co może nauczyciel
Edukacja,  Rozwój

Uczeń ma przede wszystkim OBOWIĄZKI – czy aby na pewno?

Co może nauczyciel, a co jest już poza jego prawami? Tego typu pytania często zadają uczniowie na różnych szczeblach edukacji. Czują się w pewien sposób wykorzystani i oszukani, bo choć wszędzie trąbi się o prawach ucznia, w szkole czasem ciężko jest się doprosić o ich respektowanie.

– Gdzie wychodzicie? Dzwonek jest dla NAUCZYCIELA!

– Ale proszę pani, w prawach ucznia jest…

– Wy może tak respektujcie swoje OBOWIĄZKI, wtedy będziecie się dopominać praw!

Cóż, byłam świadkiem takiej rozmowy ucznia z nauczycielem. I podejrzewam, że spora część z was również.

Może zacznijmy od podstaw

Co może nauczyciel, a co uczeń? Wszyscy wiemy, że zarówno uczniów obowiązują prawa i obowiązki, jak i nauczycieli (choćby z racji tego, że są pracownikami danej instytucji). Respektowanie ich byłoby dla obu stron współpracy korzystne. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy belfer nie traktuje ucznia jako współpracownika, któremu może przyświecać wspólny cel, a raczej jako niewolnika, którego trzeba zmuszać i karać. A taka postawa nauczyciela nie jest niczym rzadkim – zwłaszcza, że całe otoczenie wspiera rozwój takiej postawy.

Nauczyciel czuje się ważniejszy od ucznia, mimo że przecież oboje są ludźmi, więc traktować powinni siebie na równi i z szacunkiem. Jednak to belfer siedzi przez kilka godzin na wygodnym, miękkim krześle, zazwyczaj z regulacją wysokości i innymi bajerami, podczas gdy uczeń spędza ten czas na drewnianym stołku. A to dopiero początek. Typowy układ sali również pokazuje, kto tu jest „najważniejszy”. Nauczyciel może wnieść kawę na zajęcia, rzadko kiedy wycisza telefon, wyjdzie bez przeszkód jeśli ma taką potrzebę. W przypadku ucznia każde z tych zachowań byłoby tępione, czy to słowną uwagą, czy jedynką w dzienniku. A może zabraniem telefonu i wyproszeniem z sali? Takie przypadki w końcu też się zdarzają.

Nauczyciele mocno nadużywają swojej „przewagi” nad uczniem, nawet tego nie zauważając. Bo to przecież normalne, nie? A to przecież prosta droga do zburzenia jakiejkolwiek współpracy z dziećmi i młodzieżą.

Co może nauczyciel?

Zacznijmy od obowiązków – nauczyciel ma obowiązek sumiennie przekazać wiedzę. Robić to tak, aby uczniowie mieli szansę zrozumieć, zadać pytania i rozwiać ewentualne wątpliwości. Uczeń ma obowiązek się uczyć. Proste, prawda?

ZOBACZ: Czemu nauka angielskiego w szkole nie działa?

Do obowiązków ucznia dokłada się jednak masę dodatkowych rzeczy. Wspomniane – nie wychodzić w ciągu zajęć, nie wnosić jedzenia/picia, wyciszyć telefon, zmienić buty przy wejściu (podczas gdy przecież nauczyciel nie musi!). Spóźnienie się oraz gorsze zachowanie nie jest karane według zasad – czyli właśnie uwzględniając to w ocenie z zachowania – tylko np. obniżeniem oceny z danego PRZEDMIOTU. Uczniowi zabiera się telefon, choć jest to jego własność. Przechwytuje się „liścik” latający po klasie i czyta na głos. Lub po prostu wytyka się błędy ze sprawdzianu przy okazji wyśmiewając, wręcz wyszydzając, niewiedzę ucznia.

A gdy ten biedny nastolatek stara się bronić „prawami ucznia”, szybko zostaje gaszony „obowiązkami”. Bo przecież jak ma średnią 3,00 to nie spełnia swoich obowiązków. A to nie do końca prawda.

Szkoła nas indoktrynuje w wielu różnych kwestiach. Nauczyciele mają własne toalety – zazwyczaj dużo lepiej wyposażone i czystsze (w moim technikum nie było nigdy papieru toaletowego, a już o czymś do wytarcia rąk nie wspomnę). Jest darmowa kawusia dla nauczycieli i pracowników, gdzie uczeń nie ma dostępu nawet do darmowego dozownika z wodą. „Przerwa jest dla nauczyciela” powtarzane jak mantra. Co z tego, że to nieprawda, bo przerwa ma być zarówno dla ucznia, jak i dla nauczyciela. Zwłaszcza, że to belfer może się ewentualnie bezkarnie spóźnić na następną lekcję.

Ale jak to poprawić?

Co może nauczyciel? Nie tak wiele, jak pewnie sobie wyobraża. Dlatego, jeśli chodzicie do szkoły lub w wieku szkolnym są wasze dzieci, pilnujcie respektowania praw ucznia. Ciężko się dziwić, że ktoś ma kłopoty z nauką, skoro podcinane mu są skrzydła na każdym roku. Czuje się jak więzień właśnie tam, gdzie powinien odczuwać największy entuzjazm i przypływ możliwości.

co może nauczyciel

Nie sądzę, żeby w najbliższych latach wiele się zmieniło, bo to wymagałoby odmiany całego systemu. Podejścia do zawodu tylko osób z pasją i zrozumieniem. Ciężko mi uwierzyć we współpracę między uczniem a nauczycielem, gdy w „świeckim” państwie w prawie każdej klasie wiszą obok orzełka chrześcijańskie krzyże. A tych, którzy nie idą na rekolekcje, skazuje się na 3 godziny mordęgi na świetlicy. Bez zorganizowanych zajęć, w ogólnym harmidrze i… bez sensu.

ZOBACZ: Kler niszczy kościół? Film o religii i pedofilii

Cóż, na ten temat mogłabym sporo pisać. Pewnie to jeszcze kiedyś uzupełnię, póki co mam nadzieję, że dałam wam coś do myślenia.

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska