Kler
Filmy,  Kultura

Kler niszczy kościół? Recenzja filmu o religii i pedofilii

Jestem prawdopodobnie ostatnią osobą, która decyduje się recenzować „Kler”. Choć i tak nie będzie to normalna recenzja. Odkładałam ten wpis na później z dwóch powodów – po pierwsze chciałam iść do kina już po pierwszych seansach, a nie wtedy, gdy na sali był tłum ludzi. Po drugie – zależało mi, żeby trochę to zafascynowanie filmem z ludzi zeszło. Nie chciałam, żeby mój wpis zaklasyfikował się jako kolejna „nagonka na kościół”, zwłaszcza, że tym ostatecznie nie będzie. Ale zacznijmy od początku, dopiero potem „Kler”.

Byłam bardzo religijną osobą. Jeszcze 5 lat temu wiara była dla mnie czymś naturalnym, przede wszystkim dlatego, że pochodzę z rodziny, w której wiara zawsze była na pierwszym miejscu. I właśnie około 5-4 lata temu coś zaczęło „pękać”. Wierzący nazwaliby to „kryzysem”, ja z mojej perspektywy widziałam to jako konflikt, a zarazem oświecenie. Przestało mi się podobać przesłanie, które gdzieś tam między „dobrym słowem” zachęcało do zła. Nie mogłam znieść nietolerancji, zaściankowości, a dalej w czasie tych rzeczy pojawiało się więcej. Czytałam fragmenty Biblii i coraz częściej dostrzegałam, jak wybiórczo traktuje się ten temat w kościele – bo przecież Hymn o Miłości jest taki ładny. Szkoda tylko, że na innych stronach mówi się o uległości kobiet, traktowaniu ich podmiotowo i „sprzedaży” dziewictwa.

„Jeśli mężczyzna znajdzie młodą kobietę – dziewicę niezaślubioną – pochwyci ją i śpi z nią, a znajdą ich, odda ten mężczyzna, który z nią spał, ojcu młodej kobiety pięćdziesiąt syklów srebra i zostanie ona jego żoną. Za to, że jej gwałt zadał, nie będzie jej mógł porzucić przez całe swe życie.” Księga Powtórzonego Prawa 22:28-29

Teraz odezwać mogą się ci, którzy będą krzyczeć o „innych czasach” i że „wtedy to było normalne”.

Ale trzeba pamiętać o ważnym aspekcie

Na świecie nie istnieje tylko jedna religia, a w każdej jest coś takiego jak „pismo święte”, częściowo pokrywające się z innymi. I proceder, na który religia kiedyś zezwalała i dawała wyraźne zasady u nas został zlikwidowany, ale w innej części świata – nie. A nawet w „naszym” chrześcijaństwie dalej przyzwala się na procedery moralnie wątpliwe. Treści wpajane już od dzieciństwa, na przykład takie „cuda” w zadaniach w podręczniku do religii.

https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/1468711_611581838879549_1156034295_n.jpg?_nc_cat=102&oh=1edca76d1624919d656ce6e7a226c53b&oe=5C42778C

Nawet w miarę współczesnych świętych, jak Matka Teresa, po głębszym zapoznaniu nie można uznawać za dobrych – bo nie wiem czy wiecie, ale Matka Teresa nie podawała leków przeciwbólowych osobom ciężko chorym w swojej lecznicy twierdząc, że „cierpienie uszlachetnia”. A sama, gdy tylko zachorowała, leczyła się w najlepszych szpitalach, nie szczędząc sobie uśmierzania bólu. A to tylko jeden przykład hipokryzji i jawnego zła.

To wszystko zaczęło mnie boleć. Drążyło się, zbierało, słuchałam słów kapłanów i coraz wyraźniej zauważałam, jak to wszystko działa. Ostatecznie po prostu przestałam wierzyć w coś, co przeczyło nauce – w jakikolwiek byt, który stworzył świat, a następnie objawiał się ludziom przez kilka tysięcy lat, by w pewnym momencie po prostu z tego zrezygnować.

Ale to tak słowem wstępu. Nigdy nie pisałam o tym, jakie mam podejście do religii, więc warto to nadmienić. Swoją drogą – nie widzę problemu w tym, że ktoś wierzy. Wierzy moja rodzina, znajomi, a jeśli ta wiara im coś daje – to super. Bo rozumiem, że może coś dawać – w końcu sama kiedyś szukałam w tym wsparcia. Nie chcę też szukać konfliktu z nikim. Głównie przez niechęć do konfliktów bardzo długo nie mówiłam rodzinie o tym, że jestem niewierząca i dalej większość osób o tym nie wie.

https://api.culture.pl/sites/default/files/styles/1920_auto/public/2018-09/kler_fot._bartek_mrozowski_14_0.jpg?itok=9EFR3oOb

Jakie wrażenie wywarł na mnie „Kler”?

Chyba większe wrażenie wywarło na mnie to, co premiera „Kleru” ujawniła, niż sam film. Film był tylko obrazem – symboliczny, mocny, pokazujący zarówno tych dobrych, jak i złych, jak i tych grzesznych, ale „nieszkodliwych”. Podobało mi się to, że sama zbliżająca się premiera produkcji Smarzowskiego wywołała w ludziach poruszenie, rozpoczęła się dyskusja na temat wiary i na temat pedofilii. Kolejne winne osoby zostały skazane, jednej z ofiar Kościół wypłaca gigantyczne odszkodowanie – to duży krok naprzód. Choć wciąż za mało.

Sam Smarzowski ładnie skleił wszystkie elementy. Nie tylko poskrobał po zepsutej powierzchni, ale dokopał się do dna. Za to wielki plus! Polecam jednak obejrzeć film samemu, bo ja jestem słaba w recenzowaniu, a nie chcę też wiele spojlerować.

Ruszyła dyskusja. Niektórzy wierzący nazwali to „atakiem na kościół”, ja jednak bardzo się cieszę, że do tego doszło. Bo problem pedofilii to obecnie ogromny problem, z którym nie tak łatwo sobie poradzić. Ofiary wyznają swoje krzywdy po latach nie dlatego, że zmyślają, ale przez presję. To mnie najbardziej boli – że autorytety wykorzystują swoją władzę. Że księdza nie jest tak łatwo wskazać, a co dopiero ukarać.

Kler jest autorytetem. Kolejnym, który wykorzystuje swoją władzę

Jestem kobietą, więc naturalnie boję się chodzić nocą po mieście. Gdybym wyszła w szpilkach, sukience albo zakolanówkach, obawa wzrosłaby kilkukrotnie. Bo przecież część społeczeństwa (w tym duchowieństwo) krzyczy, że to ja „prowokuję” do gwałtu. Inni mu przyklaskują, a ja zamiast czuć się potencjalną ofiarą zboczeńca, okazuję się po prostu rozwiązła. To jest problem na inny wpis, ale może być dobrym wstępem do porównania. Podobnie bałabym się, gdyby ktoś z moich bliskich, dziecko, kilkuletnia dziewczynka lub chłopczyk, wracali po ciemku do domu. W takiej sytuacji wiemy, że istnieje zagrożenie i staramy się tego unikać.

Teraz wyobraźcie sobie, że idziecie do kościoła na mszę. Do szkoły. Albo zawozicie własne dziecko na noc do wujka. Macie pełne zaufanie czy to do rodziny, czy do instytucji, która przecież specjalnie takie zaufanie budzi. Waszemu dziecku dzieje się krzywda, ale ono przecież tego nie wyzna. Bo wujek powiedział, że mama będzie zła. Nauczyciel grozi wyrzuceniem ze szkoły, a ksiądz-pedofil mówi o piekle. W filmie „Kler” jest to wyraźnie pokazane, a w życiu ma swoje bolesne odbicie.

https://images.pexels.com/photos/161081/eucharist-body-of-christ-church-mass-161081.jpeg?auto=compress&cs=tinysrgb&h=650&w=940

Nie poznałam nigdy osobiście księdza pedofila. Ale znam nauczyciela, który „lubił zagadywać młode dziewczynki”, który wstawiał im wyższe oceny niż chłopcom. Lubił rzucać zboczone żarty, bo przecież taki z niego luzak. Reszta nauczycieli to wiedziała, ale to przecież „nieszkodliwe”. Tak samo jak w małej miejscowości wszyscy usprawiedliwiają księdza, który „nieszkodliwie” zaczepia swoich ministrantów. A to, że wujek klepnie po pupci i da siarczystego buziaczka to nic złego, bo przecież sobie żartuje, a to tylko rodzina.

Gdyby jednak udowodnić prawdziwą winę wujkowi czy nauczycielowi, ten zostanie zamknięty w więzieniu. Straci zaufanie. Ksiądz natomiast zostaje przeniesiony do innej parafii, gdzie ma… nowych ministrantów. I to jest główny problem.

Gdy winny jest kler. Co można zrobić?

Przede wszystkim rozmawiać z dziećmi. Nie pozwalać, by ktoś naruszał ich strefę bezpieczeństwa – nieważne, czy nie chce się przytulać do nauczyciela czy do innego członka rodziny, trzeba to uszanować. Nie kryć zboczeńców i piętnować takie zachowania. Doprowadzić do tego, by pedofile byli odpowiednio karani, nieważne jaką pozycję społeczną zajmują. To są pierwsze kroki, a dalej… mam nadzieję, że jako ludzkość to rozpracujemy.

Zachęcam do zostawienia komentarza i podzielenia się swoimi przemyśleniami w tym gorącym ostatnimi czasy temacie.

I do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska