Przejdź do głównej zawartości

7DNI - Gdzie ta wiosna, blogerskie warsztaty i dużo rzeczy do polecenia!

Z kalendarza jasno wynika, że jest wiosna. Z temperatury już nie bardzo. I wiem, robi się cieplej, niedługo naprawdę będzie już ładnie, ale trochę mnie irytacja bierze kiedy muszę pisać spod koca i kołdry. Bo brrrrrr, nie lubię zimna, ani nawet takiego lekkiego ciepełka. Dajcie mi 20 stopni na plusie!


Od zrzędzenia zaczęłam podsumowanie tygodnia, ale prócz temperatury ogólnie było spoko. Wspomnę tylko, że podsumowanie obejmuje więcej niż tydzień. Ale to już klasyka. Z założenia moje 7 dni powinno być wystarczająco ciekawe na wpis. W praktyce (póki co) nie jest, więc zbijam dwa tygodnie w jeden.


Wciąż się uczę do matury przez większość czasu, więc o tym nie będę się znów rozpisywać. Wystarczy przeczytać wpis o moim podejściu do nauki i studiów, żeby ogarnąć mniej więcej jak sprawa wygląda. I obserwować mnie na Instagramie – tam praktycznie codziennie widnieje jakaś niezwykle interesująca relacja znad podręczników.

Założyłam też motywacyjnego Studygrama, ale póki co, dopiero to testuję. Niemniej jednak, możecie zajrzeć.

W sobotę, 24 marca, wybrałam się na moje pierwsze w życiu warsztaty związane z blogiem. I było to super przeżycie! Dzień wcześniej miałam strasznego dołka, nie chciało mi się nic, pozostało załamać ręce i płakać. Aż tu nagle, koło 20:00 zajrzałam przypadkiem na maila (A dosyć długo nie zaglądałam, nawet nie wiem czemu). W skrzynce – mail, zaproszenie. Wysłane już dawno. Na jutro, na 9:00.


Nie jestem spontaniczną osobą jeśli chodzi o tego typu rzeczy. Jestem boidupa i jeżeli jeszcze nie brałam w czymś takim udziału, to NIE MA OPCJI, że się odważę. Zwłaszcza, że mój blog jest taki mały i po co ja w ogóle pojadę.

Ale chyba to całe zdołowanie i niechęć do wszystkiego doprowadziły mnie do myśli, że gorzej być nie może. Odpowiedziałam na zaproszenie i pojechałam w nieznane.

Ogólnie to dziwne uczucie być z ludźmi, których się w pewien sposób podziwia w jednym miejscu. I w tej samej pozycji – jako bloger, który na warsztatach zdobywa jakąś wiedzę. Czułam się trochę niezręcznie, wycofana z tego świata, mając 20 000 wyświetleń łącznie, podczas gdy inni zaproszeni zdobywają tyle w dwa tygodnie. Ale ogólnie było spoczko. Pogadałam sobie. Pojadłam.


I zdobyłam dużo nowej wiedzy o afiliacji. Ogólnie jest to temat bardzo szeroki, więc jak ktoś jest zainteresowany, niech sobie poszuka i poczyta. Może sama kiedyś o tym coś napiszę, ale nie tym razem.

Poza tym ze spotkania wyszłam z całą torbą upominków - notesik, długopis, ciastka, ale i coś od Kobo. Ogólnie makijaż to coś, nad czym dopiero pracuję (zazwyczaj ograniczam się do kombinacji podkład-rzęsy-brwi), ale już kilka razy spróbowałam i jestem zadowolona. Kobo to bardzo dobra i stosunkowo tania marka kosmetyków. Jeszcze się na nich nie zawiodłam.


Na zdjęciu paletka 4 pudrów mineralnych i cienie do oczu. Pod nazwami zostawiam linki do produktów, a jeśli któraś z Was jest zainteresowana zakupem, to polecam przez Refunder - dostajecie dzięki temu dodatkowe 4% zwrotu za wydane pieniądze. A logując się z mojego polecenia dostajecie 10 zł przy pierwszym zakupie. Sama często z tego korzystam. Jestem Januszem biznesu, więc jak da radę kupić coś i odzyskać choć część kasy - jestem za!


Wracając do podsumowania... W poniedziałek byłam na ,,Powidokach" Andrzeja Wajdy w kinie i... no nie. Nie podobało mi się. Takie 5/10. Słuchając niektórych aktorów miałam wrażenie, jakbym oglądała odcinek ,,Trudnych spraw". Postacie bez życia, jakieś tam mętne uczucia, bardzo sztuczne dialogi. To ostatnie chyba bolało mnie najbardziej.

W ramach pocieszenia po słabym filmie, wybrałam się na polowanie lumpeksowe. Wszystkie zdobycze pokazywałam na InstaStory, więc po raz kolejny – zachęcam do obserwacji na Instagramie.


Czemu lumpeks? Wolę dać za spodenki 8 zł, zamiast 60. Mówiłam, Janusz biznesu. Ale nie tylko o to chodzi.

Powoli zmieniam się też w eko-świra. Wpływ fast fashion na naszą planetę jest okropny, genialnie obrazuje to film ,,The true cost". Warto obejrzeć. I zdecydować się na bardziej świadome i przemyślane zakupy.

Co jeszcze w tym tygodniu? Przeczytałam ,,Fausta" Geothego, czyli jeden z klasyków, które pragnę przeczytać do matury. Z tamtej listy odhaczyłam już także ,,Mistrza i Małgorzatę" Bułhakova oraz powoli kończę ,,Hamleta".

I wiecie co, mam wrażenie, że te lektury, która sama sobie wybrałam, czytało mi się dużo lepiej. Także polecam zajrzeć na listę wszystkim maturzystom, którzy w lekturach mają zaległości – te, które wypisałam, są naprawdę spoko.

Obejrzałam też ,,Wielkiego Gatsby'ego" (jeszcze nie przeczytałam) i jestem oczarowana. Serio. Prawdopodobnie mój nowy ulubiony film. Również polecam, jest to dzieło, które bez wątpienia warto znać.

Skończyłam też oglądać ,,Dark" – niemieckojęzyczny serial Netflixa, bardzo często porównywany ze ,,Stranger Things", chociaż moim zdaniem nie ma z nim nic wspólnego. Ostatnie odcinki rozwaliły mi głowę. Cały świat zachwiał się pod moimi stopami, usłyszałam wielki huk i musiałam zeskrobywać własny mózg ze ściany. Grubo, ale właśnie przez to polecam również ten serial.

A gdzieś tam w międzyczasie Wielkanoc. Cieszę się, że mam wolne, jest dużo dobrego jedzenia i mogłam się spotkać z całą rodziną. Ale gdzieś mi te święta zleciały niepostrzeżenie. Mam nadzieję, że Wasze były udane!

Do następnego!
 Odwiedź mnie na FACEBOOKUINSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Uwielbiam to zdjęcie snieg kwiaty i te buty :D super post

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak tak czytam ten wpis, to mam wrażenie, ze u Ciebie działo się więcej ciekawych rzeczy niż u mnie. A co do warsztatów, afiliacji szczerze mówiąc pierwsze słyszę, ale na takich spotkaniach najważniejsze to zjeść, wypić (oczywiście kawę lub herbatę, bo alkoholu raczej nie podają) i zabrać jakieś upominki :D Oczywiście mówię to trochę żartem, jeżeli spotkanie jest wartościowe to rzeczy o których pisałem schodzą na drugi plan :)
    A co do książek, miałem podjąć Twoje wyzwanie czytelnicze, ale jakoś ostatnio to zaniedbałem. Przyjąłem zasadę, że czytam wtedy, kiedy mam na to ochotę, bo ma być dla mnie przyjemność, a nie obowiązek. A jeśli uda mi się spełnić przy okazji jakiś punkt z wyzwania to będzie to miłym dodatkiem :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety też zaniedbałam własne wyzwanie, bo... matura. Teraz powoli do tego wracam :D
      Sorki za odpowiedź na komentarz po tak długim czasie. Moje życie ostatnio było zabiegane - wcale nie tak interesującymi wydarzeniami, jak się wydaje :p

      Usuń
    2. Nie przepraszaj za czas odpowiedzi na komentarz, liczyłem się z tym, że trzeba będzie na to poczekać, więc nic się nie dzieje :D U mnie z życiem dosyć stabilnie, praca, praca, praca, czasami jakieś wyjście do ludzi :P

      Usuń

Prześlij komentarz