Przejdź do głównej zawartości

Jak mieć wszystko, czego się pragnie? Jedna, prosta odpowiedź

Trenerzy motywacyjni mnie znienawidzą! Zamierzam przewrócić system do góry nogami. Nie będę trzymała Was w dużej niepewności. Zaspojleruję odpowiedź na tytułowe pytanie od razu, już na wstępie, cobyście się nie głowili, nie zamartwiali i nie szukali w tekście jakiegoś wytłuszczonego akapitu.

<werble>

Nie da się mieć wszystkiego, czego pragniemy na raz.

Ale hej, o czym ja właściwie mówię? Sama od wielu miesięcy traktuję życie jak jedną wielką możliwość. Jak wielką szansę. "Chcieć to móc" i "siła przyciągania", i inne tego typu poglądy. To ja, z tym próbuję żyć na co dzień, z tego daję się poznać światu. A teraz wyskakuję ze stosunkowo negatywnym spojrzeniem na podany problem. O co chodzi?

Już wyjaśniam.

"You want a social life, with friends,
a passionate love life as well
to work hard every day. What's true
Is of these three you may have two
And two can pay you dividends
But never may have three (..)"

To tylko fragment wiersza, który napisał Kenneth Koch. Ale chyba najbardziej wymowny. W skrócie i po polsku: możesz pragnąć życia w otoczeniu wielu osób, miłości pełnej pasji oraz ciężkiej pracy, która da Ci satysfakcję i pieniądze. Ale z tych trzech rzeczy, które chcesz od życia, osiągnąć możesz jedynie dwie. Koch w dalszej części przywołuje przykłady, jak Michał Anioł, czy Homer - przykłady wybitne, nie pierwsze z brzegu osoby. Lecz nawet oni nie potrafili połączyć trzech wielkich wartości w swoim życiu - po wybraniu i osiągnięciu dwóch, spotykali się z murem nie do przekroczenia.



Tym murem jest czas. Choć może lepszym porównaniem byłoby, że jest on życiodajną wodą, którą podlewasz kolejne wartości w swoim życiu. Jest ograniczony, wyczerpywalny. Jeśli chcemy, żeby dwie z naszych wartości rozkwitały pięknie, musimy przestań na siłę podlewać tę trzecią.

Ten wiersz mocno mnie uderzył, gdy go przeczytałam. Okazało się, że przez kilka miesięcy żyłam w kłamstwie. W błędnym przekonaniu, że jestem słaba i to moja wina, że nie mam wszystkiego.

Bo chcieć to móc, a jeśli wystarczająco nad czymś pracujemy, to to osiągniemy. Wciąż wierzę, że tak działa świat, ale od niedawna zaczynam brać na to małą poprawkę. Zaczęłam powtarzać sobie zdanie w stylu: nie gnój się za to, że nie masz czasu.

Bo przez jakieś kilkadziesiąt tygodni, tak właśnie było. Uważałam, że to moja wina, że nie robię wszystkiego, co zaplanowałam, że nie nadaję się do życia i powinnam pracować jeszcze ciężej. Byłam przekonana, że nie wychodzę ze znajomymi, bo jestem nietowarzyskim gnomem. Że nie spełniam się we wszystkim, bo nie mam silnej woli.

Umknęły mi dwie małe drobnostki. Po pierwsze - moje życie składało się z ciągłej nauki i weekendowych odpoczynków z chłopakiem. Miałam dwie wartości - i ani trochę więcej czasu. I może faktycznie inni mają gorzej, a udaje im się więcej. A może nie - może to tylko iluzja, którą wokół siebie tworzą, i może moje życie nie jest wcale mniej zapełnione obowiązkami, niż ich. W końcu każdy z nas ma 24 godziny do rozdysponowania. Oni też w ciągu dnia muszą coś odrzucić.

Po drugie - umknęło mi, że przecież mam tak dużo. Mam być za co wdzięczna. Całkowicie zapomniałam o wdzięczności.


Ten tekst będzie długi w nieskończoność, jeśli nie zatrzymam w tym momencie osobistej dygresji. Przejdę do sedna: Nie da się mieć wszystkiego, czego się pragnie. Nie na raz, a nawet nie w trakcie całego życia. Nie będziesz miał przyjaciół, jeśli chcesz walczyć o sukcesy zawodowe i miłość. Nie znajdziesz czasu na karierę zawodową pomiędzy ciągłymi imprezami, randkami i spotkaniami na piwo z kumplami. Jeśli zrównoważysz tę trójkę - dobrze dla Ciebie, ale tylko dobrze. Bo gdy rozmieniamy się na drobne w kilku dziedzinach, błędem jest liczyć na wspaniałe efekty.

Sama wpadłam w tę pułapkę i czasem ciężko mi się z niej wyplątać. Ale się da - wystarczy "tylko" z rozwagą dobierać priorytety, nie przepełniać kalendarza oraz sprytnie ogarniać życie w ten sposób, aby jednak wyciskać z niego maksimum. Jak? O tym w kolejnych tekstach.

 

Trzy proste przesłania na dzisiaj:

1. Nie da się mieć wszystkiego, ale to nie powód do gnojenia siebie
2. Warto być wdzięcznym i dumnym z tego, co się posiada
3. Uśmiechnij się! Życie jest dużo piękniejsze bez stresu (niestety, sporo o tym wiem)

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKUINSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Ach, cóż za genialny tekst! Podpisuję się pod tym co napisałaś :) Powinniśmy być szczęśliwi z tego co mamy :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Cieszę się, że Ci się spodobał! :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Bardzo mądre i cenne wskazówki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny tekst!
    Ja jestem wdzięczna za wszystko! ☺️

    OdpowiedzUsuń
  4. Wartościowy tekst. Także często zapominam o byciu wdzięczną :c
    https://olusiek-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że trochę Ci o tym przypomniałam! :)

      Usuń
  5. Zgadzam się :)
    www.acupoflifestyl.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Podpisuje sie pod tym! Pozdrawiam, świetny wpis:)

    http://start-afire.blogspot.com/2018/05/stylizacja-street-style-h.html

    OdpowiedzUsuń
  7. nie jestem całkiem przekonana do tego poglądu. :) Czytałam ten wiersz również u tej Ani, która maluje. I chociaż tak naprawdę zgadzam się z nią pod każdym możliwym względem, o tyle ten akapit poświęcony temu utworowi obudził we mnie pewne możliwości. Wierzę, że są tacy ludzie sukcesu, którzy mogą pochwalić się nie tylko wieloma osiągnięciami zawodowymi, ale również kochającą drugą połówką, rodziną i wspaniałymi przyjaciółmi. Myślę, że to jest jednak tylko kwestia tego, jak bardzo tego pragniemy, jak wiele na to pracujemy. Tak jak sama napisałaś, wszystko da się wypośrodkować. Pracować, kochać i pielęgnować przyjaźnie. Może akurat ja nie jestem najlepszym tego przykładem, bo nie mam nic z tej trójcy xD, ale znam w moim otoczeniu takie osoby, które owszem, spełniły się na każdym polu. Moja bliska znajoma chociażby, uczennica piątkowa, stypendium co roku. Co weekend dodaje snapki z jakiejś imprezy, często przesyła też takie typowo "studygramowe", a do tego ma wspaniałego, kochającego chłopaka, z którym widać, że jest szczęśliwa. Może nie poświęca się w 100% jednej dziedzinie życia, ale i tak udaje jej się to życie ogarniać na naprawdę wysokim poziomie. :) Tak czy siak szanuję twoje zdanie Pati, pięknie jest się różnić. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podobnie jak Twoja znajoma - mam stypendium, mam genialną miłość... I gdybym chciała, to może znalazłabym czas i na przyjaciół. Ale to już zależy od osoby, co dla kogo znaczy "wysoki poziom" w każdej z tych kategorii. U mnie podział doby/tygodnia na te trzy wartości nie dawałby wystarczającej satysfakcji w żadnej, po prostu czułabym, że "rozdrabniam się na drobne" :) Każdy ma do tego inne podejście! Dzięki za komentarz :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie…

30 rzeczy, które pragnę osiągnąć przed 30!

Zacznijmy (jak zawsze) od krótkich wyjaśnień.

Ten tekst miał się pojawić lekko ponad miesiąc temu. Wtedy była ku niemu szczególna okazja - moje 20 urodziny. A na zrealizowanie poniższej listy byłoby równiutko 10 lat. Trochę mi jednak nie wyszło, cały czas mam jakieś nieprzewidziane "obsuwy", więc wybaczcie!

Fajnie jest mieć jakiś plan. W moim wypadku nadanie przyszłości konkretnych celów i spisanie ich w punktach działa motywująco. Jeśli coś nie zostało spisane (a tym bardziej - ogłoszone publicznie!), dużo łatwiej jest mi się z tego zrezygnować, zapomnieć lub wytłumaczyć przed samą sobą, że aż tak bardzo to mi nie zależy. A zazwyczaj zależy, tylko lenistwo bierze górę.


Cele stawiam sobie na początku każdego kolejnego roku, wraz z jakąś istotną zmianą w życiu i nawet na początku każdego kolejnego tygodnia. Zazwyczaj nie miałam dłuższego "biznes planu". Tym razem okres realizacji to 10 lat. Cholernie dużo czasu - choć pewnie pod koniec będę miała wrażenie, że minęło…

Czemu nauka angielskiego w szkole NIE DZIAŁA?

Nie jestem nauczycielem, profesorem, nikim zawodowo związanym z edukacją. Jestem (a właściwie byłam) uczniem, dopiero co skończyłam szkołę średnią, a w październiku zaczynam studia.

Ale  mogę powiedzieć z pewnością: jeśli system zakłada naukę angielskiego od zerówki do końca edukacji, czyli jakieś 13-14 lat, a mimo to wciąż większość uczniów nie osiąga wysokich wyników, a nawet nie potrafi się po ludzku porozumieć - to jest to tragicznie zły system. Bo idąc do szkoły językowej, na studia filologiczne lub wykonując dobry kurs (nawet samodzielnie) - jesteście w stanie dojść do perfekcji językowej w dużo szybszym czasie. Jakieś 3-4 lata, żeby zdawać najtrudniejsze egzaminy państwowe, choć umiejętność swobodnej komunikacji zdobylibyście pewnie po kilku miesiącach.

Szalone, co? Choć dla mnie - bardziej irytujące. Wałkowanie tych samych zadań, tych samych czasów, tych samych zagadnień przez kilkanaście lat. Absolutne ignorowanie tego, że niektórzy nie rozumieją podstawowych słów. I w drugą…