Przejdź do głównej zawartości

7DNI - Czekolada z konopią i bieganie w deszczu!

Zacznę od przeprosin. Po pierwsze – dlatego, że ten tekst jest mocno spóźniony. Podsumowania tygodnia z założenia mają się pojawiać w niedzielę wieczorem lub w poniedziałek. A mamy środę. Komputer odmówił współpracy. Mimo wszystko wolę opublikować ten tekst teraz, bo szkoda mi czasu, który poświęciłam na napisanie go i przesłanie zdjęć.

A co do zdjęć- to drugie przeprosiny. Muszę przyzwyczaić się do częstszego ich robienia. W tym tygodniu nie mam ich zbyt wiele.


Dni powoli robią się coraz krótsze i coraz zimniejsze. Aura zdecydowanie sprzyja temu, żeby zawinąć się kocykiem udając naleśnika i zapaść w sen zimowy. Jednak po ostatnim „przegranym” tygodniu, nie mogłam sobie na to pozwolić. Mały kopniak motywacyjny i do dzieła!

Poniedziałek rano – telefon, słuchawki i „Don’t Stop Me Now”!

I'm a shooting star leaping through the sky
Like a tiger defying the laws of gravity



Uwielbiam ten utwór i jego tekst. Queen bardzo szybko potrafi rozbudzić we mnie chęć działania i tworzenia. Sprawia, że jestem bardziej pozytywna. Nawet jadąc obskurnym autobusem w paskudną pogodę o okrutnie wczesnej godzinie, podrygiwałam skrycie nogą w rytm muzyki. I czułam, że to nie może być zły tydzień.


Poza tym z poniedziałku niewiele pamiętam – dzień jak co dzień, w szkole jakaś kartkówka, a po południu trening. Ale było fajnie. Queen wszystko uprzyjemnił.

We wtorek miał się pojawić tekst na blogu, który… pojawił się dopiero w piątek. Moja strategia wrzucania czegoś nowego cały czas się psuje. Uwielbiam spisywać swoje myśli, ale czasem (często) mam wrażenie, że to „nie jest idealny moment na tworzenie”. Idealny dzień nigdy nie nadchodzi – to fakt, a ja wciąż próbuję się tym usprawiedliwiać.

A gdy w końcu czuję się w idealnym stanie do pisania… następują takie przypadki jak z pierwszego akapitu.

Będzie regularnie, kiedyś będzie, serio. Postaram się!

We wtorek przyszła do mnie przesyłka od Asi z bloga Dobre Bo Z Polski ze świetną czekoladą! Serdecznie dziękuję! Blogowanie bardzo często się opłaca, nie ma co ukrywać – zarówno blogerowi, który może otrzymać coś do recenzji… Jak i aktywnemu czytelnikowi, który wygrywa zorganizowane konkursy.


Dziwi mnie, że tak mało z was zareagowało na mój tekst, w którym można wygrać książkę. Macie jeszcze kilka dni, więc mam nadzieję, że coś się zmieni.

Sama uwielbiam wygrywać – dużo w moim myśleniu i postępowaniu zmienić tekst „Jak wygrać życie” od aniamaluje. Polecam zajrzeć i może po jego przeczytaniu wrócicie do mnie.


Wracając do czekolad, bo nie dokończyłam wątku… dobre, a jednocześnie zdrowe, więc czego chcieć więcej? Może innej rozmiarówki – 50 gram to batonik, a nie tabliczka czekolady! :D Podoba mi się dodatek czegoś chrupiącego do słodyczy – w tym wypadku ziaren konopi.

Co do kolejnego dnia… był dla mnie czymś całkowicie nowym. Raczej nigdy nie byłam typem sportowca – przynajmniej jeśli chodzi o sporty drużynowe, które są na większości zajęć wfu w szkole. Sytuacja się zmieniła, gdy zaczęłam trenować sama dla siebie w domu, a w tym roku, przy pierwszych ciepłych dniach – wkręciłam się w bieganie. (Nie) Fart chciał, że mój nauczyciel spostrzegł poprawę kondycji i… no właśnie, w tę środę zabrał mnie na zawody biegowe, dystans 1000 metrów.

Super fajnie.


Szkoda tylko, że lało, wiało, a ja przez te warunki mało nie wyplułam płuc.

Bo fakt – biegam już dłuższy czas, ale nigdy nie liczy się szybkość. Nie ścigam się. Kompletnie nie wiedziałam jak do tego podejść i choć 6 kilometrów nie robi mi problemu, gdy biegam sama… tak tutaj 1000 metrów było straszne.

Nie muszę chyba wspominać, że nie zajęłam żadnego interesującego miejsca. Warto jednak szukać jasnych stron tego wszystkiego. Bo raz – złapałam „bakcyla” rywalizacji! Dwa – sprawdziłam się w trudnych warunkach. I trzy – całe szczęście się nie przeziębiłam!

Pozytywnym akcentem całych tych zawodów była rozmowa w autobusie z dziewczyną, która mnie czyta. Serdecznie pozdrawiam! :) To, że ktoś komentuje tekst tutaj, na blogu… widzę to, ale nie przeżywam. Gdy ktoś mówi mi twarzą w twarz „czytałam twój ostatni tekst!” to jestem zaskoczona. I z drugiej strony mega szczęśliwa. A takie sytuacje coraz częściej się zdarzają.

Co do czwartku, to był nudny. Nic nie pamiętam. Nic nie napiszę.

W piątek zrobiłam „coś”, co niedługo pojawi się na blogu. Zdradzę tylko, że to „coś” to potrawa. Coś jesiennego, smacznego i całkiem zdrowego. Uwielbiam gotować, żałuję że mam na to tak mało czasu. Jednak, gdy tylko uda mi się znaleźć chwilę, zawsze powstaje coś dobrego. Wyczekujcie, jak nie w tym tygodniu – to w przyszłym na pewno podzielę się z wami przepisem.

No i w piątek w końcu wstawiłam wtorkowy, zaległy tekst na bloga. Kto jeszcze nie widział, zapraszam:


Patrząc na odbiór, moje propozycje wam się spodobały, z czego bardzo się cieszę!

Weekendy ostatnio nie są u mnie zbyt urozmaicone. Spędzam je z chłopakiem przy dobrym serialu – w tę sobotę był to „Narcos”. Pierwsze kilka odcinków – nie wkręciłam się jeszcze, więc nie polecam, ani nie odradzam. A Wy, oglądaliście? Jakie są wasze opinie?

Niedziela zakończona imprezą rodzinną i… napisaniem powyższego tekstu. Leżał nieopublikowany zdecydowanie za długo…


Z racji tego, że jest już połowa kolejnego tygodnia – nie tworzę wyzwania. Choć właściwie, mogę postawić sobie jedno – następnym razem opublikować tekst na czas!

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Ja bym się cieszył jak by był częste wpisy, tylko szkoda że ciężko z komentarzami i promocją pewnie. Bardziej bym martwił się o brak weny twórczej. Trzymam kciuki za konkurs.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weny twórczej mi zazwyczaj nie brakuje :D Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy post! Ja od ponad roku nic nie trenuję, głównie za sprawą kontuzji stopy, która pojawiła się w styczniu ubiegłego roku i nawet po fizjoterapii i jako takim wyleczeniu co rusz pojawiały się jakieś stany zapalne w stopie, które uniemożliwiały jakiekolwiek większe aktywności fizyczne. Lubiłam biegać, biegałam nawet w szkolnej drużynie lekkoatletycznej ale to było kiedyś. Teraz chciałabym krok po kroczku wrócić do sportu tym razem niekoniecznie do biegów. Może tenis? Szermierka? Zobaczymy! :)
    Przyjemnie się czytało twój wpis! :)
    Będę zaglądać częściej.
    Pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia w powrocie do sportu :) Mam nadzieję, że uda Ci się na coś zdecydować i małymi kroczkami do celu :D Pozdrawiam! :) I dziękuję!

      Usuń
  3. Smacznego :D Ja uwielbiam wszystkie sporty bez jakiejkolwiek aktywności czuję się autentycznie chora :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5 grzechów blogera! Jak blogować, by ktoś nas czytał?

To już setny wpis na tym blogu! I choć ostatnimi czasy moja aktywność tutaj ogranicza się do jednego wpisu tygodniowo, to spokojnie - jestem, żyję. I w dalszym ciągu obiecuję, że częstotliwość pisania się poprawi. Mam burzliwy i bardzo wymagający czas w życiu, musicie mi wybaczyć.

Piszę bloga od 1,5 roku. Napisałam 100 tekstów. Nie jest to liczba zaskakująca, choć przyznaję, że powoli zaczyna napawać mnie dumą. Przez ten czas jednak popełniłam masę błędów, które widzę już teraz. Niektóre poprawiłam, z innymi dalej staram się walczyć.

W błędach nie ma nic złego - w końcu nikt mnie blogowania nie nauczył! Nikt nie odpowiedział na pytania: Jak blogować? Jak się promować? Jak zebrać grupę lojalnych czytelników? Ja postaram się dzisiaj, na własnym doświadczeniu, odpowiedzieć na pytanie: Jak NIE blogować? Czego uniknąć, żeby nie zaliczyć totalnej blogowej klapy.

Oto 5 grzechów głównych blogera!1. Nieregularne pisanie

Oj... najgorsze z przewinień, którego dopuszczam się cały czas. Bo nie mam…

10 rzeczy, na które warto wykorzystać wakacje (+konkurs!)

Przede mną długie miesiące wakacji. W zasadzie już jeden z nich mi zleciał, sama nie wiem kiedy. Jako tegoroczna maturzystka spotkał mnie w końcu przywilej czterech miesięcy wakacji! Póki co ich przebieg jest dość schematyczny, o czym mogliście przeczytać chociażby w podsumowaniu: 7DNI. Ale nie przesądzajmy, że reszta również taka będzie. Mam nadzieję, że do października uda mi się zrealizować, prócz pracy, jeszcze jakiś wakacyjny "goal".


A nawet jeśli nie - chciałabym podzielić się z wami moimi pomysłami na ciekawą aktywność wakacyjną. Na co wykorzystać te dwa (a dla niektórych więcej) miesiące swobody? Zapraszam do czytania wszystkiego, a dla niecierpliwych  tytułowy konkurs znajduje się na samym dole!

Nauka języka obcego

Jedna z lepszych rzeczy, które można zrobić w wakacje! Sama planuję rozpocząć coś od lipca (jeśli starczy mi czasu, bo wiadomo jak to z planami bywa). Możemy uczyć się angielskiego, niemieckiego lub... spróbować z czymś bardziej egzotycznym! Może arabski? …

Ulubieńcy ostatnich tygodni - MUZYKA!

Chciałam napisać coś bardziej ambitnego, ale przez duże dawki pracy i chroniczne zmęczenie po prostu nie dawałam rady. Mam kilka tytułów w szkicach. Kilka rozpoczętych tekstów. Czekają na dokończenie, ale dzisiaj zaoferuję Wam coś lżejszego. Kilka inspiracji na wakacje, kilka moich ostatnich ulubieńców. Czego posłuchać? Czego ja słucham? Nieczęsto piszę tego typu teksty, tym razem jednak rzeczy, które warto sprawdzić, jest naprawdę sporo.


Deliver Us (Prince of Egypt) Cover by Caleb Hyles and Jonathan Young. Prawdziwy fenomen ostatnich tygodni. Nie jestem osobą religijną, ale uwielbiam muzykę dotyczącą religii. Nieważne, czy to ścieżka z bajki "Książę Egiptu" (fenomenalnej historii zresztą) czy musicalowa wersja Męki Pańskiej w "Jesus Christ Superstar". Może jestem świrem, ale te utwory po prostu na mnie działają, bo są przepiękne.


Bells of Notre Dame (Disney's Hunchback) METAL cover - Jonathan Young & Caleb Hyles Caleb Hyles i Jonathan Young to w ogóle dwa …