Jak zabrać się do nauki
Edukacja,  Rozwój

Jak zabrać się do nauki, gdy kompletnie Ci się nie chce?

Wczoraj znalazłam się w kryzysie. Dość poważnym. Nagle pod prysznicem uświadomiłam sobie, że… studiuję. Sesja za kilka tygodni. Projektów zaliczeniowych więcej, niż jestem w stanie zliczyć. A ja do tej pory podchodziłam do tematu dość frywolnie. Złapałam się z niepokojem za głowę i zaczęłam szlochać z przerażenia, niemalże dosłownie. Trudno się dziwić mojemu poczuciu niesprawiedliwości w tak tragicznej sytuacji, ale jeszcze trudniej mnie w jakikolwiek sposób bronić. Moje wybory dokonywane przez kilka miesięcy doprowadziły mnie do sytuacji, w której znalazłam się pierwszy raz w życiu. Zazwyczaj byłam dość zorganizowana i uczyłam się regularnie. Tym razem tak nie było, a po płaczu i użalaniu się nad sobą, nastała pora na rozdzierające serce krzyk: Jak zabrać się do nauki?!

Dobra, skończmy z tą dramaturgią. Fakt, wczoraj uświadomiłam sobie powagę sytuacji i moje kilkumiesięczne olewanie nauki. Drugi fakt, że bardzo mnie to przeraziło.

Ale jeżeli piszę dziś ten tekst, o powyższym tytule, musi to oznaczać, że dałam sobie jakoś radę. I tak, odnalazłam odpowiedź na pytanie „jak zabrać się do nauki” i jestem gotowa wdrążyć ten plan w życie. Przy okazji postaram się pomóc Wam. Jeśli więc trafiłeś tutaj, żeby poszukać porad – dobrze trafiłeś! Postaram się streścić, żebyś jak najszybciej mógł zacząć.

Jak zabrać się do nauki? Po pierwsze…

Łatwo jest się uczyć w dobrych warunkach. Nie ma nic trudnego, gdy do terminu egzaminu pozostało jeszcze dużo czasu, interesuje Cię omawiany przedmiot, a nagle wszystkie rozpraszacze magicznie zniknęły. W takich chwilach zabieranie się do pracy i nauki to żadna filozofia.

Problem, gdy jesteś w sytuacji, takiej jak moja. Multum pracy, dużo ciekawych, ale i mniej ciekawych materiałów, termin coraz bliżej. Gdzieś pod skórą pojawia się stres, a Ty, zamiast myśleć jak zabrać się do nauki, szukasz wymówek, byle tylko robić coś innego. Dlaczego? Bo boisz się porażki. Wiesz, że nauka nie będzie łatwa i przyjemna. Jest szansa, że nie zdążysz.

Zaczynasz szukać drogi na skróty. Twoje myśli podpowiadają: skoro teraz i tak zostało mi mało czasu, to jak się nie będę uczyć to wiele się nie zmieni. Spróbuję strzelać. Dam radę. Bez spiny, są drugie terminy.

Chciałabym jednak, żebyś nie uciekał myślami od bolesnej prawdy. Jeśli termin egzaminu jest zdecydowanie zbyt blisko (o zgrozo, może czytasz to na wieczór przed!), a planowałeś regularną nauką, to znaczy, że coś zrobiłeś nie tak. To twoja wina. Przyjmij na klatę, niech zaboli, bo może właśnie to cię obudzi.

Studiuję psychologię, więc temat motywacji i dyscypliny jest mi dość bliski. I wiem, że niektórzy motywują się w pozytywny sposób, widząc potencjalne sukcesy, a niektórych… motywuje strach przed porażką. Najlepiej wykorzystywać oba sposoby. Więc dopuść do siebie lęk przed zawaleniem roku, bo to pomoże ci zacząć, nawet jeśli nie jest przyjemne i wygodniej byłoby zapomnieć popijając piwko ze znajomymi.

Po drugie… zapomnij o motywacji

Ale co, ale jak? Przecież przed chwilą pisałaś, że wizja porażki powinna mnie zmotywować!

Tak, ale motywacja to nie wszystko. Wiele osób stara się tłumaczyć brak działań właśnie brakiem wystarczającej motywacji. Mi poczucie bycia zmotywowaną zdarza się dosyć rzadko i jest krótkie. I wiem z doświadczenia, że nie jestem jedyna.

Więc to, że poczujesz się zmotywowany to jeden z pierwszych kroków do celu. Całkiem niezły. Ale zarówno z nim, jak i bez niego, ważniejszy jest pierwszy krok w realnym DZIAŁANIU. Z motywacją będzie przez chwilę łatwiej, ale ten etap wszystkim sprawia problem.

Wyjmij zeszyty, podręczniki, przygotuj wodę do picia na biurku i długopis. Albo laptop, jeśli wolisz uczyć się przy nim. A następnie ustaw stoper na 10 minut. Po ustawieniu szybko rusz do pracy i ścigając się z samym sobą zrób najwięcej, ile tylko możesz. Tylko przez te 10 minut. Takie jest założenie.

Ale obiecuję, że po takiej szybkiej rundce, gdy budzik zadzwoni, będziesz duuuużo bardziej zdeterminowany do ustawienia stopera na kolejne minuty. Jeśli czujesz się na siłach, polecam metodę POMODORO – 25 minut pracy, 5 minut przerwy i znowu 25 minut pracy. Jeśli nie, po prostu ustaw zegar na kolejne 10 minut i ścigaj się z czasem.

W skrócie – nie wiesz, jak zabrać się do nauki? Siadaj i się ucz 😉 Ale metoda z 10 minutami jest o tyle lepsza od samego stwierdzenia „ucz się”, że mamy dokładne ramy czasowe. Dość krótkie. W końcu 10 minut to mniej niż większość filmów na YouTube. W takim wypadku łatwiej jest nam usiąść i pracować tylko przez te kilka minut.

Po trzecie: jak już się wkręcisz to…

Jak zabrać się do nauki – masz na górze. Jak zrobić to jednak mądrze?

Jeśli już się rozpędziłeś, stwórz plan. Zalecam, żebyś zrobił go dopiero po tej naukowej „rozgrzewce”, a nie przed nią. Tworzenie planu samo w sobie tworzy wrażenie pracy, a przecież pracą nie jest. Sama złapałam się nieraz na tym, że zaplanowałam cały tydzień nauki i… czułam się spełniona. A potem za naukę się nie zabierałam, bo przecież osiągnęłam już jakiś sukces. Nie?

No nie. Plan jest tylko narzędziem. Więc jeśli jesteś w trybie nauki, odłóż na chwilę zeszyt i podziel sobie materiał. Mam tyle dni do egzaminu. Tyle materiału. Podziel nie równo, a według stopnia trudności. Najpierw to, co jest trudniejsze i wymaga większej uwagi. To, co łatwiejsze, wydaje się kuszące na początek, ale zostaw najlżejsze przysmaki na koniec, kiedy pewnie będziesz miał już trochę mniej siły.

Planuj też zwracając uwagę na to, co jest bardziej pilne. Jeśli jeden egzamin masz we wtorek, a kolejny dopiero w piątek, to oczywiste wydaje się, że na ten we wtorek musisz nauczyć się szybciej, nawet jeśli ten piątkowy jest trudniejszy.

Po czwarte… wspomaganie?

Nie, nie mówię tu o żadnych substancjach zakazanych. Nawet nie o energetykach. Pij dużo wody, najlepiej niegazowanej, aby nie mieć problemów z brzuchem. Nawodniony mózg lepiej pracuje, czujesz się obudzony i po prostu lepiej. Podjadaj orzeszki, nasiona słonecznika i inne produkty, które wspomagają pracę mózgu. Od czasu do czasu możesz skubnąć kostkę czekolady (im więcej kakao, tym lepiej, ale jeśli będziesz się dużo uczył to nawet mleczna nie zaszkodzi). Zrób sobie ulubioną kawę albo herbatę, żeby czuć się lepiej. Pamiętaj jednak, że nauka to praca, a nie relaks. Wykonuj ją więc w miejscu do tego przeznaczonym – przy biurku lub stoliku. Ucząc się na łóżku szybko zaśniesz lub sięgniesz po telefon, czyli zrobisz to, co zazwyczaj robisz właśnie w łóżku. A nie taki był cel.

Nie znaczy to jednak, że nie możesz czerpać z nauki przyjemności. Oczyść swoje miejsce pracy, puść muzykę, która cię nie rozprasza. I ruszaj w przygodę zdobywania nowej wiedzy!

Słowo podsumowania – jak zabrać się do nauki? A więc:

  1. Spróbuj się zmotywować. Wykorzystaj strach przed porażką jako trampolinę, od której możesz się odbić.
  2. Zapomnij o motywacji – ona jest tylko wspomagaczem. Ważniejszym krokiem jest determinacja i pierwszy krok. Ustaw zegar na 10 minut i przez ten czas ścigaj się z czasem, żeby zrobić jak najwięcej. Tylko 10 minut.
  3. Zauważ, że jak dałeś radę z 10 minutami, to możesz zrobić kolejne 10. Potraktuj to jak wyścig na czas i zabawę.
  4. Zastosuj metodę POMODORO – wiele osób pisało o niej w internecie. Pomaga w utrzymaniu skupienia. W skrócie – 25 minut pracy, 5 minut przerwy. I tak w kilku sesjach.
  5. Mądrze zaplanuj naukę. Najpierw rzeczy pilne, potem istotne i trudne. Na koniec rzeczy łatwe i te, na które masz najwięcej czasu. I pamiętaj – stworzenie planu to NIE sukces! To narzędzie, które możesz wykorzystać, by mądrzej się uczyć. Nauka będzie już sukcesem, a za zdanie egzaminu masz ode mnie wirtualne brawa.
  6. Wspomóż się – pij dużo wody, jedz orzeszki. Kawę i herbatę, co wolisz. Puść muzykę, którą lubisz. Ale nie czuj się zbyt komfortowo – nie chcemy przecież, żebyś poszedł spać.

ZOBACZ TAKŻE: Jak uczyć się matematyki? Poradnik dla maturzystów

Doczytałeś do końca? Napisz „idę się uczyć” i… leć! 🙂

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska