Przejdź do głównej zawartości

7DNI - krótki wpis, bo choroba ukradła mi tydzień!

Od zawsze cieszę się super dobrą odpornością, dzięki której nic nie jest w stanie mnie złamać. Nawet napisałam o tym w 50 faktach o mnie.

Cóż… Podobno wyjątek potwierdza regułę. W tym tygodniu choroba rozłożyła mnie na łopatki. Zaczynając od bólu gardła, przez katar, a kończąc na takiej chrypie, że ledwo dałam radę wymówić słowo. Wybaczcie – nie spodziewajcie się niesamowitej ilości zdjęć i inspirujących wydarzeń w tym tygodniu, skoro jedyne co mogłam robić to leżeć. I starać się ozdrowieć.



W poniedziałek jeszcze byłam w szkole, kompletnie nie spodziewając się tego, co za chwilę mnie dopadnie. Zaczęło się we wtorek i w zasadzie w dalszym ciągu nie jest idealnie, ale już od jutra zaczynam normalnie funkcjonować.

Ten tydzień był prawie jak wyjęty z życiorysu.

Mówię „prawie”, bo było trochę stresu – musiałam wysłać dokumenty w sprawie stypendium, ale ich jeszcze nie wypełniłam, a nie mogłam wypełnić skoro byłam chora, przywiązana do łóżka i ciepłej kołderki. Musiałam specjalnie jechać do szkoły, a potem okazało się, że jest problem z uzupełnieniem jednej informacji… potem z wydrukowaniem, bo tuszu w drukarce zabrakło... A termin wysłania był na już. Grrr, nie cierpię takich sytuacji, całe szczęście wszystko za mną.


Poza tym, mówię „prawie”, bo w zasadzie w czwartek pojechałam do kina. Bilet był już dawno opłacony, a miałam straszną ochotę zobaczyć ten film na dużym ekranie. Otuliłam się w płaszczyk, ciepły szalik i poszłam. „Ostatnia rodzina” jako film biograficzny mnie zachwycił – piekielnie zainteresował postacią Beksińskiego, a to chyba najważniejsze w tego typu produkcjach. Niektóre ujęcia bardzo przypadły mi do gustu. Pewne niedopowiedzenia sprawiły, że zaczęłam poznawać na własną rękę historię artysty.


I po raz ostatni – mówię „prawie”, bo czas spędzony w łóżku dał mi możliwość przeczytania naprawdę genialnej książki. Carlos Ruiz Zafon jest moim mistrzem od kiedy przeczytałam „Księcia mgły” . Od dawna zabierałam się za jego najsłynniejsze dzieło – „Cień wiatru” (teraz w odnowionym wydaniu - klik!). Odkładałam czytanie nie tylko ze względu na grubość, ale również ze strachu, że moje zauroczenie stylem autora zostanie zburzone. Że ta powieść już mnie tak nie porwie. Nie zachwyci.


Po przeczytaniu te obawy okazały się kompletnie niesłuszne. Każdy kolejny rozdział porywał mnie coraz głębiej i zachwycał coraz mocniej. Nastrój tajemnicy, a czasem i grozy, genialna i niebanalna historia oraz realistyczne postacie. To wszystko spisane w typowy dla Zafona sposób – wyszukany i barwny język, ale bez przesady. Połączenie poetyckości, literackiego kunsztu z czymś bardziej przyziemnym – dzięki czemu każdy czytelnik może bez problemu wgryźć się w historię.
Serio polecam. Podsumowanie tygodnia teoretycznie nie jest od opisywania książek (od tego mam „Przeczytane”), ale w tym wypadku praktycznie cały tydzień poświęcony był tej jednej książce.


W tym tygodniu udało mi się wstawić dwa całkiem niezłe teksty:

Dlaczego warto obejrzeć Rick and Morty? – koniecznie sprawdźcie! Serial, którego aż żal nie znać.

50 faktów o mnie – wspomniałam o tym już wcześniej. Wpis jest trochę osobisty, ale mam nadzieję, że dzięki temu bardziej mnie poznacie! ;)

I naprawdę… nie mam co więcej napisać jeśli chodzi o ten tydzień. A chyba lepiej nic nie mówić, niż zalewać was bezsensownymi informacjami.

Mam nadzieję w nadchodzącym tygodniu wstawić minimum 3 teksty... ale może być ciężko. Praktycznie cały tydzień jest w kalendarzu rozpisany w obowiązkach - głównie nauka, sprawdziany, lektury i konkurs z historii. Ale postaram się coś ciekawego zdziałać ;) W taki sposób, żeby za tydzień było więcej do napisania w podsumowaniu.

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Życzę szybkiego powrotu do pełnego zdrowia! :)
    Chorowanie to nic fajnego ale jak widać nawet z najgorszych momentów może powstać coś dobrego!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdrawiam! I dziękuję za życzenia, bo wierzę że to właśnie dzięki nim teraz jest dużo lepiej :)

      Usuń
  2. Jesień to taki czas chorobowy, my kończymy właśnie antybiotyk iż angina Nam się przypałętała.
    Szybkiego powrotu do formy Kochana.
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, teraz już jest dobrze :) Wzajemnie!

      Usuń
  3. Ciekawy wpis, chociaż szkoda, że dodajesz z filtrami ze snapa.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    https://wiktoria7olczak.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czuję się wystarczająco fotogeniczna, żeby tych filtrów nie używać :D Zwłaszcza gdy jestem chora ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Ostatnia rodzina to film, na który zobaczyć, mam nadzieję, że mi się uda. Zawsze choroba jest w nieodpowiednim momencie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ale np. Choroba jest też okazją do zostania w domu i nadrobienia wszystkich genialnych filmów... więc nie jest aż tak źle, trzeba szukać pozytywów :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5 grzechów blogera! Jak blogować, by ktoś nas czytał?

To już setny wpis na tym blogu! I choć ostatnimi czasy moja aktywność tutaj ogranicza się do jednego wpisu tygodniowo, to spokojnie - jestem, żyję. I w dalszym ciągu obiecuję, że częstotliwość pisania się poprawi. Mam burzliwy i bardzo wymagający czas w życiu, musicie mi wybaczyć.

Piszę bloga od 1,5 roku. Napisałam 100 tekstów. Nie jest to liczba zaskakująca, choć przyznaję, że powoli zaczyna napawać mnie dumą. Przez ten czas jednak popełniłam masę błędów, które widzę już teraz. Niektóre poprawiłam, z innymi dalej staram się walczyć.

W błędach nie ma nic złego - w końcu nikt mnie blogowania nie nauczył! Nikt nie odpowiedział na pytania: Jak blogować? Jak się promować? Jak zebrać grupę lojalnych czytelników? Ja postaram się dzisiaj, na własnym doświadczeniu, odpowiedzieć na pytanie: Jak NIE blogować? Czego uniknąć, żeby nie zaliczyć totalnej blogowej klapy.

Oto 5 grzechów głównych blogera!1. Nieregularne pisanie

Oj... najgorsze z przewinień, którego dopuszczam się cały czas. Bo nie mam…

10 rzeczy, na które warto wykorzystać wakacje (+konkurs!)

Przede mną długie miesiące wakacji. W zasadzie już jeden z nich mi zleciał, sama nie wiem kiedy. Jako tegoroczna maturzystka spotkał mnie w końcu przywilej czterech miesięcy wakacji! Póki co ich przebieg jest dość schematyczny, o czym mogliście przeczytać chociażby w podsumowaniu: 7DNI. Ale nie przesądzajmy, że reszta również taka będzie. Mam nadzieję, że do października uda mi się zrealizować, prócz pracy, jeszcze jakiś wakacyjny "goal".


A nawet jeśli nie - chciałabym podzielić się z wami moimi pomysłami na ciekawą aktywność wakacyjną. Na co wykorzystać te dwa (a dla niektórych więcej) miesiące swobody? Zapraszam do czytania wszystkiego, a dla niecierpliwych  tytułowy konkurs znajduje się na samym dole!

Nauka języka obcego

Jedna z lepszych rzeczy, które można zrobić w wakacje! Sama planuję rozpocząć coś od lipca (jeśli starczy mi czasu, bo wiadomo jak to z planami bywa). Możemy uczyć się angielskiego, niemieckiego lub... spróbować z czymś bardziej egzotycznym! Może arabski? …

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie…