Przejdź do głównej zawartości

Jak uczyć się matematyki? [MATURA]

Od zawsze byłam ciekawa świata. Interesuje mnie naprawdę sporo rzeczy, a gdy złapię na coś mocniejszego ,,bakcyla" – zagłębiam temat do jak najdrobniejszych szczegółów. Lubię się uczyć i nieźle mi to wychodzi, nawet udało mi się dzięki tej nauce zdobyć stypendium.

Ale matematyka to jedna z tych dziedzin, które mnie zbytnio nie fascynują, a przygotowania maturalne do tego przedmiotu uważam za najtrudniejsze. Wiem, że wielu z Was też tak uważa, stąd właśnie od ,,królowej nauk" zacznę serię wpisów – jak przygotowuję się do matury? Niektóre sposoby będą powtarzały się w kilku tekstach, ale część będzie zależna od przedmiotu.


Po krótkim wstępie – zaczynamy! Jak wygląda proces moich przygotowań do matury z matematyki?

Punkt 1: Stare arkusze maturalne

Obowiązuje mnie nowa matura – ta od 2015 roku. Wszystkie arkusze z lat poprzednich – zarówno z tych oficjalnych matur, jak i próbnych z Operonu czy Nowej Ery – można znaleźć w internecie. Łącznie będzie to około 7-9 arkuszy (nie jestem pewna, bo omówiłam póki co 4). Wykonując je staram się przede wszystkim pracować samodzielnie. Następnie, po wykonaniu określonej ilości zadań, sprawdzam odpowiedzi, notuję czerwonym cienkopisem o czym zapomniałam lubz jakim tematem miałam problem. Na niebiesko zaznaczam to, co udało mi się zrobić dobrze.


Czego nie wolno robić przy wypełnianiu arkuszy?


  • Nie sprawdzamy odpowiedzi od razu – nawet jeśli po przeczytaniu zadania mamy pustkę w głowie, staramy się przez przynajmniej kilka minut pomyśleć nad rozwiązaniem. Żeby dobrze się czegoś nauczyć, mózg musi pracować – przypominać i utrwalać sobie informacje. Sprawdzanie odpowiedzi od razu to pójście na łatwiznę i chociaż wydaje nam się, że teraz już to zapamiętamy – no nie, tak to nie działa. Zadania należy wykonywać samodzielnie, a odpowiedzi sprawdzać dopiero wtedy, gdy przyjdzie na to pora.

  • Nie uznajemy również zadań za ,,oczywiste" – przynajmniej na początku. Może nam się wydawać, że coś wiemy i rozumiemy, więc powinniśmy to pominąć, ale póki nie sprawdzimy – tak naprawdę nie jesteśmy pewni swojej wiedzy. Poza tym to, że pamiętamy o czymś teraz, nie sprawi, że będziemy pamiętać o tym za kilka miesięcy. Potrzebne są powtórki.



Punkt 2: Sprawdzam, co sprawiało mi trudność w arkuszach i przykładam się mocniej do tych tematów.

Wydaje się oczywiste, ale znam wiele osób, które uczą się na chybił trafił, wszystkiego na raz, albo tylko wybranych wzorów z każdego działu. Wertują zeszyt, stwierdzają ,,o, tego nie pamiętam", przepisują sobie wzór (bez żadnego odniesienie do czego, kiedy i jak go używamy) i myślą, że to dobry sposób nauki.

Nikogo nie zmuszam, ale osobiście polecam to bardziej zorganizować. Robimy arkusze – sprawdzamy, co nam nie idzie – sprawdzamy, który to dział. I powtarzamy CAŁY dział. Rozpisujemy w kalendarzu regularne powtórki tak, żeby zdążyć do matury. Sama największy problem mam z zadaniami dowodowymi, trochę się motam przy trudniejszych przykładach z funkcji kwadratowej, fajnie byłoby też ogarnąć planimetrię. Zakładając, że mam do matury z matematyki około 90 dni, spokojnie da się to rozpisać na naukę matematyki co 3 dni po 1 godzinę i uzyskać bardzo dobre efekty. Warto zacząć wcześniej i powtarzać regularnie.

Punkt 3: Co z tym, co teoretycznie już umiem?
Im bardziej jesteś pewny swojej wiedzy, tym powtórki mogą być rzadsze. Przykładowo potęgi nie są dla mnie żadnym problemem – więc ewentualne zadania z nich wykonam dopiero w kwietniu, tak dla odświeżenia. Nie ma sensu wałkować czegoś, co się dobrze umie. Satysfakcja z dobrego rozwiązywania zadań jest fajna i daje motywację, ale nie w tym rzecz, żeby robić coś, co jest łatwe. Sukcesem jest dopiero przekraczanie granic.


Punkt 4: Jak ograniczyć naukę w domu do minimum?

Brzmi dziwnie, prawda? Bo przecież ,,jak to! Przed maturą trzeba się uczyć jak najwięcej, a nie ograniczać naukę". Jeśli masz spore problemy, albo nie uczysz się wcale to faktycznie, ograniczanie może nie być najlepszym pomysłem.

Ale ogólnie wyznaję zasadę "work smarter, not harder", czyli lepiej pracować sprytnie, niż ciężko. Moim sprytnym sposobem jest... wykorzystanie lekcji! Wow, kto by pomyślał.

Ale szczerze – głupotą jest wymigiwanie się od odpowiedzi przy tablicy, mazanie po zeszycie czy przeglądanie telefonu tylko po to, żeby potem ten sam materiał powtarzać przed maturą w domu. Jeśli masz nauczyciela, który daje Ci możliwość nauczenia się czegokolwiek – posłuchaj chwilę, a nie będziesz musiał uczyć się tego sam.


Wiadomo, że jeśli zaczniesz się skupiać miesiąc przed maturą - ta zasada nie zadziała. Ale może czyta mnie ktoś młodszy – wtedy pamiętaj, im wcześniej zaczniesz uważać na lekcji, tym spokojniejszy będziesz przed maturą. Znam to z autopsji.

Punkt 5: Z czego korzystam?

Kanał Matemaks na YouTube – omówienie działów, krótkie zadania z różnych tematów, omówienie arkuszy maturalnych (zarówno podstawa, jak i rozszerzenie) – mój największy ratunek.

Najlepsza nauka to ta, która wykorzystuje więcej niż jeden zmysł. W przypadku filmów na YT mamy rozwiązania w formie pisanej, jak i mówionej.

Matemaks ma również własną stronę internetową – tam znajdziecie dokładne powtórki wszystkich działów, jak i płatny kurs przygotowawczy specjalnie do matury.

Poza tym, tak jak wspominałam na początku – uzupełniam arkusze.


Dlaczego nie kupuję repetytoriów?

To wydaje się dość popularne podejście – kupić kolejny zbiór zadań i robić wszystko od początku. Jednak ja nie jestem wielką fanką tego sposobu, prawdopodobnie dlatego, że nie mam aż tak dużych problemów z żadnym przedmiotem, żeby omawiać go od podstaw.

Wszystko, czego chcę się nauczyć, jest gdzieś w sieci. Wszystko, co powinnam wiedzieć, znajduje się w moich starych podręcznikach – zarówno teoria, jak i masa zadań. Naprawdę nie potrzeba kupować nowych książek, żeby się uczyć. Wystarczy sprytne podejście i znajomość własnych braków.


Na sam koniec jeszcze dodam – nie polecam nauki z zeszytu. Bardzo często nie zapisujemy treści zadań, więc nie wiemy, o co w nich tak naprawdę chodziło. Jeśli wzory są w tablicach – również nie ma sensu uczyć się ich na pamięć. Znacznie lepiej jest wiedzieć, jak je wykorzystywać.

To wszystko na dzisiaj – jeśli macie pytania odnośnie mojej nauki matematyki, koniecznie dajcie mi znać w komentarzu!
Postaram się odpowiedzieć na wszystko.

Do następnego!
Odwiedź mnie na FACEBOOKUINSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Masz bardzo dobry schemat nauki matematyki - ja uważam że najtrudniej jest od niej usiąść :( osobiście mam spory problem z tym przedmiotem, a do matury będę przygotowywać się w przyszłym roku bo jestem w technikum, ale sobie tego nie wyobrażam :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - nawet z dobrymi sposobami i dobrym planem, najgorsze jest... zacząć :/ Niby już się wkręciłam w naukę, ale wciąż mam takie dni, kiedy po prostu mi się nie chce...

      Usuń
  2. Niektóre punkty z tego robiłem sam, ale nauczycielka nie dopuściła mnie do matury. Tak tak z matmy nie dopuściła mnie. Powodzenia w nauce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu Cię nie dopuściła? :o Nie rozumiem, to kwestia ucznia jak napisze maturę, nauczyciel w klasie maturalnej powinien już najmniej mieć rzeczy do gadania.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5 cech, które podziwiam u innych ludzi!

Lubię szukać w ludziach tego, co najlepsze. W każdym z nas jest w końcu coś dobrego, a życie nie polega na tym, żeby nienawidzić wszystkiego i wszystkich (chociaż są osoby, które niestety przyjmują taki styl bycia).

To, co dostrzegamy w świecie, staje się w pewnym momencie odbiciem nas samych. I na odwrót. Jeśli szukamy dobra, pozytywnych momentów i szczęśliwych chwil, to właśnie je otrzymujemy. Nie z powodu jakiejś magii, Boga czy innych wierzeń – po prostu wychwytujemy tę przyjemną część naszego życia częściej niż negatywy. Prócz problemów, zaczynamy dostrzegać rozwiązania i nowe możliwości.
Ale odbiegam od tematu – sęk w tym, że istnieją takie cechy charakteru, o które jestem bardzo zazdrosna. A niektórzy ludzie (szczęśliwcy!) je mają. I w tym wypadku można przyjąć dwie narracje – podziwu i pozytywnej zazdrości, lub zawiści – i traktowania tych cech, jako zło, które wśród innych potępiamy (choć tak naprawdę chcemy tego samego).
Osobiście wybieram tę pierwszą opcję. Bo może da mi to …

7DNI - Wielkie przygotowania i Studniówka!

Tydzień temu nie było podsumowania, bo moje życie jest po prostu zbyt nudne. I chociaż mi to nie przeszkadza, bo lubię monotonię, a aktualna praca kiedyś zaprowadzi mnie do ciekawszych miejsc... to na bloga monotonia się nie nadaje.
Ten tydzień jednak był pełen szaleństwa – zakupy, szykowanie się, w sobotę wielki bal, a w niedzielę... uznajmy, że niedzieli nie podsumuję ;)

Ciężko mi to opisywać, więc po prostu wstawię przebitkę ze zdjęciami. Ta część z Was, która uważa moje teksty za zbyt długie, tym razem będzie zachwycona!

W poniedziałek kupiłam ostatni istotny element ubioru, czyli buty. Zdecydowałam się na beżowe czółenka z dość niewysokim, ale stabilnym obcasem. Genialny wybór! I tak jestem wyższa od większości dziewczyn, a dzięki takim butom byłam pewna, że nie przewrócę się w połowie poloneza. Buty z CCC, jeśli mnie wzrok nie myli to te: Klik!
Ostatnie przymiarki przed sobotą...


Polecam nie patrzeć na ten bałagan za mną.
Sukienka musiała być lekko zmieniona, żeby lepiej się ukł…