ekologia,  Lifestyle,  Styl życia

Plastikowy ocean – czy właśnie to po sobie zostawimy?

Plastikowy ocean – choć niektórym to zestawienie słów wydaje się dość dziwne, film o takim tytule obejrzałam kilka dni temu. I niestety, ze łzami w oczach przekonałam się, że ocean z plastiku to prawdziwy problem, a nie żaden wymysł. Ostatnio napisałam o kilkudziesięciu rzeczach, które możemy robić, by być bardziej „eko” – swoją drogą, zapraszam do przeczytania tego tekstu. Niektórzy jednak w dalszym ciągu nie widzą powodu, by coś zmieniać w swoim życiu. Nie widzą sensu w ograniczaniu plastiku – przecież to takie wygodne, a wygodny styl życia to to, co człowieki lubią najbardziej.

No cóż… wygodnie nam z plastikiem będzie tylko do czasu.

Nie mam nastroju na pisanie dzisiaj takiego typowego tekstu z kilkoma punktami „dlaczego warto być eko”. Pokażę wam kilka zdjęć z filmu „Plastikowy ocean” (dostępny na Netflix, polecam obejrzeć), rzucę trochę łamiących serce statystyk, opowiem o wspaniałej akcji, która nie wymaga dużo, a może zmienić tak wiele.

Mam nadzieję, że wyciągniecie coś z tych strzępków i spojrzycie inaczej na naprawdę poważny problem. Liczę na to, że coś was ruszy – mnie ruszyło. A czasem właśnie delikatny impuls może być powodem wielkich zmian.

Znaczna część śmieci, które wyrzucamy, nie trafia na wysypiska. Przemieszczają się po lądzie, unoszą w powietrzu, a przede wszystkim – wpadają do wody. Tam z mniejszych rzek trafiają do większych, przepływają przez morza, by następnie trafiły wprost do oceanu.

Na naszej planecie znajduje się kilka Wielkich Plam Śmieci. Największa jest ta zlokalizowana na Pacyfiku. Prądy morskie na tym obszarze poruszają się w taki sposób, że większość śmieci zostaje w nim na zawsze – osadza się przy brzegach okolicznych wysp, trafia na samo dno lub dryfuje po powierzchni. To właśnie w Wielkiej Pacyficznej Plamie Śmieci znajdują się tony odpadów, które w jakiś sposób dotarły do niej z lądu lub zostały wyrzucone z kontenerowców w wyniku sztormu.

http://patidoludzi.pl/wp-content/uploads/2018/08/91655-300x225.jpg

Co ciekawe, w większości przypadków nie zobaczymy na oceanie pływających plastikowych butelek czy żółtych kaczuszek do kąpieli. Prawdziwe skutki zanieczyszczeń dostrzeżemy dopiero, gdy przelejemy wodę przez sitko. To na nim osadzą się mikroplastiki o szerokości kilku milimetrów, powstałe właśnie z rozpadu większych plastików pod wpływem promieni słonecznych czy słonej wody.

Mikroplastik jest jednak znacznie bardziej groźny, niż te duże materiały. To on trafia do żołądków małych ryb, większych ryb, czy nawet samych gigantycznych wielorybów, które mylą małe odłamki z planktonem. Przez żołądek ryby, toksyny trafiają do jej krwi i innych organów, które następnie bezpośrednio spożywa człowiek. Oczywiście jeśli zwierze nie umrze wcześniej przez ogromną ilość śmieci w żołądku.

Problem zjadania plastiku nie dotyczy jedynie zwierząt wodnych – także większość ptaków, które żywią się nad wodą, spotyka podobny los. Zwierzę cierpi przez tygodnie, a następnie ginie z żołądkiem wypchanym śmieciami.

Co roku do oceanu trafia ponad 8 MILIONÓW TON plastiku.

Plastik można odnaleźć nawet w najgłębszych punktach na oceanie. Nie jest to sprawa powierzchniowa – butelki, siatki, opony i inne śmieci nurkowie wyławiają z samego dna.

 

 

Zwierzęta nie tylko nieświadomie połykają plastik, ale również giną wplątując się w niego lub raniąc ostrymi elementami. Oto jak jedna plastikowa słomka ugrzęzła w nosie żółwia i mogła pozbawić go życia – nagranie jest drastyczne, dlatego nie wrzucam screena, odsyłam was do filmiku: KLIK!

Jeśli już przechodzimy do słomek – oto dobra wiadomość! Portal internetowy Noizz wraz z Aretą Szpurą rozpoczęli akcję usuwania plastikowych słomek z barów i restauracji. Do przedsięwzięcia dołączyły największe światowe sławy ze wszelkich dziedzin życia publicznego, jak Anja Rubik, Robert Biedroń, Hubert Urbański, Krzysztof Gonciarz i Maffashion.

W wielkim skrócie: chodzi o to, by z pubów i restauracji w całej Polsce zniknęły jednorazowe słomki, które zanieczyszczają nasze środowisko i zabijają zwierzęta. To tylko jeden mały krok – zapoznajcie się z informacjami na noizz.pl/bezslomki, zgłoście im wybrane lokale, a oni zachęcą do współpracy w projekcie.

Uwierzcie mi, picie drinka prosto ze szklanki jest możliwe. Zazwyczaj, gdy jestem w restauracji, grzecznie proszę o napój „bez słomki”. I choć to wystarczy, miło byłoby jednak, gdyby brak słomek był regułą. I nawet, jeśli nigdy na żywo nie zobaczę tych zanieczyszczeń, nie chcę, aby niewinne zwierzęta cierpiały przez mój brak zainteresowania.

Do następnego!
Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska