Przejdź do głównej zawartości

7 DNI - Tworzę nowe plany, jem, czytam i KOCHAM!

Znowu obsuwa w pisaniu. Tym razem mniejsza, bo publikuję ten tekst ledwo dwa dni później od zaplanowanego momentu. Mimo to nie wiem od czego zacząć – nie potrafię sobie przypomnieć bez kalendarza przed oczami, co ciekawego działo się ostatnio.

A może to wcale nie przez odkładanie pisania na potem?


Czas zwyczajnie ucieka mi między palcami, z każdym dniem coraz gorzej. O 19 jest już praktycznie ciemno. Wracam ze szkoły o 16, jem obiad… a na zegarze widzę 17. Usiądę do komputera – 18. Usiądę do lekcji – błyskawiczny sprint wskazówek zegara do 22. Z niczym się nie wyrobiłam. I tak codziennie.

Patrząc na to pesymistycznie, mam ochotę położyć się, zakopać pod kołdrą i rozpłakać. Ale nie ma tak łatwo – należy spojrzeć przychylniej i zapytać samego siebie „Jakie ta sytuacja daje mi możliwości?”

Póki co znalazłam trzy. Lepsze ogarnięcie swojego planu dnia. Odrzucenie wszelkich rozpraszaczy. Ustalenie życiowych priorytetów. Tym zajmowałam się przez miniony tydzień. I wciąż się z tym borykam – jednak teraz jest lżej. Lwia część rozważań już za mną.


Z waszych reakcji na poprzednie podsumowania tygodnia wynika, że najbardziej interesujące jest to, co dzieje się w mojej głowie. Każdy tydzień przynosi nowe wydarzenia, doświadczenia i kłopoty. Jednak finalnie, to nie one są ważne, tylko sposób, w jaki dzień po dniu przeobrażają człowieka. Nie dziwię się, że jest to interesujące – sama patrzę w ten sposób na rzeczy, które przytrafiają się innym.

Poprzedni tydzień był bardzo problematyczny. Przyszłość stoi pod wielkim znakiem zapytania – a przez to także teraźniejszość. Jednak w tym przypadku, nie podsunę wam żadnego rozwiązania, które wytworzyło się w mojej głowie. Tego rozwiązania wciąż brakuje, zwłaszcza po decyzjach, które zostały odwołane, a wydawały się tak pewne. Czuję, że od tego magicznego „wiem!” jestem jeszcze dalej, niż powiedzmy miesiąc temu.


Jedyne co robię, to wciąż idę – pracuję nad sobą i szukam drogi, która gdzieś mnie poprowadzi.
Celowo nie zdradzam szczegółów – gdy krzyknę Eureka! i podejmę stanowcze decyzje – wtedy będę się tymi informacjami dzieliła.

Koniec strefy przemyśleń – czas na podsumowanie wydarzeń minionego tygodnia.


Poniedziałek – wycieczka do Warszawy na Festiwal Zup Świata. Linkuję wam artykuł dotyczący tego wydarzenia. Technikum hotelarskie jest w pewien sposób związane z gastronomią, więc wydawało się, że festiwal będzie w punkt trafionym pomysłem.


Moim zdaniem było… średnio. Raczej poniżej oczekiwań. Nauczyłam się za to robić Sarmale – coś jak gołąbki, tylko że mniejsze i w liściach winogron ;)

Po powrocie do domu czytałam „Wesele”. Co o nim sądzę, napisałam króciutko tutaj: klik!


Ale przynajmniej jest fotogeniczne ;)

Wtorek był moim osobistym świętem. Ulubionym dniem w tym roku. Miałam wrażenie, że unoszę się w powietrzu, jak balon nadmuchany helem. Dwa lata związku to nie tak mało – wystarczająco dużo, żeby zacząć się poważnie kłócić i godzić. Czas, po którym wszystkie karty są już wyłożone na stół, a te łaskoczące motylki w brzuchu albo giną, albo zmieniają się w coś absolutnie obłędnego.

Piękne, gdy po dwóch latach kochania kogoś uświadamiasz sobie, że motylki pozostały. Stały się większe i piękniejsze. I Ty także stałaś się „piękniejsza”, bo przy tej osobie rozkwitasz, jak przy nikim innym.


„Bo w życiu będziesz miał milion różnych mieszkań, miejsc, noclegowni i domów, ale jeśli obecność drugiej osoby sprawia, że w każdym czujesz się tak samo dobrze, to…
… to jesteś w domu.”

Jeden z moich ulubionych cytatów od Marty.

Przy nim jestem w domu. I mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała go opuszczać. Dziękuję za cudowne dwa lata życia.

W poniedziałek i wtorek świętowaliśmy naszą drugą rocznicę. Najpierw obiadem w restauracji. Potem jedzeniem lodów w McDonaldzie ;) I oglądaniem ulubionego serialu. Czyli tak, jak tygryski lubią najbardziej.





Środa i czwartek to typowe, nudne dni ze szkolnego tygodnia. Po powrocie do domu udało mi się kilka razy zrobić trening – wracam na dobre, zdrowe tory. Ostatnio coraz więcej się ruszam i bardziej dbam o to co jem. Do studniówki zostało kilka miesięcy, a do tego czasu chciałabym poprawić trochę wygląd moich nóg… i brzucha. Żeby żadna sukienka nie okazała się „zbyt opięta”! :D

W piątek pojawił się tekst z serii „Przeczytane” – same dobre pozycje książkowe, dużo o tolerancji i ludzkim postępowaniu. Zainteresują tych, którzy lubią tematy psychologiczne.


Teraz czytam „Cud chłopaka”, który mnie urzekł. Ale więcej o tym napiszę innym razem.

Obejrzałam także „To the Bone”, czyli po polsku „Aż do kości”. Bardzo szczery i prawdziwy film o anoreksji, która jest (niestety) tematem mi bliskim. Na samym początku widnieje ostrzeżenie, że nie powinny oglądać go osoby tkwiące w tej paskudnej chorobie i absolutnie się z tym zgadzam. O tym też napiszę więcej innym razem, bo temat zdecydowanie wart jest osobnego wpisu (lub kilku, z moim bagażem doświadczeń)


W sobotę tak naprawdę znowu musiałam wybrać się do szkoły, na fakultety dla maturzystów z języka Polskiego. Brrr…

W niedzielę opublikowałam genialny przepis: makaron z sosem serowo-dyniowym! Dynia ogólnie była częstym składnikiem moich potraw w tym tygodniu. W owsiance, z syropem klonowym - niebo!

Koniec tygodnia. Zaczynamy październik. Wrzesień zaskoczył mnie cudowną, słoneczną pogodą – idealną na robienie zdjęć.




Ten miesiąc niestety (pogodowo) zapowiada się dużo gorzej.

Co poradzić skoro powoli…. Winter is coming.

Mam jednak nadzieję, że mimo szarego dnia, zachowacie słoneczną pogodę w serduchu.


Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Dobre posunięcie z postanowieniami, a szczególnie z odstawieniem rozpraszaczy. Ona zajmują najwięcej czasu. :) Gratuluję dwóch lat w związku, dużo miłości! :) Pozdrawiam i obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Najważniejsze, że wciąż poszukujesz ;) życzę odrobinę więcej optymizmu- głowa do góry i trzymam kciukasy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głowa do góry - postaram się :D Czasem jest ciężko, więc dziękuję że trzymasz kciuki! :)

      Usuń
  3. Super czyta się to, co piszesz :) niby tydzień, a tak wiele się może dziać w życiu
    Gratuluję dwóch lat, oby było ich jak najwięcej, skoro jest tak dobrze
    Fajnie, że zamieszczasz robione zdjęcia, zawsze to jakiś delikatny przerywnik :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst bez tych zdjęć prawdopodobnie nikogo by nie zachęcił :D Sama też wolę czytać artykuły pełne zdjęć i obrazków :) Dziękuję bardzo! :) Pozdrawiam!

      Usuń
  4. a ja powiem, że fajne zdjęcia wstawiłaś do tego postu:)
    www.flare.com.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! :D Staram się jak mogę, ale wciąż mam problemy z regularnością robienia zdjęć - na kolejny tydzień mam ich niestety tak mało...

      Usuń
  5. Super!

    http://start-afire.blogspot.com/2017/10/jak-stac-sie-prawdziwie-szczesliwym-5.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeżeli chodzi o film Aż do kości to również uważam, że jest dobry, ponieważ wywarł na mnie duże wrażenie i pozytywnie zaskoczył, a jednocześnie zobaczyłam kolejny raz jak anoreksja niszczy nie tylko organizm, ale i psychikę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajne podsumowanie. Powodzenia w przygotowywaniu się do studniówki i do matury. Na szczęście to już dawno za mną. A jeśli chodzi o "Wesele" to dobrze tą książkę wspominam. A ta książka, którą teraz czytasz to strasznie mi się spodobała okładka. Jeśli napisze o niej w jakimś poście, chętnie przeczytam!

    https://nasze5minut.wixsite.com/nasze5minut

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością o niej napiszę :) Właściwie cieszę się, że studniówka i matura przede mną. Niby sporo stresu i spiny... ale tak naprawdę przeżycie jedyne w swoim rodzaju :D

      Usuń
  8. Powodzenia w przygotowaniach do matury. Ja mam jeszcze tydzień wakacji.

    OdpowiedzUsuń
  9. ja również niestety mam problem z systematycznością ale trzeba z tym walczyć :)
    fajny wpis i super zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5 grzechów blogera! Jak blogować, by ktoś nas czytał?

To już setny wpis na tym blogu! I choć ostatnimi czasy moja aktywność tutaj ogranicza się do jednego wpisu tygodniowo, to spokojnie - jestem, żyję. I w dalszym ciągu obiecuję, że częstotliwość pisania się poprawi. Mam burzliwy i bardzo wymagający czas w życiu, musicie mi wybaczyć.

Piszę bloga od 1,5 roku. Napisałam 100 tekstów. Nie jest to liczba zaskakująca, choć przyznaję, że powoli zaczyna napawać mnie dumą. Przez ten czas jednak popełniłam masę błędów, które widzę już teraz. Niektóre poprawiłam, z innymi dalej staram się walczyć.

W błędach nie ma nic złego - w końcu nikt mnie blogowania nie nauczył! Nikt nie odpowiedział na pytania: Jak blogować? Jak się promować? Jak zebrać grupę lojalnych czytelników? Ja postaram się dzisiaj, na własnym doświadczeniu, odpowiedzieć na pytanie: Jak NIE blogować? Czego uniknąć, żeby nie zaliczyć totalnej blogowej klapy.

Oto 5 grzechów głównych blogera!1. Nieregularne pisanie

Oj... najgorsze z przewinień, którego dopuszczam się cały czas. Bo nie mam…

10 rzeczy, na które warto wykorzystać wakacje (+konkurs!)

Przede mną długie miesiące wakacji. W zasadzie już jeden z nich mi zleciał, sama nie wiem kiedy. Jako tegoroczna maturzystka spotkał mnie w końcu przywilej czterech miesięcy wakacji! Póki co ich przebieg jest dość schematyczny, o czym mogliście przeczytać chociażby w podsumowaniu: 7DNI. Ale nie przesądzajmy, że reszta również taka będzie. Mam nadzieję, że do października uda mi się zrealizować, prócz pracy, jeszcze jakiś wakacyjny "goal".


A nawet jeśli nie - chciałabym podzielić się z wami moimi pomysłami na ciekawą aktywność wakacyjną. Na co wykorzystać te dwa (a dla niektórych więcej) miesiące swobody? Zapraszam do czytania wszystkiego, a dla niecierpliwych  tytułowy konkurs znajduje się na samym dole!

Nauka języka obcego

Jedna z lepszych rzeczy, które można zrobić w wakacje! Sama planuję rozpocząć coś od lipca (jeśli starczy mi czasu, bo wiadomo jak to z planami bywa). Możemy uczyć się angielskiego, niemieckiego lub... spróbować z czymś bardziej egzotycznym! Może arabski? …

Ulubieńcy ostatnich tygodni - MUZYKA!

Chciałam napisać coś bardziej ambitnego, ale przez duże dawki pracy i chroniczne zmęczenie po prostu nie dawałam rady. Mam kilka tytułów w szkicach. Kilka rozpoczętych tekstów. Czekają na dokończenie, ale dzisiaj zaoferuję Wam coś lżejszego. Kilka inspiracji na wakacje, kilka moich ostatnich ulubieńców. Czego posłuchać? Czego ja słucham? Nieczęsto piszę tego typu teksty, tym razem jednak rzeczy, które warto sprawdzić, jest naprawdę sporo.


Deliver Us (Prince of Egypt) Cover by Caleb Hyles and Jonathan Young. Prawdziwy fenomen ostatnich tygodni. Nie jestem osobą religijną, ale uwielbiam muzykę dotyczącą religii. Nieważne, czy to ścieżka z bajki "Książę Egiptu" (fenomenalnej historii zresztą) czy musicalowa wersja Męki Pańskiej w "Jesus Christ Superstar". Może jestem świrem, ale te utwory po prostu na mnie działają, bo są przepiękne.


Bells of Notre Dame (Disney's Hunchback) METAL cover - Jonathan Young & Caleb Hyles Caleb Hyles i Jonathan Young to w ogóle dwa …