Millenialsi
7dni,  jesień,  Lifestyle,  Moje życie

7DNI – Jesienne smutki i ci okropni millenialsi!

Obiecałam wam serię 7DNI regularnie co tydzień i… macie! Witam wszystkich i zapraszam do czytania. A choć ten tydzień nie obfitował w wydarzenia, kilka przemyśleń w główce się uzbierało. Dziś w programie między innymi jesień, muzyka i… millenialsi.

Lubię jesień, choć ostatnio nie dogaduję się z nią najlepiej. Czuję, że zmiana temperatury niedługo mnie „rozłoży”, ale coś długo się zbiera ta choroba – tym bardziej męcząc wiecznie niewyspany organizm. Dużo wcześniej robi się ciemno, czego też się trochę obawiam, bo to wciąż moje pierwsze miesiące w dużym mieście. I nie jestem przyzwyczajona wracać autobusami po nocy.

A to ja, kiedy piszę dla was tekst.

No i łapie mnie jesienny dołek czasami. W zeszłym roku z tej deprechy napisałam kilka naprawdę przybijających podsumowań tygodnia – jak to, w którym stwierdziłam, że autentycznie przegrałam życie.

W ubiegłoroczną jesień dałam też kilka pomysłów na to, jak uprzyjemnić sobie jesienne, deszczowe wieczory – sprawdźcie tutaj! Ogólnie przejrzałam tę listę jeszcze raz i po roku wciąż jestem zdania, że podane propozycje są świetne. Zwłaszcza ostatnia – muszę się wziąć za tworzenie czegoś dla samej przyjemności tworzenia, bo przez kilka minionych miesięcy to zaniedbywałam.

Poza tym, że tak się żalę na tą zbliżającą jesień, jest naprawdę pięknie. Liście się coraz bardziej złocą, a jak zaświeci słońce to jest naprawdę kolorowo. Więc do listy fajnych rzeczy na jesień dopiszcie jeszcze spacer – zwłaszcza teraz, gdy pogoda ma się nam trochę poprawić.

Co jeszcze w tym tygodniu? Wielki zawód i połamane serce, bo dowiedziałam się, że nici ze zwierzaka w mieszkaniu. Przy podpisywaniu umowy było mówione coś innego, teraz nagle coś innego. Kategoryczne NIE od właścicielki załamało mnie kompletnie, bo jednak życie bez zwierzęcego domownika jest takie… puste.

Powracam do częstszego słuchania muzyki, bo mocno mnie to odpręża. A ostatnio bardzo potrzebuję odprężenia.

Teraz najczęściej w słuchawkach mam to:

 

Klasyk. Choć jest to nietypowy wybór, mnie słuchanie głosu Emmy Rossum i Gerarda Butlera (tak, to ten który grał Leonidasa w „300”) mocno satysfakcjonuje.

W ostatnim podsumowaniu tygodnia (klik) wskazałam inne źródło mojej ulubionej muzyki – w tamtym przypadku była to rock opera o… Jezusie. Trochę kontrowersyjna, jak chcecie to sprawdźcie pod linkiem.

Poza poprzednim podsumowaniem, nie było żadnego tekstu na blogu. Był za to na Pikio! Zapraszam do przeczytania:

Pani Martyno – pracuję dla pieniędzy.

Sama nie spodziewałam się, że napiszę opinię właśnie tam. Początkowo miała iść na bloga, ale jednak na portalu mam dużo większy zasięg. A w przypadku tego tekstu zależało mi, żeby dotarł do jak największej ilości osób.

A jeśli nie orientujecie się w sytuacji – kilka słów wyjaśnienia. Martyna Wojciechowska powiedziała w wywiadzie, że razi ją zachowanie młodych na rynku pracy. „Millenialsi powinni pracować dla pasji, dla idei”. Sama pani Martyna twierdzi, że tak właśnie robi, a z wielu swoich codziennych prac nie ma żadnych pieniędzy, podczas gdy młodzi szukają tylko benefitów, wyższych pieniędzy i dodatków.

Ach ci millenialsi…

I pozostaje mi nadzieja, że mówiąc to Wojciechowska nie miała na celu wywołać takiego zamieszania. Mam nadzieję, że ta kwestia rzucona tak „mimochodem”, nie była zwyczajnie przemyślana. Pani Martyna nie postawiła się po tej drugiej stronie – stronie młodych, tych „obrzydliwych millenialsów”, którzy często nie mogą dostać płatnej pracy, których męczy się darmowymi stażami, których nie stać na godny „start”, na samodzielną kawalerkę, a czasem i na studia. I fizycznie nie stać ich na pracowanie dla idei.

To wszystko z ostatnich dni – a najbliższe będą naprawdę ciekawe. Powoli przygotowuję się do studiów (niedługo dokładnie wam o tym napiszę), a poza tym do przeniesienia bloga. Trochę zmieni się jego wygląd, mam nadzieję, że tylko na lepsze.

Do następnego!
Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska