Przejdź do głównej zawartości

Przeczytane #1 - dużo dobrych książek!




Słowem wstępu – uwielbiam książki! Kiedyś czytałam ich znacznie więcej, założyłam nawet bloga dotyczącego tylko i wyłącznie ich, ale ten szybko upadł z przyczyn braku czasu, braku determinacji oraz nieumiejętności pisania długich recenzji.
Ale mimo że z tamtym się nie udało – postanowiłam przemycić trochę książkowych treści tutaj. Nie będę pisała regularnych podsumowań danego miesiąca/kwartału/pory roku. Po prostu co kilka pozycji. Nie będą to także typowe długie recenzje. Kilka słów, polecenie lub odradzenie i krótka ocena. Mam nadzieję, że będzie fajnie :D


Chłopaki Anansiego – Neil Gaiman – przeczytana 28 lutego 2017

Nie będzie wyolbrzymieniem jeśli napiszę, że Neil Gaiman to jeden z autorów mojego życia. Zajmuje to stanowisko tuż obok Georga R. R. Martina. Ale nie o nich obu na raz, póki co skupmy się na Gaimanie i „Chłopakach Anansiego”. Jest to moja 5 (?) książka tego autora, którą skończyłam. Po poprzednich nastawiałam się na coś rewelacyjnego. Spodziewałam się typowego poczucia humoru autora, dużej dawki fantastyki zmieszanej ze współczesnymi realiami, trochę przerysowanymi postaciami, ale jednocześnie takimi, do których się emocjonalnie przywiążę.

Czy to otrzymałam? Jak najbardziej.

W „Chłopakach Anansiego” znalazłam wszystko to, co dobrego może zaoferować ten autor. A nawet jeszcze więcej, bo mimo że znam twórczość pana Gaimana, to nieraz mnie on w tej powieści jeszcze zaskoczył.

Jeżeli kogoś interesuje mitologia, pradawne wierzenia i religie, lubi fantastykę i dobre, nietuzinkowe poczucie humoru – zdecydowanie polecam tę pozycję. Nie polecam jej paniom (a także panom, żeby było poprawnie) lubującym się w powieściach romantycznych, a także lekkich czytadłach – dla nich mam kilka pozycji dalej.


Zeznania Niekrytego Krytyka – Maciej Frączyk – przeczytana 01 marca 2017

Nieczęsto sięgam po tego typu pozycje – mam na myśli książki pisane przez „współczesne gwiazdy”, youtube’rów, itp. Ale będąc w bibliotece zobaczyłam tę cieniutką książeczkę i pomyślałam, że w zasadzie nie zaszkodzi. Jeżeli stracę czas, to będzie to maksymalnie 30-40 minut. I faktycznie, nie spędziłam nad tą książką ani minuty dłużej, jednak co lepsze – nie uważam, żebym „straciła” przy niej choćby chwilę. Ta książka mnie… zaskoczyła.

Nie była to autobiografia (jak z początku myślałam), a bardziej poradnik. Maciej Frączyk poruszył parę ciekawych, ważnych kwestii w swój humorystyczny, oryginalny sposób. Tematyka książki kompletnie różniła się od filmów, które publikuje na youtube’ie, ale spójność dla pisania i nagrywania Macieja, zapewnia specyficzny styl wypowiedzi. Ci, którzy oczekiwali, że w książce będzie „poważniej”, niestety się zawiodą. Ale serdecznie polecam ją fanom „Niekrytego”!



Zagubiony Heros – Rick Riordan – przeczytana 06 marca 2017

Kocham mitologię – wszystko co z nią związane! Dopiero co skończyłam „Chłopaków Anansiego”, a już brakuje mi tej tematyki! Więc nic dziwnego, że „Zagubiony heros” był moją lekturą obowiązkową. Zwłaszcza, że poznałam już twórczość Ricka Riordana czytając serię o „Percym Jacksonie” i bardzo mi się ona spodobała – zarówno styl pisania, jak i humor tego autora. A chociaż „Zagubiony heros” jest początkiem nowej serii, to tak naprawdę wszystko znowu ma miejsce w uniwersum „Percy’ego Jacksona”. Nie mogłam sobie tej pozycji odpuścić.

Nie jest to nic ambitnego – lekkie czytadełko, skierowane dla młodszych odbiorców. W świecie powieści fantasy, bliżej mu do Harry’ego Pottera niż do Wiedźmina. Jednak i to ma swoje plusy! Książka odpręża, szybko się ją czyta, a jednocześnie Rick Riordan potrafi w tej lekkiej, przygodowej historii, stworzyć więź z bohaterami, co również jest dla mnie istotne. Nie ma tu mowy o nudzie, akcja jest wartka i super ciekawa – tak jak wspomniałam na początku, dla ludzi uwielbiających kulturę starożytną, totalny MUST READ!



Światło między oceanami -  M.L. Stedman – przeczytana 15 marca 2017

Książkę otrzymałam z okazji Dnia Kobiet od mojego chłopaka. Kompletnie nie wiedziałam o czym jest, nie słyszałam nigdzie tego tytułu, co tylko zwiększyło moją ciekawość. Mimo dość sporej ilości stron, czytanie zajęło mi niecałe 3 dni – a były to dni pełne wzruszenia, refleksji i zadumy.

Nie wiem co tak bardzo urzekło mnie w tej książce, ale zdecydowanie zapadnie mi ona w pamięci! Czytało się ją lekko, historia rozgrywała się dość wolno i bez dużych zwrotów akcji, jednak nie potrafiłam się oderwać choćby na chwilę. Mocno zżyłam się z bohaterami „Światła między oceanami” i jedyne na co mogę narzekać to fatalne zakończenie. Nie było po prostu złe czy nieszczęśliwe – było… niepełne. Liczyłam na więcej.

Książka jest zdecydowanie skierowana do kobiet i to im ją polecam, zwłaszcza tym, które przeżywają teraz ciężkie chwile w życiu lub po prostu chcą się poddać chwili refleksji. Nie jest może najlepsza, ale zdecydowanie warta przeczytania. Zwłaszcza, że niedługo wychodzi film na jej podstawie, więc można porównać obie formy przedstawienia historii.


After. Ocal mnie – Anna Todd – przeczytana 28 marca 2017

Tę książkę męczyłam niemiłosiernie długo – głównie z jej powodu, tego wpisu nie dodałam w połowie, marca (jak planowałam), a dopiero pod koniec. Chciałam umieścić ją w pierwszej części podsumowań. Mimo że ma ponad 800 stron… nie sądziłam, że przebrnięcie przez nią będzie takim mozolnym i trudnym zajęciem.

Tak, trudnym! Czytanie w niektórych momentach nie tylko mnie nużyło, ale wręcz męczyło. Dziwne, skoro z założenia miała być to lekka, romantyczna lektura dla młodzieży (nad tą grupą docelową też można się zastanawiać, było mnóstwo scen zdecydowanie dla dorosłych)

„After” jest historią o dwójce studentów, dziewczyna z rodzaju tych grzecznych, nieśmiałych, skrytych, natomiast chłopak wręcz przeciwnie – bardzo przekoloryzowany buntownik, bardzo słabo walczący z nałogiem alkoholowym i skłonnościami do bijatyk. Nie trzeba nikomu mówić, że tego typu powieści to powielanie schematu, odgrzewane kotlety, nic nowatorskiego. Ale nigdy nie spotkałam się z autorką, która nie tylko kopiuje schematy innych tego typu powieści, a wręcz wałkuje co 100 stron ten sam wątek! On ją obraża – ona się buntuje – on uważa, że ona przesadza, więc obraża ją jeszcze bardziej – ona od niego odchodzi (za każdym razem po raz ostatni!) – on mówi „chyba sobie kur** żartujesz” – ona nie żartuje, odchodzi – on się zmienia i do niej przyjeżdża – seks … A potem wszystko od nowa. W książce, która ma ponad 800 stron powtórzenie tego wzoru około 10 razy (!!!) jest bardzo widoczne. I wcale mi się nie podobało.

Jedynym powodem, przez który czułam potrzebę przeczytania  „After” do końca to to, że nie lubię niedokończonych serii. zwłaszcza tych, których kolejne tomy stoją u mnie na półce. Przede mną jeszcze jedna część – nie wiem czy dam radę to psychicznie udźwignąć. Jestem tylko pewna, że zanim spróbuję, potrzebuję dłuuuuugiego detoksu od tego typu literatury.

Może nie jestem grupą docelową – wierzę, że osobom, które czytały i pokochały „50 twarzy Grey’a”, ta książka również by się spodobała i nie mówię w żaden sposób, że to coś złego, każdy woli coś innego. Do mnie po prostu zdecydowanie nie przemówiła – stąd słowa ostrej krytyki.

___________________

To wszystko z ostatnich przeczytanych przeze mnie pozycji – mam wrażenie, że nie nadaję się do pisania recenzji, ale spróbuję zrobić tego typu podsumowania jeszcze parę razy. Jeżeli uda mi się kogoś zachęcić do danej książki, to chyba warto. Dzielcie się w komentarzach swoimi ostatnimi przeczytanymi lekturami i opiniami o wyżej wymienionych.

Do następnego!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

7DNI - Podsumowanie maturalne!

Najważniejsza część tak zwanego ,,egzaminu dojrzałości” już za mną. Wszystkie podstawy i dwa rozszerzenia – na zbliżający się tydzień zostało mi tylko rozszerzenie z geografii i maturki ustne.

I mogę szczerze powiedzieć, że jestem mega szczęśliwa na myśl o końcu tej egzaminowej gorączki. W moim życiu nastąpią teraz duże zmiany. Strasznie się wszystko nawarstwia, jeden termin pogania drugi, istny bajzel, a intensywna nauka była najgorszą przeszkodą w odgracaniu swojego życia (i głowy).
Za chwilę nastąpi ten długo wyczekiwany czas ,,po maturach” – więc już nie będzie żadnych przeszkód (ani potencjalnych wymówek).

Ale jeszcze na chwilę wrócę i opiszę swoje wrażenia, bo chyba część z Was na to czeka. Jak mi poszło i jak oceniam trudność tegorocznych matur?
Polski podstawowy – podeszłam do tematu bezstresowo, przygotowywałam się mało, bo byłam pewna swojej wiedzy zczterech lat. I w zasadzie nie wyszło mi to aż tak źle. Zadania z czytania ze zrozumieniem były trudne, a przynajmniej trochę bar…

Prezenty na Dzień Matki! (12 pomysłów)

Dzień Matki się zbliża (to za niecałe dwa tygodnie), a Ty wciąż nie masz prezentu? Wstyd i hańba! Oczywiście żartuję - sama jak zwykle z kupnem/zrobieniem odpowiedniego prezentu czekam na ostatnią chwilę. Jak zwykle brakuje czasu, okazji i... pomysłów.


W tym ostatnim aspekcie postanowiłam Was trochę poratować. Bo choć może nie jestem mistrzem kreatywności, z pewnością mam trochę odmienne spojrzenie na tę kwestię. A czasem inna perspektywa wystarczy, żeby dobrać najbliższej osobie, w tym wypadku mamie, idealny prezent!

(zanim zaczniemy - pamiętajcie, że rejestrując się przez mój link i kupując z użyciem REFUNDER, otrzymujecie nie tylko dodatkowy rabat na zakupy, ale także 10 zł zwrotu za polecenie od przyjaciela!)

Bez przedłużania - pierwsze cztery propozycje to... książki!

Na tym się znam, więc spróbuję doradzić. Samo stwierdzenie ,,kup książkę" nie wystarczy - jest przecież tyle pozycji. Więc co dokładnie wybrać?

Katarzyna Nosowska ,,A ja żem powiedziała..."  - Szczera i odwa…

Jak pokonać stres przed maturą?

Wciąż siedzę przy podręcznikach i uzupełniam ostatnie małe braki w wiedzy. Ale do matury pozostało 5 dni – i w tym momencie, to już nie o wiedzę powinno się rozchodzić.
Przypuszczam, że nie tylko mnie powoli staje jakaś klucha w gardle, a w żołądku ściska. O maturze mówią wszędzie – w radiu, w telewizji, na tablicy na Facebooku, a w szkole to już od dawna nas straszyli...

Nic dziwnego, że gdzieś głęboko w umyśle biednego ucznia na myśl ,,matura za 5 dni", zazębia się strach. I ogromna dawka stresu.
A ja jestem wielką antyfanką tego ostatniego. Sama doświadczyłam, jak bardzo destrukcyjne działanie ma choćby taki malutki, niewinny stresik. I wcale nie mówię tu o wypadaniu włosów, czy problemach żołądkowych – wysoki poziom kortyzolu (hormonu stresu), utrzymujący się przez długi czas, sieje spustoszenie w istotnych narządach naszego ciała, jak serce czy płuca, zaburza całkowicie naszą gospodarkę hormonalną, a nawet prowadzi do trwałych uszkodzeń w mózgu!
Nie chcę straszyć, nie chcę s…