Wegański miesiąc | Podsumowanie wyzwania | Co dalej z moją dietą?

wegański miesiąc
Dieta Lifestyle Moje życieLeave a Comment on Wegański miesiąc | Podsumowanie wyzwania | Co dalej z moją dietą?

Wegański miesiąc | Podsumowanie wyzwania | Co dalej z moją dietą?

Jest już połowa grudnia, gdy zaczynam pisać ten tekst, a wyzwanie „wegański miesiąc” zakończyłam z ostatnim dniem listopada. Cóż, potrzebowałam chwili czasu, by zebrać wszystkie myśli i wnioski. Szczerze nie sądziłam, że chwilowa zmiana diety wpłynie tak mocno na moje życie. Prawdę mówiąc nie wierzyłam nawet, że uda mi się zrealizować całość tego wyzwania. Cóż – udało się. Przeżyłam miesiąc bez mięsa, mleka, jajek i całej reszty produktów odzwierzęcych.

O tym, dlaczego zdecydowałam się na wegański miesiąc napisałam trochę w tekście: Przechodzę na weganizm. W wielkim skrócie – chodziło przede wszystkim o kwestię zdrowotną. Wiem nie od dziś, jak wygląda przemysł mięsny – jaką krzywdę wyrządza zwierzętom i środowisku. I zasadniczo łamało mnie gdzieś w środku, że przykładam się do tego, ale ostatecznie to większa świadomość zdrowotna przekonała mnie do poważnej zmiany diety. I myślę, że nie ma w tym nic złego. Do każdego docierają inne argumenty, inne fakty mocniej przemawiają. Ważne tylko, żeby nie być zamkniętym na to, co nas otacza i brać pod uwagę możliwość, że nasza wiedza na temat świata może nie był pełna lub być wprost mylna.

Ale! Od słów i postanowień przeszło do czynów. Początek był trochę na luzie – zdawałam sobie sprawę z tego, że mam kilka niespożytych produktów mlecznych w lodówce, jakieś serki czy karton mleka do kawy. Gorszym nieszczęściem byłoby to wyrzucić, więc naturalnie w pierwszych kilku dniach listopada zużyłam pozostałości z dawnej diety. Postanowiłam jednak, że nie będę tego „nieudanego” startu traktowała jako usprawiedliwienia do zaniechania próby – gdy pozbyłam się produktów odzwierzęcych przyszedł czas na pierwsze w pełni wegańskie zakupy.

Wegański miesiąc | Co jadłam przez ten czas?

Po pierwszych zakupach naszło mnie spore zwątpienie. W moim koszyku znalazły się po części podobne produkty – makarony, kasze, warzywa, owoce, pasty warzywne. Druga część była dosyć nowa i raczej rzadko używana u mnie w domu, jak ciecierzyca, soczewica, tofu. Jeśli chodzi o pieniądze, nie odczułam dużej zmiany – ani przy tych jednych zakupach, ani przy podsumowaniu całego miesiąca.

Jednak pierwsze zakupy spożywcze przepełniły mnie… lekkim strachem. Zwątpiłam, że uda mi się wytrzymać, bo przecież „ja się tym nie najem”. Bez sera, jogurtów, kurczaka i ryby? Spoiler: Nie chodziłam głodna. Najadłam się (czasem nawet bardzo, ale to pomińmy).

Gdybym miała tu zamieścić całą listę potraw, które jadłam, z pewnością nie starczyłoby wam czasu i chęci na czytanie tego. Może zrobię na ten temat osobny tekst. W wielkim skrócie – dużo eksperymentowałam w kuchni, przynajmniej na początku. Zrobiłam wegański odpowiednik mac’and’cheese, spaghetti z tofu, curry z ciecierzycą (które jest teraz moim ulubionym daniem, bo robi się je szybko i można korzystać w zasadzie z czegokolwiek, co jest pod ręką). W pracy jadłam kanapki z różnymi wegańskimi pastami czy hummusem, pierogi z kapustą i grzybami, kotlety z buraka, wegańskie naleśniki. Na mieście spróbowałam m.in. wegańskiej pizzy, wegańskiego kebaba z seitanem, lazanii bez mięsa i sera oraz wegańskich klopsików z tofu (cały ten kolaż z głównego zdjęcia – to wszystko niedrogie, pyszne wegańskie propozycje z Warszawy i Wrocławia).

I szczerze? Niczego mi w tej diecie nie brakowało. Może na początku trochę sera, ale to dlatego, że kazeina (zawarta w serze) uzależnia. Po dwóch tygodniach przestał mieć na niego ochotę.

Wegański miesiąc | Moje wnioski

Moja skóra nie poprawiła się diametralnie przez ten miesiąc. Pogorszyła się jednak gwałtownie, gdy w grudniu znów wróciłam do mleka i sera, więc pozostaje mi dalej próbować i sprawdzać, co działa na nią najlepiej. Poza tym jednak wegański miesiąc przyniósł mi wiele zauważalnych pozytywnych efektów. Przestało mi być tak ciężko na żołądku. Przestałam się przejadać niezdrowym jedzeniem. Schudłam niepostrzeżenie około 2 kilogramy, później moja waga się zatrzymała, ale wiem, że gdybym chciała dużo łatwiej byłoby mi schudnąć na diecie wegańskiej.

Artur, który również przeszedł ze mną w listopadzie na dietę wegańską, zauważył, że jest mniej ospały. Poza tymi małymi zmianami – nie powiedziałabym, że ten miesiąc odmienił całkiem moje zdrowie. Może dlatego, że… w zasadzie nie miałam z nim nigdy większych problemów. A miesiąc to nie jest wystarczający czas, by sprawdzić, jak na nowy sposób odżywiania zareaguje np. moja cera czy włosy.

Wydaje mi się jednak, że ufając nauce – czy chodzi nam o ekologię, dobro zwierząt czy o własne zdrowie – warto zostać przy tym stylu życia i testować dalej. Na pewno nie zaszkodzi, a jestem ciekawa, jaki będzie tego dalszy efekt.

Wegański miesiąc minął i… co dalej?

Kto jednak mnie zna, ten wie, że w grudniu poluzowałam sobie, jeśli chodzi o dietę. Jem sery, ryby, jajka – nie sięgam jedynie po mięso (wyjątek: miałam nieprzyjemną wpadkę z uszkami na firmowej Wigilii, ale wolałabym o tym zapomnieć… fuj). Właściwie przeszłam w grudniu na wegetarianizm z dwóch powodów.

1. Chcę mieć tradycyjną wigilię i nie sprawiać nikomu kłopotu tym, że czegoś nie zjem. Uwielbiam rybę po grecku i wszelkiego rodzaju sałatki.

2. Chciałam sprawdzić, jak po miesiącu wegańskim mój organizm zareaguje na ser, jajka i cięższe potrawy. Już teraz mogę powiedzieć wam – niezbyt dobrze. Gdy czułam się lżej było mi o niebo lepiej.

Co ciekawe, mimo że w grudniu mogę jeść praktycznie co tylko chcę, wciąż trzymam się wegańskiej kuchni, która zwyczajnie jest dla mnie… smaczniejsza i prostsza. Mój chłopak nie toleruje białka krowiego, więc śmietanę wolę zamieniać dalej mlekiem kokosowym. Do kawy bardziej smakuje mi mleko migdałowe niż krowie. Niby mogę jeść jajka, ale z drugiej strony jakoś mnie nie kusi, żeby sięgać po nie w sklepie… Naprawdę, kwestia przyzwyczajenia.

Wegański miesiąc wróci – w styczniu. A konkretnie wtedy, gdy zdążę opróżnić lodówkę z poświątecznego jedzenia. Nie chcę być jednak dla siebie surowa w przestrzeganiu diety. Robię to dla swojego dobra, więc jeśli znów będę miała ochotę na coś niewegańskiego, zwyczajnie po to sięgnę.

I co? I tyle. Zachęcam was do sprawdzenia podobnego wyzwania na własnej skórze – wegański miesiąc, nawet jeśli nie zmieni twojego życia, pozwoli ci przynajmniej otworzyć się na nowe doznania smakowe. Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania – koniecznie zostawcie je w komentarzu na dole, postaram się na wszystkie odpowiedzieć.

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

 

Back To Top