Moja minimalistyczna kosmetyczka – mniej wcale nie oznacza gorzej

minimalistyczna kosmetyczka
Inspiracje Lifestyle Styl życia UrodaLeave a Comment on Moja minimalistyczna kosmetyczka – mniej wcale nie oznacza gorzej

Moja minimalistyczna kosmetyczka – mniej wcale nie oznacza gorzej

Minimalistyczna kosmetyczka – to znaczy ile? Zacznijmy najpierw od wyjaśnienia samego terminu. W ostatnim czasie zainteresowałam się nurtem minimalizmu i… przepadłam. Podstawowe założenie: nie posiadać zbyt wiele. Ograniczyć to, czego używamy do niezbędnego minimum i tylko tych rzeczy, które prawdziwie dają nam radość. Zasadę tę można (i warto) wprowadzać w każdej dziedzinie życia – ubiór, kosmetyki, książki, ale także znajomości, plany i zobowiązania. Takie uproszczone życie ma nam dać nie tylko łatwość w podejmowaniu decyzji, ale przede wszystkim redukować stres wynikający z tych decyzji. Znacie anegdotę o kobiecie, która nie ma się w co ubrać, stojąc przed szafą pełną ubrań? Wyobraźcie sobie, jak wielki konflikt musi pojawiać się przy takiej decyzji. I jak wiele stresu, czasu i pieniędzy można oszczędzić, ograniczając zawczasu te wybory.

I chociaż nie lubię wymuszonych restrykcji – ta naprawdę mi się podoba. Przede wszystkim dlatego, że na co dzień jestem dość zestresowanym człowiekiem. W momencie, gdy uświadomiłam sobie, że niektórymi rzeczami nie warto się martwić na zapas… postanowiłam zminimalizować kilka kategorii w moim życiu. Ubrania? Tylko, gdy faktycznie ich potrzebuję i w 90% z drugiej ręki. Minimalistyczna kosmetyczka? Hell yeah!

Teraz nie wyobrażam sobie innego życia. Nie potrafię zrozumieć, jak można kupić coś nowego… nie zużywając poprzedniej rzeczy? Szaleństwo.

Ale czy tak naprawdę jestem minimalistką? Jest jedno ale…

Ktoś powie, że nią jestem, ktoś inny, że nie. I kurcze, jest tak niemal ze wszystkim. Jedni powiedzą, że jeśli posiadam więcej niż 5-10-15 kosmetyków to znaczy, że już nie jestem minimalistką. Dla innych 30 to mało w porównaniu do tego, co wcześniej mieli.

Ja powiem tak – spokojnie. Nie muszę się tytułować, żeby wiedzieć, że jest mi po prostu lepiej z kilkoma ograniczeniami. Jeśli ktoś uważa, że i tak za dużo posiadam – jego opinia. Ma do niej prawo. Podobnie, jak ktoś ma prawo pomyśleć, że przesadzam i w ogóle po co to, na co, lepiej mieć więcej.

Dla mnie minimalizm to spokojna głowa, oszczędzanie pieniędzy i środowiska. Moja minimalistyczna kosmetyczka nie jest tą docelową, ale nie mam zamiaru naraz wyrzucać wszystkiego, co kiedyś kupiłam lub dostałam. Wolę zużyć na tyle, na ile dam radę i dopiero wtedy zdecydować się na nowe, prawdopodobnie lepszej jakości. Dziś chciałabym przedstawić Wam, co mam, co zdecydowanie kupię ponownie, a co planuję jeszcze ograniczyć. Mam nadzieję, że ten tekst wyda się Wam interesujący i inspirujący. Po przydługim wstępie – zaczynamy wyliczankę.

Moja minimalistyczna kosmetyczka

Podkład – obecnie „miksuję” dwa, żeby zużyć. Jeden jest trochę za jasny (Podkład Kryjący Semilac nr 10 Sand Beige), drugi trochę za ciemny (Rimmel Lasting Finish with Comfort Serum nr 100 Ivory), ale razem dają pożądany efekt. Gdy wykorzystam oba, prawdopodobnie zdecyduję się na ten marki Semilac, tylko odcień ciemniejszy.

Korektor – mam jeden, który sprawdza się dobrze, a zużywa mało, więc pewnie minie trochę czasu, zanim go wymienię. Ms.Perfect 5inOne Concealer marki Bell.

Puder – do tej pory korzystałam z Semilac Transparent Pressed Powder, ale dosłownie wczoraj mi się skończył. Fajny, jeśli będę chciała kiedyś sięgnąć po puder transparentny, na pewno do niego wrócę. Na ten moment jednak chciałam przetestować coś innego i teraz używam L’Oreal Infallible 24H Matte Powder (odcień 123 Warm Vanilla). O nim więcej nie powiem, bo użyłam go tylko raz, ale pokładam w nim dużą wiarę.

Brwi – na zmianę Studio Eyebrow Kit z miss sporty (odcień 001 Medium Brown) oraz Kobo Professional Nude Eye shadow set. Niby cienie do powiek, ale jeden z odcieni bardzo pasuje do brwi. A jak już mam, to szkoda nie wykorzystać.

Rzęsy – używam jakiegoś serum (ciężko powiedzieć mi jakiego, bo nie mam oryginalnego opakowania, a sama tubka jest po prostu srebrna), a następnie tuszu z miss sporty Can’t Stop the Volume. Szczerze? Próbowałam przekonać się do innych tuszy (w kosmetyczce mam też Rimmela), ale kurcze – wszystkie kleją mi rzęsy, podczas gdy te tanie praktycznie wcale.

Konturowanie twarzy – w zasadzie dwa produkty. Jako rozświetlacz mam Kobo Professional Face Palette Natural Glow (najciemniejszego odcienia używam także jako bronzer). Drugi produkt – paletka do konturowania AA Wings of Color.

Cienie do oczu – Miyo Five Points Palette (kupiłam sama, słaby zakup, ale staram się zużyć) oraz jakieś lepsze cienie z Rossmanna z leniwcem na opakowaniu (nie znam nazwy, dostałam w prezencie).

Usta – prócz losowych pomadek, które walają się po torebkach, mam jedną pomadkę matową z Semilaca (odcień Glossy Cranberry 066) i kilka testerów z Avona, których jeszcze nie wykorzystałam. Chcę kupić jedną mniej „oczojebną” szminkę, ale zasada jest prosta – żeby kupić, najpierw muszę coś w pełni zużyć.

Dużo czy mało?

Pozostawię to pytanie Wam. Aktualnie używam około 15 produktów, a liczbę tę zredukować chcę co najmniej o 5. Przede wszystkim jednak chcę poznać produkty, które spełnią większość moich oczekiwań i dzięki którym nie będę musiała długo zastanawiać się nad zakupami. Brzmi jak niebo.

Ile Wy używacie? Ile chcielibyście używać?

Czekam na komentarze i refleksje i…

do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Back To Top