poranna rutyna
dobre nawyki,  Motywacja,  Rozwój

Idealny poranek vs. moja PORANNA RUTYNA?

Kiedyś moja poranna rutyna była zaskakująco uporządkowana. Gdy chodziłam do technikum potrafiłam nie tylko wstać przed 6:00 rano, ale także szybko się ogarnąć, przygotować kawkę i zacząć naukę albo pisanie tekstu na bloga o tak wczesnej godzinie. Śniadanie było obowiązkowe, bez pośpiechu, a przede wszystkim – zdrowe. Bardzo rzadko się spóźniałam, czy to na autobus, czy na same zajęcia. Czasem nawet udało mi się rano pobiegać, zazwyczaj do przystanku autobusowego dojeżdżałam rowerem, więc aktywnie.

Cóż. Te czasy niestety minęły.

Od kilku miesięcy moje dni są tak bardzo nieregularne, jak tylko można. A o idealnej porannej rutynie całkowicie zapomniałam. Od września chciałabym co nieco zmienić, bo wrzesień to dla mnie taki naturalny czas na wprowadzenie dobrych nawyków. Stąd czas na porównanie:

Idealny poranek vs. moja aktualna rutyna!

Zacznijmy od idealnej pory wstawania, czyli podstawa, gdy chodzi nam po głowie idealna poranna rutyna. Warto wspomnieć, że każdy organizm potrzebuje innej ilości snu – nie ma na to uniwersalnych rozwiązań. Zdecydowanie najlepiej większość ludzi czuje się po przespaniu 6 lub 7,5 godziny. Najlepiej położyć się niezbyt późno i wstać wcześniej – o poranku mamy więcej energii na tworzenie niż wieczorem, a nasz umysł lepiej pracuje. No i cóż to za satysfakcja osiągnąć jakiś cel przed 8:00 rano, gdy cała reszta jeszcze smacznie śpi!

Jak to wygląda u mnie? Baaardzo różnie. W weekend nie nastawiam budzika, a mój organizm nie ma absolutnie żadnej samokontroli – potrafię przespać 10-12 godzin bez przerwy. Co z tego, że później boli mnie głowa. Pora wstawania jest różna, bo i mój rytm pracy w tygodniu jest różny. Czasem gdy wiem, że będę siedziała na zmianie do północy, specjalnie nie zrywam się zbyt wcześnie, żeby zachować energię na wieczór. Niestety to tak nie działa i faktycznie, mój organizm bardzo cierpi przez nieregularny sen.

Idealny stosunek do budzika? Wstać od razu po pierwszym dzwonku! Żadnych drzemek, żadnego odwlekania. Kolejne 5 minut snu tylko wybija nas z prawidłowego rytmu, co skutkuje jeszcze większą ospałością i bólem głowy.
Jak to wygląda u mnie? Miliony budzików co 3-5 minut. Przy każdym włączam drzemkę, bo nie mam wewnętrznej motywacji do wstania. Czasem się zapomnę i usnę tak, że potem muszę szykować się w biegu. Bywa, że się spóźniam – niestety.

Idealne śniadanie? Przede wszystkim zdrowe i pożywne. To, czy rano spożywać węglowodany, czy białka i tłuszcze zależy od wielu rzeczy: typu metabolicznego, aktywności, specjalnej diety i preferencji. Sama najlepiej czułam się zawsze po śniadaniach białkowo-tłuszczowych, bo po prostu najdłużej mnie syciły. No i jakieś orzechy rano poprawiały moją koncentrację i naukę.

Jak to wygląda u mnie? Teraz jem to, co akurat jest w lodówce i wpadnie pod rękę. Nie zastanawiam się nad jakością i wyglądem posiłku. Kanapki, płatki z mlekiem? Obojętnie.

Dzisiaj na dowód jako pierwszy posiłek po wstaniu zjadłam… lody. Absolutnie nie jestem z tego powodu dumna.


Skupienie i praca jako poranna rutyna? Kiedyś jak najbardziej – nauka, odrabianie prac domowych, pisanie tekstu na bloga lub po prostu czytanie książek na dobry początek dnia.

Jak to wygląda teraz? Cóż… jeśli nie muszę iść na rano do pracy i nie szykuję się w biegu, to bardzo często siadam do śniadania i odpalam… serial. Chociaż staram się pracować rano nad blogiem! Czasem mi się zdarza, więc aż takim tragicznym przypadkiem nie jestem. Tyle, że kiedyś rano to 6:00, obecnie zaczynam dzień około 10:00.

Idealna poranna rutyna to także: picie wody (najlepiej z cytrynką), ścielenie łóżka (pierwsze zadanie wykonane danego dnia, daje dużo motywacji + ogranicza możliwość kolejnej drzemki), chwila ćwiczeń (5-10 minut na rozgrzanie organizmu), medytacja i dziennik wdzięczności (oczyszczenie umysłu i notatki, dzięki którym natychmiast możemy poczuć się szczęśliwsi z tego, co posiadamy).

Jak mi to wychodzi? Czasem lepiej, czasem gorzej. Wodę piję, cytryny nieustannie zapominam kupić. Na medytację zazwyczaj brakuje mi czasu, a na ćwiczenia chęci. Dziennik wdzięczności prowadzę, chociaż niezbyt regularnie.

I co teraz? Właściwie pisząc ten tekst mogę strzelić sobie w kolano. Jak się okazuje, nie jestem idealnym przykładem do naśladowania. To, że od czasu do czasu pokażę na InstaStory idealne śniadanie nie oznacza, że tak wygląda moja codzienność. Zazwyczaj niestety nie wygląda. Od września planuję jednak kilka zmian – przede wszystkim przywrócenie dobrych nawyków, które praktykowałam jeszcze te 4-5 miesięcy temu. Mam nadzieję, że dla kogoś z was ten wpis również podziała motywacyjnie. Dla mnie był jak spowiedź, przede wszystkim przed samą sobą. Przyznaję, nawaliłam, nie idzie mi tak, jak bym chciała. Ale zauważenie błędu to pierwszy krok do zmiany.

Miłego września! Podzielcie się swoimi porannymi nawykami w komentarzach, może jeszcze coś zaczerpnę.
I do następnego!
Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska