając na rok powinnismy trzymac sie naszych zasad i tego co chcemy osiagnac. ps. dobry wybor seriali ;p
    zapraszam - > www.justine-r.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymać się zasad - otóż to! :) Bardzo dużo osób myśli, że jak nowy rok, to trzeba wywrócić życie do góry nogami. Nie trzeba - warto pozostać w tym wszystkim sobą :)

      Usuń
  3. Życzę, aby ten rok byl wspaniały <3
    Post bardzo mi się podoba - krótko, zrozumiale, ale wiele ujete <3
    Powodzenia ,<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! :)) Musi być wspaniały! :D

      Usuń
  4. Fajny wpis, trzymam kciuki za twoje postanowienia noworoczne! Też zdecydowanie wolę smak picolo <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Powodzenia w postanowieniach i na maturze :-) ! Co do formy treningowej, to może spróbuj interwały, bardzo szybko poprawiają kondycję i wydolność organizmu; zacznij od 7-10 min przeplatania intensywniejszego i normalnego tempa i dąż do 20 min, a na pewno pomoże :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Widać, że sylwester się udał. Ja muszę w końcu zacząć ćwiczyć i trzymać dietę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

7DNI - Podsumowanie maturalne!

Najważniejsza część tak zwanego ,,egzaminu dojrzałości” już za mną. Wszystkie podstawy i dwa rozszerzenia – na zbliżający się tydzień zostało mi tylko rozszerzenie z geografii i maturki ustne.

I mogę szczerze powiedzieć, że jestem mega szczęśliwa na myśl o końcu tej egzaminowej gorączki. W moim życiu nastąpią teraz duże zmiany. Strasznie się wszystko nawarstwia, jeden termin pogania drugi, istny bajzel, a intensywna nauka była najgorszą przeszkodą w odgracaniu swojego życia (i głowy).
Za chwilę nastąpi ten długo wyczekiwany czas ,,po maturach” – więc już nie będzie żadnych przeszkód (ani potencjalnych wymówek).

Ale jeszcze na chwilę wrócę i opiszę swoje wrażenia, bo chyba część z Was na to czeka. Jak mi poszło i jak oceniam trudność tegorocznych matur?
Polski podstawowy – podeszłam do tematu bezstresowo, przygotowywałam się mało, bo byłam pewna swojej wiedzy zczterech lat. I w zasadzie nie wyszło mi to aż tak źle. Zadania z czytania ze zrozumieniem były trudne, a przynajmniej trochę bar…

Prezenty na Dzień Matki! (12 pomysłów)

Dzień Matki się zbliża (to za niecałe dwa tygodnie), a Ty wciąż nie masz prezentu? Wstyd i hańba! Oczywiście żartuję - sama jak zwykle z kupnem/zrobieniem odpowiedniego prezentu czekam na ostatnią chwilę. Jak zwykle brakuje czasu, okazji i... pomysłów.


W tym ostatnim aspekcie postanowiłam Was trochę poratować. Bo choć może nie jestem mistrzem kreatywności, z pewnością mam trochę odmienne spojrzenie na tę kwestię. A czasem inna perspektywa wystarczy, żeby dobrać najbliższej osobie, w tym wypadku mamie, idealny prezent!

(zanim zaczniemy - pamiętajcie, że rejestrując się przez mój link i kupując z użyciem REFUNDER, otrzymujecie nie tylko dodatkowy rabat na zakupy, ale także 10 zł zwrotu za polecenie od przyjaciela!)

Bez przedłużania - pierwsze cztery propozycje to... książki!

Na tym się znam, więc spróbuję doradzić. Samo stwierdzenie ,,kup książkę" nie wystarczy - jest przecież tyle pozycji. Więc co dokładnie wybrać?

Katarzyna Nosowska ,,A ja żem powiedziała..."  - Szczera i odwa…

Jak pokonać stres przed maturą?

Wciąż siedzę przy podręcznikach i uzupełniam ostatnie małe braki w wiedzy. Ale do matury pozostało 5 dni – i w tym momencie, to już nie o wiedzę powinno się rozchodzić.
Przypuszczam, że nie tylko mnie powoli staje jakaś klucha w gardle, a w żołądku ściska. O maturze mówią wszędzie – w radiu, w telewizji, na tablicy na Facebooku, a w szkole to już od dawna nas straszyli...

Nic dziwnego, że gdzieś głęboko w umyśle biednego ucznia na myśl ,,matura za 5 dni", zazębia się strach. I ogromna dawka stresu.
A ja jestem wielką antyfanką tego ostatniego. Sama doświadczyłam, jak bardzo destrukcyjne działanie ma choćby taki malutki, niewinny stresik. I wcale nie mówię tu o wypadaniu włosów, czy problemach żołądkowych – wysoki poziom kortyzolu (hormonu stresu), utrzymujący się przez długi czas, sieje spustoszenie w istotnych narządach naszego ciała, jak serce czy płuca, zaburza całkowicie naszą gospodarkę hormonalną, a nawet prowadzi do trwałych uszkodzeń w mózgu!
Nie chcę straszyć, nie chcę s…