Przejdź do głównej zawartości

Czy warto zobaczyć "13 POWODÓW"?

Od pierwszego odcinka serialu „13 powodów” obiecywałam sobie, że napiszę o nim na blogu. Wiedziałam jednak, że prócz produkcji telewizyjnej, istnieje książka – właściwie pierwowzór całej historii. Nie chciałam recenzować tego co obejrzałam bez zapoznania się z treścią literackiego bestselleru Jay’a Asher’a. Czas mijał, pisanie się odwlekło....

Ale oto jestem. Świeżo po lekturze. Pełna przemyśleń, które chcę przelać tutaj. Słucham soundtrack’u z serialu (klik!) – dobry sposób na wczucie się w klimat.


Zacznijmy może od małego uprzedzenia – będą spojlery! Ten jeden raz nie potrafiłabym pisać bez nich. Większość targających mną emocji dotyczy ostatnich odcinków serialu/stron książki. Jeżeli to Ci nie straszne – czytaj dalej.



SŁOWEM WSTĘPU…

Prawdopodobnie, jeżeli wciąż to czytasz, znasz już historię i wiesz czego dotyczy. W ramach powtórzenia – Hannah Baker popełnia samobójstwo, a jej znajomy Clay dostaje 13 kaset magnetofonowych, na których dziewczyna opowiada o powodach odebrania sobie życia. Powody te przypisuje do ludzi, którzy w pewien sposób przyczynili się do jej śmierci. Ten opis dotyczy zarówno książki jak i serialu. Gdybyśmy próbowali dodać coś więcej – pojawiłyby się pewne rozbieżności.


Mimo że zazwyczaj oryginał jest lepszy, tym razem o wiele bardziej spodobał mi się serial. Dlaczego? Bo wszystkie aspekty serialu, w porównaniu do książki, są podrasowane.


WIĘC JAKIE SĄ RÓŻNICE?

Głównie - dodanie większej aktualności historii. W serialu możemy zaobserwować wykorzystanie najnowszych technologii (chociażby smartfony). Słownictwo, jakiego używają bohaterowie, też wydaje nam się bardziej teraźniejsze.

Kolejna zmiana – obraz, który widzimy na ekranie, jest bardziej szokujący i przerażający, niż to co otrzymaliśmy na kartkach powieści. Jay Asher napisał „13 powodów” dobrych kilka lat temu, przez co musiał niestety „udelikatniać” wydarzenia i stosować cenzurę. Jako scenarzysta serialu produkowanego przez Netflix, mógł pozwolić sobie na znacznie więcej.

Między innymi główny wątek – samobójstwo Hannah’y – w książce przedstawione zostało bardzo skromnie. Dziewczyna połknęła tabletki – tylko to wiemy. W serialu nie tylko zmieniono formę samobójstwa (pocięcie się żyletką), ale na dodatek ukazano tę scenę w pełni okazałości. Aktorka grająca Hannah’ę doświadcza bólu, jest samotna, przepełniona emocjami z którymi nie może sobie poradzić.


Rozbudowano również historię pozostałych bohaterów. Każdy powód samobójstwa poznajemy z wielu perspektyw – nie tylko Hannah’y i Clay’a. Możemy spojrzeć na wydarzenia oczami „ofiary”, ale także „oprawcy” i dzięki temu dostrzec pewną ważną prawdę – nic nie jest czarne albo białe, a winny jest po części każdy.


„Nikt nie wie ze stuprocentową pewnością, w jakim stopniu jego postępowanie odbija się na życiu innych. Bardzo często nie mamy choćby bladego pojęcia. Mimo to robimy, co nam się żywnie podoba.”

Tych różnic między serialem a książką można by wymienić jeszcze wiele. Pojawienie się motywu rodziców w serialu (w książce ani słowa) i procesu prowadzonego przez nich przeciw szkole. Czas akcji – w serialu kilka dni, w książce jedna noc. A także zakończenie: dzieło literackie wydaje się zakończone dosyć pozytywnym akcentem, natomiast produkcja Netflixa pozostawia otwarte wątki i szansę na drugi sezon.


Jednak w tym tekście nie tylko chciałam pokazać rozbieżność między dwoma sposobami opowiedzenia tej samej historii. Chciałam przede wszystkim napisać…

CZY WARTO OBEJRZEĆ „13 POWODÓW”?

Zakładamy od razu „obejrzeć”, bo tak jak mówiłam – serial bardziej do mnie przemówił.

„13 powodów” zdecydowanie polecam, jednak nie każdemu. Zachęcam do obejrzenia tej produkcji przede wszystkim nauczycieli, pedagogów i rodziców. To oni odpowiadają za wychowanie młodzieży i w największym stopniu mogą wpłynąć na zapobiegnięcie podobnej tragedii. Różnice między pokoleniami i brak zrozumienia młodszych przez starszych istniały od zawsze. Ten serial może przełamać pewne bariery i pokazać tok myślenia współczesnych nastolatków. Dorośli często nie znają świata w których żyją ich dzieci i moim zdaniem powinni przynajmniej próbować go poznać.

Odradzam oglądanie serialu ludziom, którzy przechodzą trudny okres w życiu i dla których jakiekolwiek wspomnienie o samobójstwie może brzmieć jak dobry pomysł. Niestety, bardzo często człowiek z problemami dobija się negatywną energią, którą przekazuje mu książka, muzyka… czy właśnie serial. Moim zdaniem za „13 powodów” stoi bardzo dobre przesłanie: być dobrym dla innych, bo nie wiemy, jak nasze działanie może wpłynąć na drugą osobę lub jak mocno ją krzywdzimy. Jednak znam też opinie, że ten serial gloryfikuje samobójstwo i określa je, jako jedyny sposób na rozwiązanie problemów. Osobiście nic takiego nie zauważyłam – jednak tak jak wspomniałam, odbiór KAŻDEGO dzieła zależy od danej osoby, jej przeżyć, doświadczeń i aktualnej sytuacji.

Jest to serial dla ludzi z dużą empatią i inteligencją emocjonalną. Od strony zdjęć – Netflix jak zawsze zrobił dobrą robotę. Tak samo muzyka – została dobrana perfekcyjnie.


Oglądaliście „13 powodów”? Czytaliście książkę?

Jakie są wasze przemyślenia?

Do następnego!

Komentarze

  1. Książki nie mam zamiaru czytać, a serialu oglądać. Za dużo o tym się już nasłuchałem i myślę, że to nie dla mnie.

    Hubert z thelunabook
    http://maasonpl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, ta historia ma równie wielu przeciwników co zwolenników :)

      Usuń
  2. Wiesz co ja nawet niewidzialne że takie seriale są :) ja ostatnio mam hopla na punkcie 112 na ratunek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, a o tym serialu ja nie słyszałam :D Może zajrzę :D

      Usuń
  3. Oglądałam serial i jest świetny, teraz biorę się za książkę 😄

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczęłam oglądać serial, ale po kilku pierwszych odcinkach zrezygnowałam, bo w żadnym stopniu on do mnie nie przemawiał, a wręcz był ciężki chociaż zdaje sobie sprawę, że to serial o samobójstwie, ale oglądałam wiele innych produkcji poruszających takie same problemy i pochłaniałam je w kilka dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma inną wrażliwość na takie tematy - serial jest ciężki, zwłaszcza ostatnie odcinki, dlatego własnie napisałam, że nie jest dla każdego

      Usuń
  5. Szczerze to całym sercem kocham i polecam ten serial. Książki jeszcze nie czytałam, ale chętnie bym to zrobiła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc chyba czas odwiedzić najbliższą księgarnię/bibliotekę :D

      Usuń
  6. Jak dla mnie serial bardzo emocjonalny, nie mogłam się oderwać od niego.


    https://chmurkiwiaterek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wyniosłaś z niego tylko pozytywne wnioski :)

      Usuń
  7. oglądałam i czytałam. dziewczyna ewidentnie nie radziła sobie ze sobą. powiem więcej - jej powody, aby odebrać sobie życie były co najwyżej błahe. kto nie doświadczył połowy z tych rzeczy? zdrada przyjaciółki, brak akceptacji itp. Hannah wpychała się na siłę do towarzystwa, do którego się nie nadawała. chciała być popularna. może z dwa powody były takie,które bym zrozumiała do odebrania sobie życia. wiadomo - każdy z nas jest inny, ona była słaba psychicznie i to ją zniszczyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była słaba psychicznie, to fakt. Ktoś, kto ma "twardą dupę" i silną psychikę w ogóle mógłby nie zareagować na takie rzeczy. Ale musimy pamiętać, że każdy ma inną wrażliwość i inaczej reaguje na pojawianie się trudnych emocji, doświadczanie strachu czy przemocy...
      No i ostatni powód - no proszę, nikt mi nie wmówi, że to było błahe. Nikomu bym tego nie życzyła.

      Usuń
  8. Oglądałam - książkę jeszcze muszę kupić.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja zaczełam ogładać serial i jestem gdzieś mniej wiecęj w połowie i to co mogę powiedzieć ,to to , że jest nieźle poplątany . Mega interesujący w wciagający ,ale jeśli nie ogląda się odcinek po odcinku to poźniej cięzko się skapnąć o co chodzi ;)
    Tak czy siak , polecam każdemu . A na przykładzie Hanny powinniśmy się uczyc ,żeby zawsze mówic o problemach i pozwolić komuś pomóc nam je rozwiązać.
    Wiem cos o byciu 'słabą psychicznie' dla tego podtrzymuje zasade rozmowy o tym co sie dzieje ;)

    Pozdrawiam serdecznie
    Marti ♥

    www.simplyme.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ten serial "połknęłam" w dosłownie chwilkę, dlatego nie odczułam tego, żeby był za bardzo poplątany. Ale możliwe ;)

      A mówienie o swoich emocjach jak najbardziej popieram. Nie zawsze udaje mi się zebrać na szczerość, nie zawsze wiem czy warto komuś coś mówić... ale w ostatecznym rozrachunku lepiej coś powiedzieć niż samemu się z tym gryźć ;)

      Usuń
  10. Kilka tygodni temu skończyłam czytać, oswoiłam się z treścią, później przeczytałam "Gwiazd naszych wina" John'a Green, a kilka dni temu zaczęłam serial "13 powodów". Jestem na kasecie 3., i faktycznie - mnóstwo jest różnic. Głównie właśnie język (słownictwo), perspektywa każdej osoby a także charaktery bohaterów. Właściwie Hannah wyobrażałam sobie jako zamknięta w sobie, tak jak było w książce, a tutaj jest otwarta, uśmiecha się i stwarza pozory twardej. Stwarza pozory, właśnie. Pochłaniam serial jak gąbka wodę. I coś z niego "wynoszę".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że coś z niego wynosisz :) Każda postać w serialu ma swój charakter i to jest super - w książce niestety nie było poruszone np. życie prywatne "oprawców". A przecież człowiek nie jest tylko zły - jest wielopoziomowy. To, że Hannah popełniła samobójstwo nie znaczy, że nie mogła być otwartą dziewczyną (przed jej załamaniem).

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5 grzechów blogera! Jak blogować, by ktoś nas czytał?

To już setny wpis na tym blogu! I choć ostatnimi czasy moja aktywność tutaj ogranicza się do jednego wpisu tygodniowo, to spokojnie - jestem, żyję. I w dalszym ciągu obiecuję, że częstotliwość pisania się poprawi. Mam burzliwy i bardzo wymagający czas w życiu, musicie mi wybaczyć.

Piszę bloga od 1,5 roku. Napisałam 100 tekstów. Nie jest to liczba zaskakująca, choć przyznaję, że powoli zaczyna napawać mnie dumą. Przez ten czas jednak popełniłam masę błędów, które widzę już teraz. Niektóre poprawiłam, z innymi dalej staram się walczyć.

W błędach nie ma nic złego - w końcu nikt mnie blogowania nie nauczył! Nikt nie odpowiedział na pytania: Jak blogować? Jak się promować? Jak zebrać grupę lojalnych czytelników? Ja postaram się dzisiaj, na własnym doświadczeniu, odpowiedzieć na pytanie: Jak NIE blogować? Czego uniknąć, żeby nie zaliczyć totalnej blogowej klapy.

Oto 5 grzechów głównych blogera!1. Nieregularne pisanie

Oj... najgorsze z przewinień, którego dopuszczam się cały czas. Bo nie mam…

10 rzeczy, na które warto wykorzystać wakacje (+konkurs!)

Przede mną długie miesiące wakacji. W zasadzie już jeden z nich mi zleciał, sama nie wiem kiedy. Jako tegoroczna maturzystka spotkał mnie w końcu przywilej czterech miesięcy wakacji! Póki co ich przebieg jest dość schematyczny, o czym mogliście przeczytać chociażby w podsumowaniu: 7DNI. Ale nie przesądzajmy, że reszta również taka będzie. Mam nadzieję, że do października uda mi się zrealizować, prócz pracy, jeszcze jakiś wakacyjny "goal".


A nawet jeśli nie - chciałabym podzielić się z wami moimi pomysłami na ciekawą aktywność wakacyjną. Na co wykorzystać te dwa (a dla niektórych więcej) miesiące swobody? Zapraszam do czytania wszystkiego, a dla niecierpliwych  tytułowy konkurs znajduje się na samym dole!

Nauka języka obcego

Jedna z lepszych rzeczy, które można zrobić w wakacje! Sama planuję rozpocząć coś od lipca (jeśli starczy mi czasu, bo wiadomo jak to z planami bywa). Możemy uczyć się angielskiego, niemieckiego lub... spróbować z czymś bardziej egzotycznym! Może arabski? …

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie…