plany
Motywacja,  Rozwój

Plany na końcówkę roku! Listopad i grudzień zajęte do granic

Plany, plany… lubię tworzyć tego typu listy. Raczej już to wiecie. W ostatnim czasie podzieliłam się z wami 30 rzeczami, które chcę osiągnąć przed 30. Jeszcze wcześniej pojawiły się postanowienia na, zbliżający się już do końca, rok 2018. Jedno – najważniejsze – jest w pełni spełnione, nad pozostałą dwójką przyjdzie mi jeszcze popracować.

I szczerze – jest listopad, trochę demotywuje mnie jesień i przyłapałam się na tym, że… szukam nowych motywacji. Przestałam notować w starym kalendarzu, kupiłam już nowe na rok 2019. Widzę tyle możliwości, ale planuję je dopiero na „po nowym roku”.

 

A przecież nie ma co odkładać – sporo się w moim życiu dzieje, ale to też trochę moja presja na to, żeby mieć każdą chwilę wypełnioną… robotą. Po prostu robotą. I fajnie byłoby, zamiast planować dopiero pod koniec grudnia, zaplanować coś na teraz. Na zbliżające się dwa ostatnie miesiące 2018 roku!

Bo nawet najlepsze plany nie przyniosą rewolucyjnych rezultatów, jeśli będą odkładane na potem

Także tak. Chcę wycisnąć końcówkę tego roku jak cytrynę, żeby z nowym rokiem… znowu zacząć cisnąć. Ale w takim wypadku już w styczniu będę startować szybciej niż cały peleton osób napalonych na „postanowienia noworoczne”.

Moim największym zasobem na ten czas będzie motywacja – czuję, jak rozrywa mnie energia i radość na myśl o nowych pomysłach. Najgorszym zagrożeniem będzie jednak… brak czasu. Studia – 20 godzin w co drugi weekend. Praca – pełny etat. Plus dojazdy, na które tracę od godziny do dwóch dziennie. Wesoło nie jest, nie powiem. W takim przypadku nawet motywacja czasem nie jest w stanie podnieść człowieka do dalszej pracy – po prostu wracasz, kładziesz się na łóżku i śpisz. Ale cóż. Takie zalety próby bycia zaradnym i „dorosłym”.

To ja. Tak bardzo ja.

Dobra. Przejdźmy do sedna

Jakie są moje plany na te dwa miesiące? Otóż…

Ogarnąć studia

Myślałam, że to będzie prostsze. W końcu zaoczne nie powinny być aż tak skomplikowane… Oj, jak bardzo się myliłam. Prac do wykonania jest niesłychanie dużo, nauki jeszcze więcej, a większość przyswoić trzeba samemu w domu. Nie chcę sobie nawet wyobrażać sesji – zwłaszcza, że przy moim podejściu ciężko będzie zadowolić się trójami. Mam nadzieję „nadgonić” trochę w październiku, żeby potem bliżej końca semestru nie być aż tak zestresowana.

To jest niestety priorytet. Fajnie byłoby powiedzieć, że najważniejszy będzie dla mnie blog czy inne własne zainteresowanie, ale obecnie… nie jest to możliwe.

Ogarnąć blogowanie

To punkt drugi. Miały być dwa-trzy teksty w tygodniu, a ostatnio nawet jeden ciężko, żeby się pojawił. Mogę się tłumaczyć znowu brakiem czasu, ale nie o to chodzi, żeby się usprawiedliwiać. Po prostu zacznę się bardziej przykładać.

Co ciekawe – zaczęłam być odrobinę bardziej aktywna w social mediach. Więc jeśli brakuje mnie tutaj, zawsze będę na Fejsbuniu oraz Instasiu.

Wyjechać!

Specjalnie nie wskazałam w tym podpunkcie gdzie, żebyście musieli czytać dalej. Ot, trzymam was w niepewności 😉 Planuję (a w zasadzie już zaplanowałam i opłaciłam) krótki wyjazd do Wielkiej Brytanii. Mój pierwszy tak naprawdę wakacyjny wyjazd zagraniczny. W całym życiu poza Polską byłam tylko w Austrii, a to i tak ze względu na praktyki.

Mam nadzieję wrócić z mnóstwem zdjęć, ciekawych wrażeń i przede wszystkim… zrelaksowanym umysłem. Od matury nie miałam ani jednego dnia wakacji. A wydaje mi się, że zasłużyłam.

Zadbać o zieleń w mieszkaniu

Jak bardzo nie lubię koloru zielonego, tak często go do siebie przyciągam. Mój pierwszy pokój w domu rodzinnym był zielony, większość moich zeszytów na studia jest zielona, nawet mój ostatni szablon na blogu był – uwaga – obrzydliwie zielony.

W końcu chyba rozgryzłam tę dziwną zależność – bo to nie tak, że ja nie lubię zieleni w ogóle. Ja lubię zieleń, ale tylko wtedy, gdy jet związana z naturą. Lubię moje zeszyty, bo są w listki albo mają na okładce zdjęcie lasu. Pokoju i bloga nie mogłam znieść, bo były cholernie nienaturalne. Podświadomie chcę się otaczać zielenią, a w praktyce jestem potem zła, bo jednak zieleń to nie to samo, co natura.

Tak więc zaczęłam zwozić do mieszkania coraz to więcej kwiatów. Mam palmę, monsterę i aloes, ale czas na coś więcej. Planuję zaopatrzyć się w kilka paprotek (bo skutecznie oczyszczają powietrze) i pewnie jeszcze coś. Rodzaje ładnych roślinek możecie podać w komentarzu, na pewno skorzystam.

Zrobić pierwszy w życiu tatuaż

Też związany z naturą. Przeglądam wzory już od kilku tygodni. Jest to coraz bardziej realny plan – w zasadzie obiecaliśmy sobie z chłopakiem tatuaż jako prezent na Boże Narodzenie. Mam nadzieję, że wypali.

Przeczytać minimum trzy książki

Mało ambitne? Dla mnie w ostatnim czasie wydaje się to niewykonalne. Cały czas zaczynam jakieś pozycje, ale nie mam kiedy ich skończyć. Trzymajcie więc kciuki, żeby do końca grudnia mi się to udało.

No i… zasadniczo to tyle. Postanowiłam zrezygnować z kilku ważnych celów, jak nauka japońskiego czy regularne treningi z tego powodu, że bardzo ciężko mi robić wszystkie wymienione powyżej rzeczy, a co dopiero dokładać kolejne. Fajnie byłoby też znaleźć czas dla rodzinki, dla bliskich i na rozwijanie rzeczy, o których nie piszę wam nawet tutaj.

A czy Wy – lubicie tworzyć plany? A może czekacie ze wszystkimi postanowieniami aż do stycznia?

Dzięki, że tu jesteście i czasem coś przeczytacie 🙂 Dużo to dla mnie znaczy.

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska