globalne ocieplenie
ekologia,  Lifestyle,  Styl życia

Globalne ocieplenie – ściema czy realna sprawa? Kilka faktów

Dzisiaj poruszę temat, który męczy mnie gdzieś w środku od kilku miesięcy. Nie czułam się jednak odpowiednio doinformowana, żeby o tym pisać. Chodzi mianowicie o globalne ocieplenie, jego skutki i podejście ludzi do samego tematu. Po kilku tygodniach zbierania i analizowania informacji – bo lubię, kiedy moje teksty są w miarę rzetelne – w końcu postanowiłam przemówić.

Zagorzała dyskusja na temat globalnego ocieplenia trwa już od dawna. Niektórzy twierdzą, że jest to poważny problem, którego skutki widzimy na co dzień zdecydowanie za często (20 stopni Celsjusza w listopadzie to raczej nie norma). Inni wrzucają ekologów, a także wegan, do tego samego wora, co płaskoziemców i antyszczepionkowców – zwyczajne oszołomy.

Zdecydowana większość się nie przejmuje. I to do tej części dzisiaj pragnę uderzyć

Bo choć może się wydawać, że to Ci, którzy twierdzą, że globalnego ocieplenia nie ma, czynią największą szkodę, tak naprawdę najgorszym grzechem jest obojętność. W jakiejkolwiek sprawie.

Lubię być człowiekiem, który wie, co mówi. Staram się nie zmyślać, a wszelkie napływające informacje sprawdzać i weryfikować. Jestem człowiekiem, który lubi naukę i rzeczy przez nią potwierdzone. Z tego powodu, choć rozumiem ból antyszczepionkowców, których dzieci doznały szkody w wyniku szczepień, nie potrafię zaakceptować ich „argumentacji”. Bo argument emocjonalny to marny argument.

Z tego też powodu nie akceptuję wrzucania weganizmu i ekologii do jednego wora z pseudo-nauką. Bo naukowcy w wielu badaniach udowodnili, że globalne ocieplenie to skutecznie postępujący i przyspieszający problem, a weganizm jest jednym ze słuszniejszych sposobów odżywiania dla przeciętnego Kowalskiego. W przypadku bujd Jerzego Zięby pozostaje mi pukanie się w czoło, a po wysłuchaniu wykładu płukanie uszu kwasem. Szczęśliwie w kwestiach globalnego ocieplenia nie jest tak źle z bredzeniem głupot, choć wciąż idealnie nie jest.

Globalne ocieplenie – ciepły mamy listopad, co?

Nie powinnam tego podawać jako jakikolwiek dowód (zaraz wyjaśnię dlaczego), ale tegoroczny listopad jest nadzwyczajnie ciepły. Pobito już rekord temperatur w tym miesiącu w porównaniu do wszystkich ubiegłych lat, w których mierzono temperaturę.

Rekord temperatur został pobity również w październiku, a jeśli mnie pamięć nie myli – także w którymś z miesięcy letnich. Zimą obserwujemy coraz większe anomalie, od zabójczych mrozów po przyjemne ciepełko, a białego puchu w Boże Narodzenie moje rodzeństwo cioteczne chyba nawet nie doświadczyło.

To są jednak pojedyncze przykłady. Ładniej to wygląda na wykresach.

A już pod koniec tego stulecia ogólna temperatura na ziemi (według szacunków NASA sprzed 4 lat) ma wzrosnąć aż o 2 stopnie Celsjusza.

Nierozsądne jest podawanie pojedynczych przykładów z dwóch powodów – to, że jednego dnia jest cieplej/zimniej nie wpływa na skalę zjawiska na przestrzeni miesiąca, roku czy nawet kilku lat. Dopiero gdy operujemy na takich danych zależność wydaje się oczywista.

Po drugie – nie bez powodu mowa o GLOBALNYM ociepleniu. To, że w Polsce akurat danego dnia jest chłodniej nie znaczy, że w skali światowej temperatura nie bije szalonych rekordów. Wydaje się banalne, ale chyba warto nadmienić skoro nawet nasz cudowny pan „prezydęt” uważa, że pogoda na podwórku świadczy o braku globalnego ocieplenia.

Absurdów w podejściu do problemu można mnożyć. Zwłaszcza teraz, gdy mamy ciepły listopad, odzywają się głosy, że jednak ta zmiana klimatu to dobra rzecz chyba. A ja? Ja mam sprzeczne odczucia.

Tutaj jest cieplej – a co na świecie?

To, że u nas jest cieplej – no fajnie, można dłużej w ładnych ubraniach chodzić, nie marzną nogi na przystanku, a nawet wieczorny spacerek nie jest problemem przy takiej temperaturze.

Gorzej jednak dzieje się w innych częściach globu. Warto wspomnieć chociażby ogrom pożarów lasów w Szwecji, huragany niszczące w tym roku wybrzeża USA i Azji, a także rekordowe upały w Japonii, które w zaledwie tydzień zabiły ponad 70 osób.

Warto wspomnieć, że cena towarów, przede wszystkim żywności, zdecydowanie wzrosła. Plony są mniejsze ze względu na susze. Tracimy, a z upływem lat będziemy tracić dalej, zagrożone gatunki zwierząt i roślin. Strefy klimatyczne się zmieniają, ludzie migrują – nawet emigrantów wojennych można powiązać z globalnym ociepleniem. Badania pokazały, że ludzie zdecydowanie chętniej decydują się na zbrodnie i wykazują większą agresją w przypadku… wysokich temperatur.

To już daleko idące wnioski, ale niebezpodstawne.

Wszystko jest ze sobą powiązane, a więc zaburza się również transport, wymiana handlowa i zaopatrzenia w energię. Globalne ocieplenie to nie tylko delikatna zmiana temperatury – to coś, co negatywnie wpływa na wszystkie aspekty życia człowieka. A Polska, choć bez huraganów, nie jest wyjątkiem.

Korwin-Mikkego dam tak dla pośmiania. Dla wyjaśnienia – lód, który pływa na powierzchni wody i się stopi nie podniesie jej poziomu. Problem jest jednak taki, że większość lodowców znajduje się nie na morzu, a na powierzchni ziemi: w postaci lodowców górskich, a także wiecznej zmarzliny. Te natomiast, gdy się w końcu rozpuszczą, bardzo ładnie podniosą poziom wody, zatapiając znaczną część lądu, w tym między innymi Żuławy i Gdańsk (już w 2100 roku).  Na świecie największe ryzyko zatopienia jest oczywiście w Wenecji, ale też Los Angeles, Amsterdamie, Hamburgu, Sankt Petersburgu.

http://bi.gazeta.pl/im/4e/42/13/z20195662IH,Zatopienie-Zulaw-Wislanych.jpg

Globalne ocieplenie – to co mamy robić?

Bo przecież coś trzeba zrobić, tak? Jakiś czas temu przerażający film z umierającym niedźwiedziem polarnym dał ludziom do myślenia. Misiek głodował nie ze względu na swoją nieporadność, ale w dużej mierze ze względu na… globalne ocieplenie. Dziś mówi się o tym, że ilość wody na jednego mieszkańca w Polsce jest taka sama, jak na jednego mieszkańca Afryki Południowej – a problem będzie tylko większy.

Co zatem robić? Samodzielnie niewiele możemy zdziałać – zwłaszcza, jeśli chodzi o zatrzymanie tej machiny. Razem możemy jednak spróbować chociaż trochę spowolnić jej działanie. Nieważne, czy jesteś przeciętnym Kowalskim, czy trochę bardziej atypowym Nowakiem – masz realną możliwość działać. Oto kilka skutecznych sposobów na to, żebyśmy zmniejszyli swój „ślad węglowy”. Tym samym – zrobili coś dla dobra przyszłości naszej ziemi.

  • Oszczędzaj światło – kiedyś o kampanii tej mówiło się dużo. Teraz? Nie bardzo, a przynajmniej ja dawno nie słyszałam. Gaś światło, gdy wychodzisz z pokoju lub po prostu go nie potrzebujesz. Za dnia korzystaj ze słońca – zyska na tym nie tylko Twój portfel, ale także skóra i całe ciało. Wymień oświetlenie na diody LED (nie bez powodu za ich wynalezienie przyznano nagrodę Nobla)
  • Oszczędzaj na dojazdach – pociąg, metro czy autobus to też dobre sposoby przemieszczania się. Nie wspomnę o życiodajnym rowerze i spacerze!
  • Jedz mniej mięsa – „o nie, nie kochana, co to TO NIE” pomyślała znaczna większość. Co ciekawe, to właśnie kotlecik na Twoim talerzu jest największym zagrożeniem dla przyszłości naszej planety. Hodowla zwierząt odpowiada za 18 procent emisji gazów cieplarnianych – to więcej niż cały transport, w tym nawet lotniczy.

Więcej na ten temat napiszę w innym tekście – ten i tak jest już za długi, a temat krówek i tworzenia pól uprawnych jest obszerny.

  • Kupuj z głową – przede wszystkim lokalne produkty. Zadbaj o to, żeby to, co kładziesz na stole, nie musiało wcześniej przemierzać tysięcy kilometrów. Właśnie w ten sposób, poprzez transport, żywność importowana pozostawia duży ślad węglowy.
  • Unikaj plastiku! – apeluję o to nie pierwszy raz. Każdy produkt z plastiku – to ropa, a ropa – to jedno z głównych źródeł emisji dwutlenku węgla na świecie.
  • Używaj energooszczędnych sprzętów AGD – to już droższy sposób ratowania planety, ale służył nam będzie przez wiele lat. Sprawdź, czy w twojej zmywarce nie ma trybu „eko”. A może zaprzyjaźnisz się z kuchenką indukcyjną?

Pozdrawiam wszystkich tych, którzy dotrwali do końca! Jeśli ci się udało – napisz w komentarzu „To nie ściema” 🙂

Powodzenia w dalszym kształceniu się na ten temat – mam nadzieję, że zainteresowałam niektórych.

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska