Przejdź do głównej zawartości

Jak pokonać stres przed maturą?

Wciąż siedzę przy podręcznikach i uzupełniam ostatnie małe braki w wiedzy. Ale do matury pozostało 5 dni – i w tym momencie, to już nie o wiedzę powinno się rozchodzić.

Przypuszczam, że nie tylko mnie powoli staje jakaś klucha w gardle, a w żołądku ściska. O maturze mówią wszędzie – w radiu, w telewizji, na tablicy na Facebooku, a w szkole to już od dawna nas straszyli...

Nic dziwnego, że gdzieś głęboko w umyśle biednego ucznia na myśl ,,matura za 5 dni", zazębia się strach. I ogromna dawka stresu.

A ja jestem wielką antyfanką tego ostatniego. Sama doświadczyłam, jak bardzo destrukcyjne działanie ma choćby taki malutki, niewinny stresik. I wcale nie mówię tu o wypadaniu włosów, czy problemach żołądkowych – wysoki poziom kortyzolu (hormonu stresu), utrzymujący się przez długi czas, sieje spustoszenie w istotnych narządach naszego ciała, jak serce czy płuca, zaburza całkowicie naszą gospodarkę hormonalną, a nawet prowadzi do trwałych uszkodzeń w mózgu!

Nie chcę straszyć, nie chcę się chwalić wiedzą medyczną (której i tak nie mam). Ale mam nadzieję, że potraktujecie to jako przestrogę.

Maturą nie trzeba się stresować.

Ot większy egzamin w życiu. Miałeś ich sporo, zarówno odpowiedzi ustnych, jak i pisemnych. Dobrze wiesz, jak wyglądają arkusze i jaka wiedza jest na nich sprawdzana. Egzamin niczym Cię nie zaskoczy, a już na pewno – niczym strasznym.


Ale czasem lęk rodzi się w naszej podświadomości, bez kontroli. I trzeba go jakoś ugasić. Jakie są moje kroki na pokonanie stresu przed maturą?

Przede wszystkim: posiadać WIEDZĘ w siebie.

Tego sformułowania często używa Andrzej Tucholski. Pozwolę się nim z Wami podzielić. Wiara w siebie to przereklamowany slogan. Gdy w coś wierzymy, nie jesteśmy pewni czy autentycznie gdzieś tam jest, ale staramy się przyjąć to bez wątpliwości. Wiara jest... niepewna. Niestabilna. Zależna od naszego samopoczucia. Sama wiara w to, że zdam maturę, może szybko zostać pokonana przed niepewność.

Wiedza w siebie to to, czego jesteśmy o sobie pewni. Tak jak jestem pewna, że mam nos, oko i ucho, że jak wyjdę na spacer podczas deszczu to wrócę mokra, że jak ktoś mi zrobi zdjęcie z zaskoczenia to prawie na pewno wyjdzie źle.

To jest moja wiedza w siebie – niezachwiana, stabilna. Nieważne, czy się bardzo denerwuję i stresuję – wciąż będę wiedziała, że gdzieś po środku mojej twarzy znajduje się mój nos.

 Porównać to można do stawiania kroku do przodu... z opaską na oczach. Jeśli WIESZ, że grunt przed Tobą jest stabilny, masz świadomość w jakim miejscu stoisz i co Cię czeka, po wykonaniu ruchu - zrobisz to praktycznie bez obaw.

Jeśli natomiast ktoś postawiłby Cię na nieznanym gruncie, bez uprzedniego sprawdzenia - nawet z WIARĄ, że wszystko będzie dobrze, panika jest nieunikniona.


Jak wiedzę w siebie wykorzystać przed maturą? Być pewnym tego, czego się nauczyliśmy. Nie wierzyć w to, że uda się zdać, ale WIEDZEĆ, że się uda, bo przerobiłem takie i takie działy, zrobiłem takie i takie arkusze i ZDAWAŁEM. To są niezbite dowody z którymi Twój stres nie może wygrać.

Jeśli się uczyłeś – to popatrz na tę naukę z góry. Co umiesz, co nie. Oszacuj minimalny pewny procent, jaki możesz uzyskać na egzaminie i się go trzymaj. Jeśli procent jest dla Ciebie za mały – pozostało Ci kilka dni, aby go na spokojnie podnieść.

Wierzę jednak, że jako sprytny czytelnik mojego bloga, zająłeś się nauką wcześniej. I przecież przez te 3/4 lata szkoły średniej uczęszczałeś na lekcje, zdawałeś z klasy do klasy... niemożliwe, żebyś żadnej wiedzy nie wyniósł.

To najważniejszy krok... Kolejne to:

Dobry sen – bez używania telefonu przed snem, żeby nie świecić w oczy tzw. ,,niebieskim światłem". Be klikania po 100 razy drzemki, bo to zaburza rytm Twojego snu.

Dobre śniadanie – orzechy/gorzka czekolada na myślenie. Owsianka na energię.

Dobra kawa... bo bez kawy ani rusz!



Dobre przygotowanie – buty wypastowane dzień wcześniej. Ciuchy ładnie powieszone, wybrane, może od razu wyprasowane? Torebka spakowana: zapasowy długopis, chusteczki, tabletki przeciwbólowe i podpaski.

I pamiętajcie – nie taka matura straszna, jak ją opisują.
Mam nadzieję, że napiszemy ją super dobrze!

Do następnego!
 Odwiedź mnie na FACEBOOKUINSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

A jeśli chcesz poczytać coś jeszcze...

Komentarze

  1. Mnie czeka już to za rok, nie mogę uwierzyć, że ten czas tak szybko mija, a rady na pewno się przydadzą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj pamiętam jak ja bardzo się stresowałam, cała chodziłam, ale okazało się ze niepotrzebnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz, już po maturach... też uważam, że stres jest absolutnie niepotrzebny ;)

      Usuń
  3. Za rok czeka mnie matura...
    Na razie o niej nie rozmyślam, ale jestem pewna, że stres będzie mi towarzyszył :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nic dodać, nic ująć.
    Maturą naprawdę nie trzeba się stresować...
    ~ Nudziarz

    OdpowiedzUsuń
  5. Powodzenia dla wszystkich maturzystów! Ja ten stres mam dawno za sobą ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. dokładnie dwa lata temu stres sięgał zenitu :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5 grzechów blogera! Jak blogować, by ktoś nas czytał?

To już setny wpis na tym blogu! I choć ostatnimi czasy moja aktywność tutaj ogranicza się do jednego wpisu tygodniowo, to spokojnie - jestem, żyję. I w dalszym ciągu obiecuję, że częstotliwość pisania się poprawi. Mam burzliwy i bardzo wymagający czas w życiu, musicie mi wybaczyć.

Piszę bloga od 1,5 roku. Napisałam 100 tekstów. Nie jest to liczba zaskakująca, choć przyznaję, że powoli zaczyna napawać mnie dumą. Przez ten czas jednak popełniłam masę błędów, które widzę już teraz. Niektóre poprawiłam, z innymi dalej staram się walczyć.

W błędach nie ma nic złego - w końcu nikt mnie blogowania nie nauczył! Nikt nie odpowiedział na pytania: Jak blogować? Jak się promować? Jak zebrać grupę lojalnych czytelników? Ja postaram się dzisiaj, na własnym doświadczeniu, odpowiedzieć na pytanie: Jak NIE blogować? Czego uniknąć, żeby nie zaliczyć totalnej blogowej klapy.

Oto 5 grzechów głównych blogera!1. Nieregularne pisanie

Oj... najgorsze z przewinień, którego dopuszczam się cały czas. Bo nie mam…

10 rzeczy, na które warto wykorzystać wakacje (+konkurs!)

Przede mną długie miesiące wakacji. W zasadzie już jeden z nich mi zleciał, sama nie wiem kiedy. Jako tegoroczna maturzystka spotkał mnie w końcu przywilej czterech miesięcy wakacji! Póki co ich przebieg jest dość schematyczny, o czym mogliście przeczytać chociażby w podsumowaniu: 7DNI. Ale nie przesądzajmy, że reszta również taka będzie. Mam nadzieję, że do października uda mi się zrealizować, prócz pracy, jeszcze jakiś wakacyjny "goal".


A nawet jeśli nie - chciałabym podzielić się z wami moimi pomysłami na ciekawą aktywność wakacyjną. Na co wykorzystać te dwa (a dla niektórych więcej) miesiące swobody? Zapraszam do czytania wszystkiego, a dla niecierpliwych  tytułowy konkurs znajduje się na samym dole!

Nauka języka obcego

Jedna z lepszych rzeczy, które można zrobić w wakacje! Sama planuję rozpocząć coś od lipca (jeśli starczy mi czasu, bo wiadomo jak to z planami bywa). Możemy uczyć się angielskiego, niemieckiego lub... spróbować z czymś bardziej egzotycznym! Może arabski? …

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie…