Bandersnatch
Filmy,  Kultura

Dlaczego Black Mirror: Bandersnatch mnie rozczarował?

Black Mirror: Bandersnatch – recenzja pojawia się z kilkudniowym opóźnieniem, jak to zazwyczaj bywa w moim przypadku. Po prostu nie lubię pisać, póki czegoś nie przemyślę. Zwłaszcza, gdy chodzi o tak uwielbiane i z miejsca pokochane twory kultury, do jakich zaliczył się Bandersnatch. Bo choć mi też początkowo udzielił się ten irracjonalny wręcz zachwyt, już po kilku dniach widzę, co nie do końca grało.

Wszyscy fani Black Mirror, gdy tylko usłyszeli o Bandersnatch, nie mogli się doczekać aż położą się przed ekranem i obejrzą. A może jednak zagrają? Gdy okazało się bowiem, że film będzie interaktywny, w oczekujących umysłach wręcz zawrzało. W moim też – szczerze głównie przez to, że nie wiedziałam, czego się spodziewać. Interaktywny film jest czymś nowym i rewolucyjnym i naprawdę miało potencjał.

Przez pierwsze kilkanaście minut przy filmie zabawa była świetna. Przez resztę czasu również, nie zrozumcie mnie źle! Ostatecznie wystawię tej produkcji 9/10 gwiazdek. Ale na minusową jedynkę zebrało się kilka czynników, które z biegiem akcji coraz bardziej się uwidaczniały.

Bandersnatch – potencjał zmarnowany

Kojarzycie w filmach i serialach te momenty, gdy nagle akcja się mocniej zawiązuje, rozpędza, nowe wątki wychodzą na jaw, a wy trzęsąc portkami czekacie na finał? Nie każda fabuła jest na tyle dobrze sklejona, by wzbudzić takie emocje. W Black Mirror: Bandersnatch stworzyli napięcie świetnie. Zwłaszcza, że poprzez podejmowanie decyzji naprawdę CZUŁEŚ, że jesteś emocjonalnie blisko z bohaterem na ekranie. Lub nawet, że jesteś nim, w końcu przez większość czasu nim sterujesz.

Gdy kolejne wątki wychodzą na jaw, aż ciężko doczekać się zakończenia. Nie masz pojęcia, jak producenci postanowili rozegrać wątek, by wszystko zostało wytłumaczone i by doprowadziło do najlepszego rezultatu.

Niestety, ale się nie dowiesz. Bo z kilku rozwiązań w Bandersnatch żadne nie jest szczęśliwe ani satysfakcjonujące. Wątki innych postaci się nie rozwijają, a w momencie, gdy fabuła naprawdę nabiera rozpędu nagle… pęka guma. Auto doczłapie może do mety, ale nic już z tego nie będzie.

Z czego to wynika?

W Black Mirror: Bandersnatch grałam przez 3 godziny. W tym czasie zdążyłam przejść wszystkie fabuły, niektóre nawet kilkukrotnie. Wciąż szukałam bowiem tego magicznego, dobrego rozwiązania, które pociąga fabułę dalej. Nie dopuszczałam myśli, że przy tak mocnym napięciu balonik zaraz pęka i (nucąc w rytm znanej nam wszystkim melodii) „to już jest koniec… nie ma już nic”.

I nie potrafię powiedzieć z czego to wynika. Może producenci nie chcieli dać wszystkiego na tacy, a widzowie mieli jedynie spróbować przystawki, żeby przygotować się na główne danie, jakim będzie przebijający wszystko kolejny sezon Black Mirror? Nie wiem, choć ciężko mi w to uwierzyć. Być może brakło funduszy, może skończyły się pomysły. Jestem jednak zwyczajnie zawiedziona, że nasz bohater musiał skończyć zabawę, gdy dopiero się rozkręcał.

Zbyt prosty algorytm, zbyt częste powroty

Algorytm Bandersnatch, choć po rozpisaniu wydaje się skomplikowany, jest bardzo prosty. Dokonujemy niewielu decyzji i tak naprawdę 3-4 nasze kroki będą warunkować przebieg całej fabuły. Fajnie, gdyby film był bardziej skomplikowany. Bardziej zawiły. I dłuższy, czego potrzebę wyjaśniłam już we wcześniejszych akapitach.

Zabawa była świetna, ale to tak, jakby ktoś dał ci tylko jeden, malutki kawałek pizzy. A Ty byłbyś bardzo, bardzo głodny. Tak się po prostu nie robi!

Zbyt często fabuła „cofała cię”, ponieważ podjąłeś złą decyzję. Powroty długo trwały i zmuszały cię do innego rozwiązania. A przecież nawet złe decyzje nie powinny pozwolić ci się cofnąć! Gdyby rozbudować złe decyzje i kreować świat po nich i wokół nich, fabuła byłaby zdecydowanie ciekawsza. W niektórych chwilach czułam, że to nie ja kieruję Bandersnatch, ale producenci Bandersnatch kierują mną. A to trochę psuło zabawę.

Chwila… jaki to ma związek z Black Mirror?

Bandersnatch jest klimatyczne, to trzeba przyznać. Po przemyśleniu jednak ma bardzo mało powiązań z oryginalną serią Black Mirror. Akcja filmu interaktywnego dzieje się w przeszłości, podczas gdy wszystkie odcinki Czarnego Lustra to bliższa i dalsza przyszłość. Serial z każdym odcinkiem niesie nową lekcję, nową przestrogę przed możliwymi problemami społecznymi i kulturowymi zapoczątkowanymi przez nowoczesne technologie.

W przypadku filmu mamy… trochę grozy, trochę sterowania umysłem, ale wszystko bardzo mocno odrealnione. Nie dowiadujemy się, co steruje mózgiem naszego bohatera. Opcji jest kilka, ale wybierając którąkolwiek z nich i tak nie otrzymamy odpowiedzi na pytania „Jak? Po co?”.

Black Mirror: Bandersnatch jest rozrywką, ale niczego nie uczy. Niczego nie daje. A irracjonalność i luki w fabule po prostu męczą.

Czasem masz ochotę potrząsnąć bohaterem, bo wiesz, że zadaje niewłaściwe pytania. Bo robi niewłaściwe rzeczy. I nie powinien ich robić! Przecież masz na niego wpływ, do jasnej ciasnej. Jednak gdy z dwóch opcji do wyboru żadna nie wydaje się rozsądna, po co dalej grać?

Bandersnatch to fajny sposób na spędzenie wieczoru. Ciekawa odskocznia od obowiązków dnia codziennego. Ale niestety, nie oderwiesz się na dłużej. 9/10 – za klimat, za emocje i dobrą rozrywkę. Ale nie oczekujcie niczego przełomowego, bo ja to zrobiłam i trochę się sparzyłam.

A jak wam się podobało? Dajcie znać w komentarzu!

POCZYTAJ:

Palenie czarownik oraz czarne koty? O tym, co mnie denerwuje w ludziach

Przeczytane 2 – coś, co każdy powinien przeczytać!

I… Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska