Przejdź do głównej zawartości

Jak spełniać małe marzenia?

Od niejednej osoby słyszałam, że jestem ogromną marzycielką. Że jestem bardzo ambitna. Były chłopak mówił nawet często o „naiwności”, bynajmniej nie pochlebne określenie.



Prawda jest taka, że uwielbiam wielkie plany. Dobrze obrazuje to tekst o miejscach, do których koniecznie chciałabym się wybrać. I może to naiwne, może życie zweryfikuje to czego pragnę? Może nic nie wypali, a ja wtedy po prostu się załamię?


Może póki co jestem „za młoda, żeby rozumieć”, że się nie da (to również strasznie często słyszę, zwykle od osób w wieku 30+)?

Słyszę to, ale i tak najzwyczajniej w świecie odsuwam negatywne myśli od siebie, na tyle na ile mogę. Wolę wierzyć w duże rzeczy i działać ukierunkowana na nie. O tym mogę napisać osobny tekst, bo dzisiaj… natchnęło mnie na coś innego.


Na małe marzenia.


Coś, co jest dostępne praktycznie od ręki. Na co nie trzeba długo czekać. 


A mimo to jest równie zaniedbywane jak te WIELKIE, NIEOSIĄGALNE PLANY.


Dlaczego? Mam wrażenie, że ludziom po prostu one umykają. Człowiek wplata się w rytm praca-dom-sen-praca-dom-sen i tylko od czasu do czasu przemyka im taka niepozorna myśl. Na przykład ,,Ale bym chciała kiedyś zjeść sushi”. Marzenie o posiłku w konkretnej restauracji. Marzenie o zwiedzeniu jakiegoś miejsca w okolicy. O pójściu do fryzjera, do parku trampolin, do kina czy na spacer przed wschodem słońca. O założeniu bloga. 


Dla zapracowanych małym marzeniem może być to, żeby w końcu się wyspać. Dla jednych – wyjście na jakąś imprezę, dla innych – w końcu zostanie w domu.




Dla niektórych coś co napisałam powyżej może być „dużym marzeniem”. Jednak w mojej subiektywnej opinii są to rzeczy, które nie wymagają dużego wysiłku ani wielkich nakładów pieniężnych – o ile sen czy samo założenie bloga nic nie kosztuje, to sushi już coś tak. Jednak nie są to pieniądze, których nie da się zaoszczędzić choćby przy lepiej zorganizowanych zakupach. Grosz do grosza.


To są małe marzenia. W ludzkim mózgu pojawia się pragnienie „ale bym chciała…”. Może nawet pojawiać się regularnie, za każdym razem, gdy jedziesz daną ulicą, czy bywasz w określonym miejscu.


Ale brakuje tego jednego pierwszego kroku.


Marzenia same się nie spełniają – te małe także nie.


A często dają potężną radość i satysfakcję, co najmniej jakby osiągnęło się szczyt Mount Everestu.


Świat zewnętrzny ciągle atakuje nas bodźcami. Coś tu, coś tam, coś nowego na czym się skupiamy. Natomiast to, co teoretycznie nie jest trudne do osiągnięcia, a co siedzi w naszej głowie od dawna… jakoś tak zostaje w tyle.


Przykład? Kupujesz na promocji kilka książek pod wpływem impulsu – mimo że od dawna marzysz o tej jednej. A po fakcie okazuje się, że funduszy na tą upragnioną… znowu brak. Często mi się to zdarzało – ostatecznie rzeczy nabyte w okazyjnej cenie, ale przez przypadek, kurzyły się na półce.



Ludzka pamięć jest zawodna. To, że zdarza Ci się myśleć o czymś w specyficznym momencie – np. o odwiedzeniu Starego Miasta w Warszawie, gdy jesteś tam akurat przejazdem i nie masz czasu – nie sprawi, że będziesz o tym pamiętał, gdy wrócisz do domu. A już na pewno nie następnego dnia. Nie zorganizujesz sobie spełnienia tego pragnienia. Wbijesz się w swój codzienny rytm –  o Starówce pomyślisz znowu wtedy, kiedy nie będziesz mógł się zatrzymać. A przecież tak bardzo chcesz się po niej przespacerować!





Moim osobistym faworytem w tej kwestii jest kartka, notes lub tablica korkowa na ścianie. Dla każdego coś innego, jednak rola ta sama - przypomnienie. Istotne jest to, że na małych marzeniach też należy się skupiać. Zapisać i pamiętać. Spełniać je i się nimi rozkoszować, a nie czekać na przypadki.


Bo nawet gdy przytrafia nam się coś przyjemnego spontanicznie – nie jesteśmy na tyle skupieni, żeby się tym cieszyć. Obserwujesz piękny widok idąc do sklepu, a nie czerpiesz z tego radości.

Spisywanie małych marzeń jest nie tylko przypomnieniem. Jest także możliwością skupienia się na tym, że „hej, właśnie robię dla siebie coś przyjemnego!”. I jest satysfakcją, że odhaczasz kolejną rzecz w swoim życiu, której mogłeś doświadczyć. Która przyniosła Ci radość.


Małe marzenia i świadomość tego, że można je spełniać ot tak, są wspaniałe.


Chyba muszę zacząć tworzyć plan lub zarys tekstu, który chcę napisać. W tym wypadku znowu takowego nie mam – tylko tytuł, temat warty poruszenia. Mam nadzieję, że mimo wszystko nie popłynęłam za bardzo i chociaż część z was dotarła do końca tekstu. Jeśli tak – zostaw po sobie jakiś znak w komentarzu!

Do następnego!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

5 grzechów blogera! Jak blogować, by ktoś nas czytał?

To już setny wpis na tym blogu! I choć ostatnimi czasy moja aktywność tutaj ogranicza się do jednego wpisu tygodniowo, to spokojnie - jestem, żyję. I w dalszym ciągu obiecuję, że częstotliwość pisania się poprawi. Mam burzliwy i bardzo wymagający czas w życiu, musicie mi wybaczyć.

Piszę bloga od 1,5 roku. Napisałam 100 tekstów. Nie jest to liczba zaskakująca, choć przyznaję, że powoli zaczyna napawać mnie dumą. Przez ten czas jednak popełniłam masę błędów, które widzę już teraz. Niektóre poprawiłam, z innymi dalej staram się walczyć.

W błędach nie ma nic złego - w końcu nikt mnie blogowania nie nauczył! Nikt nie odpowiedział na pytania: Jak blogować? Jak się promować? Jak zebrać grupę lojalnych czytelników? Ja postaram się dzisiaj, na własnym doświadczeniu, odpowiedzieć na pytanie: Jak NIE blogować? Czego uniknąć, żeby nie zaliczyć totalnej blogowej klapy.

Oto 5 grzechów głównych blogera!1. Nieregularne pisanie

Oj... najgorsze z przewinień, którego dopuszczam się cały czas. Bo nie mam…

10 rzeczy, na które warto wykorzystać wakacje (+konkurs!)

Przede mną długie miesiące wakacji. W zasadzie już jeden z nich mi zleciał, sama nie wiem kiedy. Jako tegoroczna maturzystka spotkał mnie w końcu przywilej czterech miesięcy wakacji! Póki co ich przebieg jest dość schematyczny, o czym mogliście przeczytać chociażby w podsumowaniu: 7DNI. Ale nie przesądzajmy, że reszta również taka będzie. Mam nadzieję, że do października uda mi się zrealizować, prócz pracy, jeszcze jakiś wakacyjny "goal".


A nawet jeśli nie - chciałabym podzielić się z wami moimi pomysłami na ciekawą aktywność wakacyjną. Na co wykorzystać te dwa (a dla niektórych więcej) miesiące swobody? Zapraszam do czytania wszystkiego, a dla niecierpliwych  tytułowy konkurs znajduje się na samym dole!

Nauka języka obcego

Jedna z lepszych rzeczy, które można zrobić w wakacje! Sama planuję rozpocząć coś od lipca (jeśli starczy mi czasu, bo wiadomo jak to z planami bywa). Możemy uczyć się angielskiego, niemieckiego lub... spróbować z czymś bardziej egzotycznym! Może arabski? …

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie…