co u mnie
7dni,  Lifestyle,  Moje życie

Co u mnie? A spoczko, dzięki, że pytasz!

Nie miałam pomysłu na tytuł – wybaczcie! Odeszłam już dobry rok temu od formatu „7DNI”, czyli takich tygodniowych podsumowań życia. I raczej nie chcę do tego wracać, ale wydaje mi się, że przydatna będzie mała aktualizacja. Sporo się zmieniło.

Pierwsza rzecz – dalej mieszkam w Warszawie, dalej studiuję. O moich studiach możecie przeczytać TUTAJ. O moich wrażeniach po roku życia w stolicy napiszę niedługo. Pracuję jako redaktor, ale w całkiem innym miejscu i jestem bardzo z tego powodu zadowolona. Wiele rzeczy się nie układało przez ostatnie miesiące. Na szczęście dobrze się skończyło 🙂

Blog przez ostatnich kilka tygodni rozwija się… mało widocznie. Treści nie jest tyle, ile bym chciała – a już na pewno nie tyle, ile planowałam w moich celach na 2019 rok. Ale co ciekawe, mniejsza ilość tekstów przekłada się na… wyższe statystyki. Nie robię tego celowo (serio wolałabym pisać więcej), niemniej – to miłe.

Witam wszystkich nowych czytelników!

Planowałam też ruszyć z kanałem na YouTube. To wciąż jest wielkim planem, jeśli nie na ten rok – to na początek następnego. Nie chcę jednak męczyć was marnymi materiałami. Robiłam kilka(naście…) prób i niestety – problem jest nie tyle ze mną, co ze sprzętem. Trzeba włożyć w to trochę więcej zaangażowania oraz $$$. Ale będzie kanał na YouTube. Mam nadzieję, że fajny.

Tematycznie sporo się na blogu też zmienia. Jak patrzę na moje teksty sprzed 2 lat, to nie ze wszystkich jestem zadowolona. Z częścią się w pełni nie utożsamiam, albo napisałabym je inaczej. Aktualnie nie potrafię powiedzieć, o czym tak naprawdę jest mój blog. Niektórzy mają spójną tematykę. U mnie jest bałagan – ale to mój bałagan. Wszystko, co wam piszę, jest szczere. W momencie, gdy decyduję się o danej rzeczy napisać, jest ona dla mnie istotna. I tego się będę trzymać.

Ostatnio przeplatam teksty o tematyce edukacyjno-ekologiczno-minimalistycznej. Pierwszy człon, bo wśród moich czytelników jest spore grono uczniów, maturzystów i studentów. I widzę, że tematyka edukacyjna bardzo was interesuje, a ja lubię o tym pisać, więc idealnie się składa.

Dwa kolejne tematy – ekologia i minimalizm – to obecnie dwa ważne filary mojej codzienności.

Ten miesiąc będzie przełomowy…?

Nie chciałam o tym pisać wcześniej, żeby nie zapeszać. Ale w sierpniu zrobiłam genialne przygotowanie na tę końcówkę roku. Coś jak trening przed maratonem (albo półmaratonem, w końcu zostały nam tylko 4 miesiące 2019 roku). 1 września peleton ruszył i… na razie utrzymuję się gdzieś pośrodku. Celuję w takie tempo, żeby nie paść zaraz po starcie.

Koniec metafor – ostatnie miesiące mi „nie wychodziły”. Nie ogarniałam zbyt dobrze. Za dużo stresu, za dużo presji nakładanej na samą siebie. Kolejny raz pokazałam, że jednak sama jestem swoim największym wrogiem, jeśli chodzi o życie. Mogę się tłumaczyć tym, że studia były ciężkie, że zmiana pracy w trakcie trwania sesji to był istny hardcore, no bo był. Ale gdyby nie moje podejście do siebie, podejście w stylu:

CIŚNIJ! *biczuje się po plecach*

Gdyby nie takie traktowanie samej siebie, przeszłabym to bez takiego stresu i nerwów. I ostatecznie – z lepszym wynikiem.

Od początku września działam zgodnie z planem – sensownym i dobrze wyważonym. W niektórych momentach mam nawet wrażenie, że jest… zbyt luźny. Jak to, mam cały dzień wolny? Nie powinnam się „lenić”, powinnam jeszcze coś zrobić – podpowiada ta toksyczna część mnie.

No cóż. Teraz tego nie słucham i czuję się dużo lepiej. I przez ostatnie 8 dni września mam wrażenie, że „osiągnęłam” dużo więcej, niż przez cały sierpień. Odpoczynek wspiera produktywność. Dziwne, pisałam o tym w tekście w marcu… Teoria jest prosta, a jednak słuchanie własnych rad jest tak trudne, że dopiero teraz do mnie dotarło…

Postaram się być bardziej aktywna w social mediach, więc po więcej zapraszam na FACEBOOKA oraz INSTAGRAMA.

A wam, jak minęły ostatnie dni, tygodnie albo miesiące? Z czego jesteście dumni? Dajcie znać w komentarzu, z chęcią poczytam!

Do następnego!