Przejdź do głównej zawartości

Podsumowanie 2017 roku i kilka Noworocznych Postanowień!

Witam Was już w nowym roku 2018!

Myślałam o tym, żeby zrobić dwa osobne teksty – jeden na podsumowanie, a drugi na noworoczne postanowienia. Ale w czasie świątecznym sporo się działo, do komputera siadałam rzadko, do bloga jeszcze rzadziej.


Dzieląc tekst na dwa najzwyczajniej w świecie nie wyrobiłabym się na czas z publikacją. Dzisiaj już drugi stycznia. Czas zostawić sylwestrowo–noworoczne nastroje i ruszyć dalej!

Najlepsze wspomnienia z 2017 roku:

Spotkałam się z Anią z bloga aniamaluje w lutym – klik po zdjęcie! – jedna z moich ulubionych osób w internecie, a także inspiracja do założenia mojego własnego miejsca w sieci! Spotkanie było krótkie, ale jego skutek (czyli blog, na którym teraz jesteście) jest niesamowity.

Sporo podróży, między innymi pierwszy raz we Wrocławiu (klik!), Kraków, Wadowice i Zakopane (klik!) a także krótki wypad nad morze z chłopakiem (klik!)



Skończyłam z zaburzeniami odżywiania na dobre! Najważniejsze osiągnięcie tego roku o którym więcej napiszę już niedługo (patrz – postanowienia poniżej)

Jeden artykuł na blogu osiągnął ponad 2 tyś. wyświetleń – nie sądziłam, że stanie się to w ciągu niecałego roku, ale najwyraźniej bardzo się wam spodobał: klik!



Otrzymałam podwójne stypendium za wyniki w nauce!

Dostałam pieska!


Przeczytałam 40 książek, obejrzałam duuuużo seriali i jadłam mega pyszne rzeczy.


To był dobry rok.

Ale kolejny będzie lepszy.



Przejdę do sedna – ten czas ma być przełomowy. Wcale nie dlatego, że ja tak chcę – po prostu będzie się sporo działo. Wiele trudnych decyzji, ciężkiej pracy, a wokół tego jakiś rozwój osobisty i własne cele.

Nie wszystkimi postanowieniami się podzielę – jest kilka, które zostawiam tylko dla siebie.

Ale wychodzę z założenia, że prędzej zrealizuję część z nich, jeśli wam je wyznam. Motywacja staje się silniejsza – bo w końcu jak tu się poddać, gdy wszyscy wiedzą o moich zamiarach?

Będą mnie z nich rozliczać.

W takim wypadku trzeba dać z siebie 200%. A więc…

Postanowienie numer jeden – związane z blogiem! Ciągle go rozwijać, opublikować przynajmniej 100 tekstów (zdecydowanie realna liczba, w tym roku było ich 71), z czego każdy na minimum 500 odsłon. Zainteresować się bardziej tematem promocji, ogarnąć SEO i pozycjonowanie. Poprawić styl i zasób słownictwa, bo chociaż nie jest źle – zawsze mogłoby być lepiej. I jedno z ważniejszych w tym temacie: systematyczna obecność na Instagramie i Facebooku (link na dole)! Nie ma co ukrywać – ani jedno, ani drugie nie wygląda jak profil wzorowej blogerki.


Numer dwa – ogarnąć przyszłość! Bo właśnie ta czarna zmora nadchodzi do mnie wielkimi krokami, nie daje spać po nocy, a strach przed nią narasta z dnia na dzień. Zdać maturę tak dobrze, jak chcę! Podjąć decyzję w sprawie przyszłej kariery i studiów. Zacząć zarabiać na siebie w pełni i wynająć mieszkanie. To jest ta „przełomowość” o której mówiłam kilka akapitów temu. Kończę 20 lat, co brzmi strasznie. Muszę dorosnąć i podjąć dorosłe decyzje – a to brzmi jeszcze straszniej.


Po trzecie: Zgubić niepotrzebny tłuszczyk, ogarnąć dietę i wytłumaczyć wam, co się stało – rok temu zgubiłam 15 kilogramów, mimo że planowałam 7. Moje BMI wahało się między niedowagą, a niedożywieniem, a z powodów zdrowotnych kilka dni spędziłam w szpitalu i gabinecie psychologa.
W roku 2017 przytyłam z nawiązką – co wcale mnie nie dziwi. 

Najpierw przybierałam na wadze, żeby ratować własne życie, następnie dla zdrowia, a ostatecznie organizm po długim głodzie zmagazynował, co musiał. Uczę się akceptować własne ciało (klik!), ale hej! To długa historia. O szkodliwym „odchudzaniu”, zaburzeniach odżywania i stosunku do własnego ciała powstanie dużo tekstów. Powoli zbieram na to siły.

Nie planuję restrykcyjnej diety na kolejny rok, żeby nie przeżywać tego piekła od nowa. Chciałabym znowu regularnie ćwiczyć (3 razy w tygodniu) oraz jeść zdrowiej. I przebiec pierwsze 15 kilometrów!


To są moje priorytety – z tym, że punkt nr 3 traktować będę swobodniej, a najbardziej skupię się na dwójce.

Poza tym marzę o krótkim wyjeździe wakacyjnym (nie oczekuję nic wielkiego, zważając na duże wydatki związane ze studiami), chcę zrealizować moje wyzwanie czytelnicze (zachęcam do udziału KLIK!), zjeść w tym roku sushi i zadbać o włosy! Reszta wyjdzie w praniu – prawdopodobnie wiele rzeczy przydarzy się niespodziewanie.

Ale lubię ideę postanowień. A wy? Stworzyliście własne?

Macie coś, na czym najbardziej Wam zależy w tym roku?

Dajcie znać w komentarzu!

I… do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Gratuluję tylu wspaniałych sukcesów, szczególnie tego stypendium :*

    http://luxwell99.blogspot.com/2018/01/new-time-new-year-new-people.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne zdjęcia, gratuluję sukcesów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne postanowienia, ja właśnie zapisuję swoje plany noworoczne i cele na najbliższy rok. Oby udało Ci się wszystko zrealizować <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję sukcesów z 2017 roku i życzę powodzenia i wytrwałości w realizowaniu wszystkich postanowień na 2018. Opisanych tutaj oraz tych bardziej osobistych 😊
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! ) Wytrwałość zdecydowanie się przyda :D

      Usuń
  5. Gratulacje stypendium !!!
    Życzę Ci wytrwałości w nowych postanowieniach !!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mega, mega dużo osiągnęłaś. Super!

    OdpowiedzUsuń
  7. Moimi najlepszymi wspomnieniami też są podróże, oby ich bylo jeszcze wiecej w 2018!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie chyba nie da rady z większą ilością podróży w tym roku... Ale może coś się uda :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5 grzechów blogera! Jak blogować, by ktoś nas czytał?

To już setny wpis na tym blogu! I choć ostatnimi czasy moja aktywność tutaj ogranicza się do jednego wpisu tygodniowo, to spokojnie - jestem, żyję. I w dalszym ciągu obiecuję, że częstotliwość pisania się poprawi. Mam burzliwy i bardzo wymagający czas w życiu, musicie mi wybaczyć.

Piszę bloga od 1,5 roku. Napisałam 100 tekstów. Nie jest to liczba zaskakująca, choć przyznaję, że powoli zaczyna napawać mnie dumą. Przez ten czas jednak popełniłam masę błędów, które widzę już teraz. Niektóre poprawiłam, z innymi dalej staram się walczyć.

W błędach nie ma nic złego - w końcu nikt mnie blogowania nie nauczył! Nikt nie odpowiedział na pytania: Jak blogować? Jak się promować? Jak zebrać grupę lojalnych czytelników? Ja postaram się dzisiaj, na własnym doświadczeniu, odpowiedzieć na pytanie: Jak NIE blogować? Czego uniknąć, żeby nie zaliczyć totalnej blogowej klapy.

Oto 5 grzechów głównych blogera!1. Nieregularne pisanie

Oj... najgorsze z przewinień, którego dopuszczam się cały czas. Bo nie mam…

10 rzeczy, na które warto wykorzystać wakacje (+konkurs!)

Przede mną długie miesiące wakacji. W zasadzie już jeden z nich mi zleciał, sama nie wiem kiedy. Jako tegoroczna maturzystka spotkał mnie w końcu przywilej czterech miesięcy wakacji! Póki co ich przebieg jest dość schematyczny, o czym mogliście przeczytać chociażby w podsumowaniu: 7DNI. Ale nie przesądzajmy, że reszta również taka będzie. Mam nadzieję, że do października uda mi się zrealizować, prócz pracy, jeszcze jakiś wakacyjny "goal".


A nawet jeśli nie - chciałabym podzielić się z wami moimi pomysłami na ciekawą aktywność wakacyjną. Na co wykorzystać te dwa (a dla niektórych więcej) miesiące swobody? Zapraszam do czytania wszystkiego, a dla niecierpliwych  tytułowy konkurs znajduje się na samym dole!

Nauka języka obcego

Jedna z lepszych rzeczy, które można zrobić w wakacje! Sama planuję rozpocząć coś od lipca (jeśli starczy mi czasu, bo wiadomo jak to z planami bywa). Możemy uczyć się angielskiego, niemieckiego lub... spróbować z czymś bardziej egzotycznym! Może arabski? …

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie…