Przejdź do głównej zawartości

Jak zachować umiar w jedzeniu przy świątecznym stole?

Bądźmy szczerzy – większości z nas przydarzył się kiedyś poniższy scenariusz:

Wigilijna kolacja, następnego dnia obiadek u babci. W tle kolędy. W międzyczasie ciasta i ciasteczka. Spożywane w hurtowej ilości pierogi.

A 26 grudnia odkrywasz kilka dodatkowych kilogramów na wadze.

Jak to możliwe?! Cóż, żaden cud – duża ilość jedzenia i mało ruchu to idealny przepis na nową fałdkę na brzuchu. Czy da się jednak uniknąć tego jakimś sposobem w okolicach Bożego Narodzenia?


A może najpierw zadaj sobie inne pytanie: Czy warto?

No bo hej! Jestem ostatnią osobą, która doradzałaby przychodzenie na wigilię z własnym pudełkiem ryżu i warzyw (bez kurczaka, bo przecież post). To niedorzeczne! Święta są raz w roku – a od jednego dnia jedzenia jeszcze nikt nie przytył 5 kilogramów. Powiem więcej – żeby zwiększyć swoją masę ciała o przynajmniej jeden kilogram, organizm potrzebuje 7000 kcal nadwyżki! To żadne wymysły – tak wygląda biologia naszego organizmu.


Jeśli 26 grudnia zobaczysz na wadze trochę więcej – możesz być niemal pewny, że to woda (zatrzymana pod skórą przez cukier, sól lub alkohol) i resztki jedzenia.


Za to próba utrzymania swojego głodu/apetytu w ryzach powoduje stres – a ten już bezpośrednio przyczynia się do pogorszenia jakości zdrowia oraz… psucia samej atmosfery świąt. A to jest chyba ważniejsze?

Więc jeśli wyjaśniliśmy sobie te kwestia – nie odmawiaj babcinych pierogów, ciasta czy smażonego karpia. Wszystko jest dla ludzi.

Na co jednak powinieneś zwrócić uwagę?

Bo przecież piszę ten tekst o zachowywaniu umiaru w jedzeniu – a ten nie jest istotny tylko ze względu na wagę.


Przede wszystkim pamiętajmy o kwestiach zdrowotnych. Chyba nie chcesz trafić do szpitala z powodu zatrucia/niestrawności/przejedzenia? W Polsce bardzo dużo osób cierpi na te dolegliwości w okresie świątecznym. Nie są to odosobnione przypadku – sama rok temu trafiłam na chwilkę do szpitala (choć bardziej przez skurczony żołądek niż ogromne ilości jedzenia), więc radzę mieć kwestie zdrowotne na uwagę.

Druga sprawa to komfort psychiczny – nie chcemy mieć wyrzutów, że się objedliśmy. Nie chcemy się stresować, że waga pójdzie do góry, a sylwestrowa kreacja okaże się za mała. Ostatnie – komfort fizyczny – uczucie pękającego żołądka jest po prostu okropne.

Dlatego powinniśmy zadbać o odpowiedni przebieg wigilijnej kolacji.

Przechodzimy do sedna: Co zrobić, żeby się nie objeść?

1. Przede wszystkim – nie czekaj z jedzeniem do kolacji!

Jeśli codziennie zjadasz kilka posiłków dziennie, to czekania tego jednego dnia z pierwszym posiłkiem do pory kolacji będzie dla Twojego organizmu szokiem! Wprowadzasz go w stan paniki, a kiedy jedzenie w końcu się pojawi – rzucisz się na nie, bo jesteś zwyczajnie głodny. I zjesz zdecydowanie więcej niż powinieneś. Warto zacząć dzień od drobnego śniadania, owocu w ramach przekąski i malutkiego obiadu – wtedy w trakcie wigilii zwyczajnie nie będziesz chciał się objadać.


2. Bądź w ruchu.

Od rana pomagaj w gotowaniu i sprzątaniu. Jeśli nie masz zbyt dużo przygotować – warto pójść na krótki spacer. Podczas kolacji nie siedź cały czas przy stole – pobaw się z najmłodszymi członkami rodziny i pomóż gospodyni w sprzątaniu. Te czynności nie tylko pozwolą na spalenie kilku dodatkowych kalorii, ale przede wszystkim pobudzą Twój metabolizm i trawienie.


3. Pij dużo przed jedzeniem!

Picie przed jedzeniem pobudzi procesy trawienne i sprawi, że zjesz mniej. Nie polecam popijania posiłków – w tej kolejności czujemy się tylko coraz bardziej ociężali.


Pijemy przede wszystkim wodę, a po kolacji warto zaparzyć sobie miętę lub pokrzywę, które ułatwią pracę naszemu żołądkowi.

4. Rób sobie przerwy.

Możesz spróbować wszystkiego, ale nie na raz! Po zjedzeniu jednego posiłku zrób sobie przerwę – około 30 minut. W tym czasie trochę się poruszaj, porozmawiaj z kimś  bliskim – bo jedzenie to ta najmniej istotna (choć smaczna) część wigilii.

5. Zawsze miej coś na talerzu.


To może się wydawać dziwne – w końcu masz jeść co 30 minut, a nie cały czas. Ale jest to sprytny sposób na upierdliwe babcie i ciocie, które przez cały wieczór pytają „Czemu nic nie jecie? Może nałożę Ci pierożka?” Wtedy uprzejmie odpowiadasz, że masz i za chwilę zjesz. I nikt Ci nie wciska jedzenia na siłę :)

6. Skup się tylko na świątecznym jedzeniu!

Po co zapychać się pieczywem czy śledziami, które masz dostępne w sklepach przez cały rok? Sięgnij po to, co wyjątkowe i na co masz najbardziej ochotę. A jeśli organizujesz wigilię u siebie w domu i wiesz, że np. sernik zostanie jeszcze na następny dzień – to przyjemność z jego spożycia zostaw sobie na jutro.


Mam nadzieję, że ten tekst pomoże Wam przetrwać tegoroczne święta bez dodatkowych kilogramów i bólu brzucha.

Piszcie w komentarzach jakie Wy macie sposoby na unikanie świątecznego obżarstwa.

Do następnego!

Komentarze

  1. Ciekawy post. Ja tam nie lubię objadac się w święta. No bo ile można? Pozdrawiam:)
    http://take-a-pencil-and-draw-world-of-race.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że nikt nie objada się świadomie - jest to raczej problem braku kontroli, a nie celowego obżarstwa :D Ale masz rację - ile można, przyjemne to przecież nie jest :) Stąd pomysł na tekst. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Pati, świetny post �� te rady na pewno się przydadzą.
    Skoro o świętach mowa, to tutaj podsyłam taki maleńki prezencik. Pamiętam, że lubisz Hamiltona? ;) Już nie musisz słuchać tylko piosenek i oglądać animacji. https://youtu.be/hFHwjMMfPqc

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja na pewno będę jadła ponad normę, ale mam zamiar codziennie przebiec przynajmniej 7 km... taka rekompensata za obżarstwo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że rekompensata będzie rozsądna - zjedzenie trochę ponad normę to nie grzech ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

7DNI - Podsumowanie maturalne!

Najważniejsza część tak zwanego ,,egzaminu dojrzałości” już za mną. Wszystkie podstawy i dwa rozszerzenia – na zbliżający się tydzień zostało mi tylko rozszerzenie z geografii i maturki ustne.

I mogę szczerze powiedzieć, że jestem mega szczęśliwa na myśl o końcu tej egzaminowej gorączki. W moim życiu nastąpią teraz duże zmiany. Strasznie się wszystko nawarstwia, jeden termin pogania drugi, istny bajzel, a intensywna nauka była najgorszą przeszkodą w odgracaniu swojego życia (i głowy).
Za chwilę nastąpi ten długo wyczekiwany czas ,,po maturach” – więc już nie będzie żadnych przeszkód (ani potencjalnych wymówek).

Ale jeszcze na chwilę wrócę i opiszę swoje wrażenia, bo chyba część z Was na to czeka. Jak mi poszło i jak oceniam trudność tegorocznych matur?
Polski podstawowy – podeszłam do tematu bezstresowo, przygotowywałam się mało, bo byłam pewna swojej wiedzy zczterech lat. I w zasadzie nie wyszło mi to aż tak źle. Zadania z czytania ze zrozumieniem były trudne, a przynajmniej trochę bar…

Prezenty na Dzień Matki! (12 pomysłów)

Dzień Matki się zbliża (to za niecałe dwa tygodnie), a Ty wciąż nie masz prezentu? Wstyd i hańba! Oczywiście żartuję - sama jak zwykle z kupnem/zrobieniem odpowiedniego prezentu czekam na ostatnią chwilę. Jak zwykle brakuje czasu, okazji i... pomysłów.


W tym ostatnim aspekcie postanowiłam Was trochę poratować. Bo choć może nie jestem mistrzem kreatywności, z pewnością mam trochę odmienne spojrzenie na tę kwestię. A czasem inna perspektywa wystarczy, żeby dobrać najbliższej osobie, w tym wypadku mamie, idealny prezent!

(zanim zaczniemy - pamiętajcie, że rejestrując się przez mój link i kupując z użyciem REFUNDER, otrzymujecie nie tylko dodatkowy rabat na zakupy, ale także 10 zł zwrotu za polecenie od przyjaciela!)

Bez przedłużania - pierwsze cztery propozycje to... książki!

Na tym się znam, więc spróbuję doradzić. Samo stwierdzenie ,,kup książkę" nie wystarczy - jest przecież tyle pozycji. Więc co dokładnie wybrać?

Katarzyna Nosowska ,,A ja żem powiedziała..."  - Szczera i odwa…

Jak pokonać stres przed maturą?

Wciąż siedzę przy podręcznikach i uzupełniam ostatnie małe braki w wiedzy. Ale do matury pozostało 5 dni – i w tym momencie, to już nie o wiedzę powinno się rozchodzić.
Przypuszczam, że nie tylko mnie powoli staje jakaś klucha w gardle, a w żołądku ściska. O maturze mówią wszędzie – w radiu, w telewizji, na tablicy na Facebooku, a w szkole to już od dawna nas straszyli...

Nic dziwnego, że gdzieś głęboko w umyśle biednego ucznia na myśl ,,matura za 5 dni", zazębia się strach. I ogromna dawka stresu.
A ja jestem wielką antyfanką tego ostatniego. Sama doświadczyłam, jak bardzo destrukcyjne działanie ma choćby taki malutki, niewinny stresik. I wcale nie mówię tu o wypadaniu włosów, czy problemach żołądkowych – wysoki poziom kortyzolu (hormonu stresu), utrzymujący się przez długi czas, sieje spustoszenie w istotnych narządach naszego ciała, jak serce czy płuca, zaburza całkowicie naszą gospodarkę hormonalną, a nawet prowadzi do trwałych uszkodzeń w mózgu!
Nie chcę straszyć, nie chcę s…