Przejdź do głównej zawartości

7DNI - samochód, dobre filmy i ludzie, których nie szanuję

Zacznijmy od tego, że jestem bardzo zadowolona z tego tygodnia. I prawdopodobnie nie przekażę tego tak, jakbym chciała. W końcu co tydzień robię to samo – chodzę do szkoły. Popołudniami trochę się uczę, trochę czytam, oglądam filmy i piszę. Nie jestem duszą towarzystwa, a nawet gdybym była, to z aktualnym grafikiem, napiętym do granic możliwości, wiele towarzyskich spotkań bym nie miała.

A mimo to ten tydzień był inny niż poprzedni. Książki bardziej się podobały, filmy były lepsze. Samoocena na dziwnie wysokim poziomie. Bardziej produktywne wykorzystywanie czasu. A wewnętrznie spokój, wdzięczność i duma.


Żadnej z tych rzeczy nie przedstawię na zdjęciach. Trudno mi także wskazać dokładną sytuacje, która wpłynęła na taki stan rzeczy. Więc musicie mi uwierzyć na słowo, że w porównaniu do poprzednich tygodni – ten był genialny.

Z tą wiedzą rozpocznijmy podsumowanie – co się działo?

W poniedziałek podjęłam decyzję o pojechaniu do szkoły samochodem. Prawo jazdy mam od grudnia zeszłego roku, a mimo to rzadko kiedy jeździłam. Powód? Właściwie dwa.

 Pierwszy to nic nadzwyczajnego – brak własnego samochodu, pożyczanie od rodziców nie zawsze było możliwe. Drugi, zdecydowanie mocniejszy – po prostu się bałam. Nikt nie rodzi się świetnym kierowcą, ale ja podświadomie miałam zakodowane, że jeżdżę gorzej od wszystkich. Blokada nie do pokonania – wolałam o 7 rano wsiąść na rower i później do autobusu, niż wyjechać kilkadziesiąt minut później i bezproblemowo zaparkować sobie pod szkołą.


Pogoda w poniedziałek była tragiczna. Piekielny wiatr, deszcz i namowy siostry (która też chciała mieć podwózkę) zmusiły mnie do prowadzenia auta. Nic się nie stało. Bezpiecznie dojechałam.

I przełamałam się na tyle, że jeździłam tak przez cały tydzień ;)

Dla kogoś coś naturalnego, dla mnie – zdecydowanie coś wielkiego. Także duma mnie rozpiera, że to prawo jazdy w końcu się do czegoś przydaje.

We wtorek wieczorem – Halloween. Planowaliśmy z chłopakiem przebranie się i maraton horrorów – ostatecznie ta druga część nie doszła do skutku i oglądaliśmy coś innego. Jestem zbyt strachliwa. Wyskakujące w najmniej odpowiednich momentach zjawy, krzyki i przerażająca muzyka, mogą mnie w prostej linii doprowadzić do zawału.


Niestety, swoim przebraniem się nie pochwalę – byłam kotkiem, ale zapomniałam zrobić zdjęcia. Taka zdolna ze mnie blogerka.

W środę Wszystkich Świętych – czas refleksji, zadumy, a przede wszystkim spotkania z bliskimi. Tymi, którzy odeszli, a także tymi żyjącymi – obiadek u babci i zabawa z najmłodszą, ledwie kilkuletnią częścią rodziny. Było dobrze, wolny dzień w końcu dał mi szansę „odetchnąć”


Tego dnia powstał też tekst dotyczący życia – czy aby na pewno przeżyjesz wszystko przed śmiercią? Spełnisz te „nierealne marzenia” czy będziesz wędrował tylko między pracą – lodówką – telewizorem? Moje przemyślenia znajdziecie tutaj: KLIK!

W czwartek intensywna nauka – w końcu nie byłaby to klasa maturalna, gdybym nie żaliła się co tydzień na nawał nauki. Dziwne, nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. W sensie, zawsze w ciągu roku były cięższe i lżejsze okresy. Tym razem lekko nie jest wcale.


Ale to także skutek tego, co sama sobie narzucam. Z pewnością gdybym nie chciała tu pisać, byłoby mi trochę łatwiej. Ale chcę – pisanie jest pasją, a nie obowiązkiem.

Nie cierpię natomiast, gdy ktoś bez mojej zgody próbuje narzucić mi dodatkowe zajęcia. Bez pytania, stawiając mnie przed faktem dokonanym. Lub gdy nie rozumie słowa „nie”.

Właśnie w czwartek miałam taką sytuację – nie chcę się w to dokładnie zagłębiać. W skrócie tak jak napisałam przed chwilą – ktoś dawał mi „propozycję nie do odrzucenia”, która teoretycznie byłaby dla mnie czymś okej, bez większej szkody, ale po prostu nie mam aktualnie głowy na takie głupoty. Grzecznie odmówiłam. Raz. Drugi. Trzeci. I niestety – także wiele innych razy… Nie mogłam postawić się zbyt stanowczo, bo to mogłoby grozić przykrymi konsekwencjami. Ostatecznie wyszło na moje, ale to, ile razy musiałam się tłumaczyć, było przerażające…


To, że ktoś jest wyżej w „hierarchii” ode mnie nie oznacza, że muszę spełniać każdą zachciankę tej osoby. Zwłaszcza, że to nie był mój obowiązek. Tylko propozycja – bo to miało być „dobre” dla mnie.

Pewnie mieliście już nieraz taką sytuację, że ktoś nalega i naciska, mimo że z całych sił próbujecie się wywinąć. Okropne zachowanie.

Nie szanuję ludzi, którzy nie szanują decyzji innych, a w tym wypadku – także ich czasu.



W piątek pojawił się tekst na blogu dotyczący moich ukochanych musicali KLIK! Naprawdę warto zajrzeć, jeśli macie chwilę wolnego czasu. Nawet jeśli nie przepadacie za tego typu klimatami. Kto wie? Może was przekonam.

W sobotę klasycznie dzień rozpoczęty od sprzątania domu, a potem zestaw: mój ukochany + filmy. W międzyczasie trochę nauki, ale oszczędzę wam szczegółowego opisu randki z podręcznikiem.

W końcu obejrzałam „Imperium” – film o agencie FBI, który infiltruje grupę terrorystyczną, żeby przeszkodzić jej w tworzeniu bomby. Scenariusz bardzo dobry, podobnie jak zdjęcia. Fajny obraz tego, co wpływa na człowieka - dlaczego dobrzy ludzie czynią zło? No i genialna gra aktorska Daniela Radcliffe’a (bliżej znanego jako Harry Potter – 50 punktów dla Gryffindoru!)


W niedzielę natomiast „Interstellar” i… to było coś. Dostało ode mnie 10/10 na Filmwebie. Film dla ludzi z otwartą głową i sercem. Mnóstwo wiedzy na temat fizyki, którą nawet przysłowiowy Kowalski może zrozumieć. Wizja świata, który może nam kiedyś pozostać – i próba odnalezienia nowego miejsca we Wszechświecie dla ludzkości.


A z drugiej strony, każdy naukowiec w tym filmie to bezbłędnie zagrany człowiek pełen uczuć. Rozdarcie między ratowaniem świata, a pozostaniem z rodziną. Ludzie tchórzliwi, którzy skazaliby innych na zagładę oraz Ci odważni, którzy poświęcając siebie pragną ratować bliskich.

Bardzo ogólnikowo, bo nie chcę niczego spojlerować – polecam ten film z całego serca!

Tyle z zeszłego tygodnia. Dajcie znać jak wam minęły te pierwsze listopadowe dni. A jeśli macie ochotę jeszcze coś poczytać, polecam:

Poprzednie podsumowanie tygodnia - klik! ;)

15 filmowych inspiracji na jesień - sama z chęcią skorzystam z kilku propozycji - klik!


Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. My ogólnie też fajnie minął ten tydzień. Pomimo napiętego grafiku (jak Twój), dałam rade i świetnie zaczęłam kolejny tydzień!

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!
    https://livetourevel.blogspot.com/2017/11/ulubiency-pazdziernika.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! Z miłą chęcią zajrzę ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Dopiero będę przystępować do kursu na prawo jazdy i tak jak Ty wiem, że mam pewne obawy co do samej jazdy. Bardzo podoba mi się fakt, że potrafiłaś się do tego przyznać. Jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem - podoba mi się Twoja szczerość. Cieszę się także, że w końcu się przełamałaś i że ten tydzień był dla Ciebie udany!
    Ciekawie piszesz, będę zaglądać częściej i zapraszam Ciebie także do siebie www.drazkowska.blogspot.com może też Ci się spodoba?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ta moja szczerość w jakiś sposób przełamie Twoje obawy! <3 Sama lubię, gdy bloger jest szczery odnośnie swojej osoby - to czasem pomaga, bo moje "wielkie problemy" nagle okazują się czymś, co spotyka kogoś innego. To pociesza i pomaga rozwiązywać różne sprawy ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ja także panicznie boję się horrorów i nigdy nie oglądnę chyba żadnego :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie wystarczy zwiastun, żeby się mega bać :D Co dopiero cały film xD

      Usuń
  4. Ja za to odwrotnie, kocham horrory i jeśli są jakieś maratony w kinie to jestem na nich! haha :) Ja będę zdawać za kilka miesięcy prawo jazdy i mega się boję :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za Ciebie kciuki! Na pewno dasz sobie radę ;) Zazdroszczę silnych nerwów na horrory, haha :D

      Usuń
  5. Wiem, że to archiwalny wpis, ale pierwsze na co zwróciłem uwagę jako maniak samochodów, to świecąca kontrolka "Check Engine" na pierwszym zdjęciu. Aż mnie zmroziło, ale mam nadzieję że z autem wszystko okej? :D A tak ogólnie przyjemny wpis i ciekawa forma podawania informacji z życia. Porozglądam się jeszcze po blogu, może znajdę coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z samochodem wszystko dobrze, spokojnie :D Cieszę się, że spodobał Ci się blog - zapraszam do zaglądania częściej :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

7DNI - Podsumowanie maturalne!

Najważniejsza część tak zwanego ,,egzaminu dojrzałości” już za mną. Wszystkie podstawy i dwa rozszerzenia – na zbliżający się tydzień zostało mi tylko rozszerzenie z geografii i maturki ustne.

I mogę szczerze powiedzieć, że jestem mega szczęśliwa na myśl o końcu tej egzaminowej gorączki. W moim życiu nastąpią teraz duże zmiany. Strasznie się wszystko nawarstwia, jeden termin pogania drugi, istny bajzel, a intensywna nauka była najgorszą przeszkodą w odgracaniu swojego życia (i głowy).
Za chwilę nastąpi ten długo wyczekiwany czas ,,po maturach” – więc już nie będzie żadnych przeszkód (ani potencjalnych wymówek).

Ale jeszcze na chwilę wrócę i opiszę swoje wrażenia, bo chyba część z Was na to czeka. Jak mi poszło i jak oceniam trudność tegorocznych matur?
Polski podstawowy – podeszłam do tematu bezstresowo, przygotowywałam się mało, bo byłam pewna swojej wiedzy zczterech lat. I w zasadzie nie wyszło mi to aż tak źle. Zadania z czytania ze zrozumieniem były trudne, a przynajmniej trochę bar…

Prezenty na Dzień Matki! (12 pomysłów)

Dzień Matki się zbliża (to za niecałe dwa tygodnie), a Ty wciąż nie masz prezentu? Wstyd i hańba! Oczywiście żartuję - sama jak zwykle z kupnem/zrobieniem odpowiedniego prezentu czekam na ostatnią chwilę. Jak zwykle brakuje czasu, okazji i... pomysłów.


W tym ostatnim aspekcie postanowiłam Was trochę poratować. Bo choć może nie jestem mistrzem kreatywności, z pewnością mam trochę odmienne spojrzenie na tę kwestię. A czasem inna perspektywa wystarczy, żeby dobrać najbliższej osobie, w tym wypadku mamie, idealny prezent!

(zanim zaczniemy - pamiętajcie, że rejestrując się przez mój link i kupując z użyciem REFUNDER, otrzymujecie nie tylko dodatkowy rabat na zakupy, ale także 10 zł zwrotu za polecenie od przyjaciela!)

Bez przedłużania - pierwsze cztery propozycje to... książki!

Na tym się znam, więc spróbuję doradzić. Samo stwierdzenie ,,kup książkę" nie wystarczy - jest przecież tyle pozycji. Więc co dokładnie wybrać?

Katarzyna Nosowska ,,A ja żem powiedziała..."  - Szczera i odwa…

Jak pokonać stres przed maturą?

Wciąż siedzę przy podręcznikach i uzupełniam ostatnie małe braki w wiedzy. Ale do matury pozostało 5 dni – i w tym momencie, to już nie o wiedzę powinno się rozchodzić.
Przypuszczam, że nie tylko mnie powoli staje jakaś klucha w gardle, a w żołądku ściska. O maturze mówią wszędzie – w radiu, w telewizji, na tablicy na Facebooku, a w szkole to już od dawna nas straszyli...

Nic dziwnego, że gdzieś głęboko w umyśle biednego ucznia na myśl ,,matura za 5 dni", zazębia się strach. I ogromna dawka stresu.
A ja jestem wielką antyfanką tego ostatniego. Sama doświadczyłam, jak bardzo destrukcyjne działanie ma choćby taki malutki, niewinny stresik. I wcale nie mówię tu o wypadaniu włosów, czy problemach żołądkowych – wysoki poziom kortyzolu (hormonu stresu), utrzymujący się przez długi czas, sieje spustoszenie w istotnych narządach naszego ciała, jak serce czy płuca, zaburza całkowicie naszą gospodarkę hormonalną, a nawet prowadzi do trwałych uszkodzeń w mózgu!
Nie chcę straszyć, nie chcę s…