Lifestyle,  Moje życie

Za 10 lat od teraz… #10yearchallenge

10 year challenge – powiem szczerze, nie planowałam go w ogóle robić. Przede wszystkim dlatego, że jestem na tyle młoda, że jeszcze 10 lat temu chodziłam do podstawówki, a porównywanie takich „przemian” raczej nic ciekawego nie wnosi. To normalne, że od wieku wczesnoszkolnego do studiów zmieniłam się nie do poznania.

Ale! Wiele osób uważa to wyzwanie za ciekawe, więc niech będzie. Przy okazji jednak chciałam przemycić kilka głębszych przemyśleń. Więc mam nadzieję, że zanim przescrollujecie na sam dół zobaczyć porównanie na zdjęciach, zechcecie poświęcić kilka minut na czytanie.

10 year challenge – kim byłam 10 lat temu?

Te wspomnienia są tak bardzo rozmazane, że przydałoby się to uporządkować. Miałam 10 lat, właśnie zaczynałam nosić okulary. Miałam kilku przyjaciół, z którymi nie mam teraz praktycznie żadnego kontaktu, choć czasem podglądam na Facebooku jak ich życie się pozmieniało.

Byłam dzieckiem, a potem nastolatką, ze strasznymi kompleksami i dramatycznie niskim poczuciem własnej wartości. Zdobywałam najlepsze oceny w klasie, czytałam bardzo dużo (czasem po 2-3 książki dziennie), a gdzieś tam w środku zmagałam się ze sobą. Dużo się modliłam, pisałam pamiętniki, miałam najgorszy gust muzyczny na świecie, ale muzyka dodawała mi otuchy. I tak sobie funkcjonowałam, mała, bardzo niepewna siebie i nieśmiała. Aż nastał czas dojrzewania, przejścia do gimnazjum i wszystko się posypało, by po kilku latach przejść w zaburzenia odżywiania. Z których wyszłam, sama, już całkiem odmieniona w środku.

Brzmi jak bardzo zła historia, ale to tylko te najbardziej istotne wspomnienia. Poza tym na co dzień byłam strasznie szczęśliwym dzieckiem i całkiem normalną-zaburzoną nastolatką. Książki to było serio coś, co kochałam i strasznie żałuję, że z biegiem lat mam na nie coraz mniej czasu.

No i byłam śliczna. Teraz potrafię to przed sobą przyznać.

Kim jestem teraz?

To chyba wszyscy mniej więcej wiecie. Mam prawie 21 lat, noszę soczewki (choć ostatnio bardzo często okulary, które w końcu pokochałam). Mam grono znajomych, najlepszego mężczyznę na świecie, trochę kompleksów, z którymi jednak umiem sobie radzić i nie przeszkadzają mi w normalnym życiu. Przynajmniej przez większość czasu. Dużo myślę o przyszłości, piszę bloga i kilka dzienników, a mój gust muzyczny wciąż nie wpisuje się w żaden poprawny kanon. Czytam mniej książek, ale chcę więcej.

Wygrałam z zaburzeniami odżywiania na dobre i widzę, jak wszystkie negatywne skutki powoli znikają. Każdego dnia jednak boję się, że to wróci.

Mam fajne życie. Wszystko, czym stresowałam się jeszcze rok temu, dziś jest zakończone. Okazuje się, że nie było czym się stresować. I poszło mi całkiem nieźle. Coraz częściej jestem zwyczajnie dumna z siebie. Wychodzę z domu bez makijażu i się nie wstydzę.

10 year challenge – co będzie za 10 lat od teraz?

Przejdźmy do najtrudniejszej części. Co będzie za 10 lat od teraz? Będę miała 30 lat (shit…), mam nadzieję, że z powodzeniem zrealizuję listę 30 rzeczy, które chcę zrobić przed 30.

Będę już po studiach (przynajmniej tak bym chciała), może założę rodzinę. Z obecnej perspektywy wydaje się to bardzo odrealnione, ale 10 lat temu marzenia o mieszkaniu gdzie indziej, wyjeździe do Londynu czy studiowaniu też były dla młodszej mnie tylko marzeniem.

Za 10 lat wszystkie problemy, z którymi zmagam się teraz, wydadzą się mało ważne i mało istotne. I to chyba całe sedno sprawy. Bo choć bardzo dużo rzeczy wciąż mnie przerasta, to świadomość, że za 10 lat pan taksówkarz nie będzie pamiętał o tym, że powiedziałam do niego rześko „dzień dobry” o 1:00 w nocy (tak, zdarza mi się, a potem przez kilka godzin zastanawiam się, za jaką debilkę musiał mnie wziąć), sprawia mi wielką ulgę. Świadomość tego, że nawet jeśli dziś wyląduję tyłkiem na środku chodnika, to już za kilka dni… nikt (prócz moich obolałych kości i zranionej dumy) nie będzie tego pamiętał. To ważne, bo właśnie takie stresowanie się głupotami może niszczyć radość z całego dnia.

Za 10 lat świat będzie wyglądał kompletnie inaczej. Obstawiam, że Facebook pójdzie w zapomnienie, podobnie jak wiele innych aplikacji. Czy dalej będę pisać bloga? Czy będę choć trochę podobna do osoby, którą jestem dzisiaj? Temat do przemyśleć. Bo przecież w 10 lat mogę zmienić się tak, jak tylko dusza zapragnie. W ciągu 10 lat mogę zwiedzić wszystkie kraje świata, przefarbować włosy na fioletowo, założyć biznes, zbankrutować, skończyć dwa kierunki studiów i zrobić sześciopak na brzuchu.

Albo… mogę nie robić nic. Oglądać seriale i czytać książki.

Mogę też nie dostać nawet tych 10 lat.

Cóż…

.

.

.

.

.

<chwila na głęboki oddech>

.

.

.

.

Jestem wdzięczna za to, że było mi dane stworzyć ten 10 year challenge. Dla wszystkich oczekujących zdjęcia – proszę bardzo:

Mówiłam, że byłam ładna. Trochę się jednak pozmieniało. W życiu, w wyglądzie i w głowie. Kolejne 10 lat do stworzenia szczęśliwie przede mną. I przed wami. Co teraz zrobicie?

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska