O przegranych wyborach i stworzeniu człowieka [7 DNI]

7 dni
7dni Moje życieLeave a Comment on O przegranych wyborach i stworzeniu człowieka [7 DNI]

O przegranych wyborach i stworzeniu człowieka [7 DNI]

No to mamy po wyborach – koniec kampanijnej walki. Jednak powiedzieć, że jestem niezadowolona z wyniku tych wyborów, to prawie, jak nic nie powiedzieć.

Zacznijmy od przedwstępu – długo nic tu nie pisałam. Pod koniec czerwca miałam sesję i dawałam znać w tekście „Zniknęłam z bloga na miesiąc”, że zaraz po sesji postaram się wrócić tutaj i regularnie coś publikować. A jednak wracam dopiero teraz. Dlaczego?

Już od kilku lat prowadzę tego bloga, poruszam tutaj tematy edukacyjne, ekologiczne, czasem psychologiczne, motywacyjne, a jeszcze czasem piszę o książkach i serialach. Tak „wszystkiego po trochu”, ale raczej unikam poważnych, trudnych tematów. Moje najbardziej „polityczne” teksty to te dotyczące ekologii, a jednak wciąż staram się tam nie dawać ponieść emocjom i raczej radzę, a nie wyklinam. To było celowe – bo choć prywatnie bardzo interesuje się sytuacją społeczną, gospodarczą i polityczną w naszym kraju i nie tylko, to na blogu nie chciałam tego wprowadzać. Troszkę z obawy przed reakcjami, krytyką, nie chciałam, żeby sekcja komentarzy stała się miejscem na polityczne kłótnie. Jednak bardziej z powodu zachowania emocjonalnej równowagi. Wiele rzeczy mnie denerwuje, stresuje, martwi, przejmuje – pisanie na blogu traktowałam jako pewnego rodzaju oderwanie się od tych złych emocji. Unikałam tego, żeby podczas pisania nie katować się emocjonalnie, nie przeżywać.

Wychodzi jednak na to, że polityka zaprząta moją głową zbyt mocno

Bo „wszystko jest polityczne”. I jeśli ktoś myśli, że polityka go nie dotyka – to jest w ogromnym błędzie. W ostatnim czasie kwestie klimatu, praw osób LGBT, praw kobiet, stabilności gospodarki oraz edukacji przejmowały mnie bardzo – a to wszystko połączone z trwającą kampanią wyborczą. Nie chciałam pisać o polityce, takie miałam postanowienie od dawna – więc nie pisałam długo nic.

Teraz to się zmieni – ten blog wciąż nie będzie polityczny, dalej będę starała się utrzymać luźną formułę. Ale nie dam już rady pisać o „głupotkach” i ignorować rzeczy naprawdę ważne. Będę częściej reagować na bieżące wydarzenia, które mnie przejmują i dzielić się własnymi opiniami. Taka mała zmiana.

Co do wyborów – no właśnie…

Uważam, że wszyscy przegraliśmy te wybory – choć połowa nie zdaje sobie z tego sprawy.

Porażką jest to, co dzieje się w mediach publicznych – poziom propagandy już dawno wywaliło poza skalę. A to wszystko oparte na sianiu strachu i nienawiści do mniejszości. Porażką jest też to, że mamy Polskę mocno podzieloną i mimo zapewnień obydwu kandydatów – nie wierzę, że ktokolwiek będzie próbował tę Polskę jednoczyć. Na podziałach przecież łatwiej się wygrywa, skłóconym społeczeństwem łatwiej się steruje. Porażką jest to, że młodzi znowu coraz goręcej myślą o emigracji, choć absolutnie to rozumiem i podzielam.

To, co można teraz zrobić – to nie popaść w marazm i powyborczą depresję. Nie być biernym, aktywnie przyglądać się scenie politycznej i angażować. Także dlatego stwierdziłam, że tematy polityczne jednak będą czasem pojawiać się na blogu. Jeśli choć jedna osoba dowie się dzięki mnie czegoś, czego wcześniej nie wiedziała – to będę uważała to za sukces.

Chciałabym, żeby wynik tych wyborów przyniósł mi otrzeźwienie. Był jak kubeł zimnej wody wylany na głowę. Albo jak to uczucie, gdy ktoś z tobą zrywa i nagle postanawiasz być lepszym, żeby twój były „zobaczył, co stracił”. Chcę działać i być każdego dnia trochę lepszą, przede wszystkim dla siebie, ale także z myślą o innych.

Stworzenie człowieka

I tak – refleksja, że trzeba coś zmienić w życiu, pojawiła się w mojej głowie długie tygodnie przed ogłoszeniem wyników. A nawet miesiące. Mam 22 lata i właśnie jestem w intensywnym procesie, który mogę określić, jako „odkrywanie siebie” czy też „tworzenie siebie”. Mam troszkę kryzys egzystencjalny, troszkę nie wiem, dokąd zmierzam. A gdy wydaje mi się, że wiem – to świat staje na głowie i uderza w nas pandemia. I znowu coś mi się przestawia w głowie, farbuję włosy na różowo, obrazując w ten sposób jakąś zmianę ścieżki.

Nie wiem, kurcze, zobaczymy, gdzie będę za rok. Chyba nigdy nie byłam aż tak bardzo niepewna przyszłości (ah, ile zaprzeczeń w jednym zdaniu – mam nadzieję, że rozumiecie).

Symbolicznie – wytatuowałam sobie fragment fresku Stworzenie Adama. Nie jestem ani trochę religijna, ale uwielbiam sztukę, także tę sakralną. A ten obraz zawsze dawał mi poczucie siły, poczucie sprawczości, napawał zachwytem.

Obym za kilka lat, patrząc na niego, wiedziała, że okres „tworzenia siebie”, w którym go wykonałam – był owocnym i szczęśliwym okresem. I tego wam też po wyborach życzę – siły, sprawczości i szczęścia.

Do następnego,

Odwiedź mnie na FACEBOOKU oraz INSTAGRAMIE

Back To Top