Przejdź do głównej zawartości

7DNI - Wielkie przygotowania i Studniówka!


Tydzień temu nie było podsumowania, bo moje życie jest po prostu zbyt nudne. I chociaż mi to nie przeszkadza, bo lubię monotonię, a aktualna praca kiedyś zaprowadzi mnie do ciekawszych miejsc... to na bloga monotonia się nie nadaje.

Ten tydzień jednak był pełen szaleństwa – zakupy, szykowanie się, w sobotę wielki bal, a w niedzielę... uznajmy, że niedzieli nie podsumuję ;)


Ciężko mi to opisywać, więc po prostu wstawię przebitkę ze zdjęciami. Ta część z Was, która uważa moje teksty za zbyt długie, tym razem będzie zachwycona!


W poniedziałek kupiłam ostatni istotny element ubioru, czyli buty. Zdecydowałam się na beżowe czółenka z dość niewysokim, ale stabilnym obcasem. Genialny wybór! I tak jestem wyższa od większości dziewczyn, a dzięki takim butom byłam pewna, że nie przewrócę się w połowie poloneza.
Buty z CCC, jeśli mnie wzrok nie myli to te: Klik!

Ostatnie przymiarki przed sobotą...


Polecam nie patrzeć na ten bałagan za mną.

Sukienka musiała być lekko zmieniona, żeby lepiej się układała. Niestety, w wyniku poprawek, strasznie ściskało mi szyję. Ale czego się nie robi na ten jeden, wyjątkowy wieczór w życiu...


Z fryzury jestem bardzo zadowolona - co jak co, ale tego właśnie chciałam. Mam cienkie włosy, jest ich mało i są poniszczone, a jednak pani fryzjerce udało się z nich coś wyczarować!

I w zasadzie fryzura była jedynym elementem, który ktoś wykonał za mnie. Zarówno makijaż, jak i paznokcie, to moja robota. I chociaż obawiałam się, że wyjdzie słabo, bo taki poważniejszy makijaż robię sobie raz na ruski rok... To wyszło naprawdę przyzwoicie.



No i paznokcie...



I tyle z przygotowań, żeby wyglądać... tak!


Wieczór był cudowny! Oczywiście bez tego pana obok ta Studniówka nie miałaby prawa istnieć... Więc jeszcze raz (tym razem publicznie) dziękuję za wspólnie spędzony czas!


Co na plus? Zdecydowanie fotobudka - dostępna przez całą imprezę - to genialny pomysł!

Na typowej ,,ściance" było dużo mniej osób chętnych do zdjęć, niż przed budką. Osobiście skorzystałam i z tego, i z tego, ale na zdjęcia ze ścianki przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać.


Kolejny plus to genialni ludzie obok, bo bez dobrego towarzystwa po prostu nie ma zabawy. Z minusów natomiast... niestety jedzenie - mało i średnio dobre. I słaby DJ. Parkiet na początku był całkowicie pusty, a gdy już się zapełnił, to i tak bez rewelacji.

Ale nie mam zamiaru narzekać - ogólne wspomnienia pozostają mega pozytywne!


Tak trochę nie wierzę, że to już za mną...

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKUINSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Przepięknie kochana wyglądałaś, cudowny makijaż! <3
    Ja studniówkę mam za rok, już się boję tych wszystkich przygotowań :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow wyglądałaś na prawdę cudownie <3
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie wyglądałaś i śliczną miałaś suknię! Wierzę, że studniówka to najlepszy spędzony czas, który warto zapamiętać, lecz niestety ja osobiście nigdy nie przeżyję tego uczucia, jak to jest mieć swój własny bal. Szkoda, że w szkołach zawodowych nie ma takich uroczystości i to powinni według mnie zmienić. Ja wtedy czułam się pokrzywdzona w tej kwestii :P
    http://lexxiajaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można wybrać się z kimś ;) Albo zortanizować coś a'la studniówka właśnie dla zawodówek. Chociaż pewnie to nie to samo ;)

      Usuń
  4. you look beautifull darling & beautifull dress..

    https://clicknorder.pk online shopping in pakistan

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie…

30 rzeczy, które pragnę osiągnąć przed 30!

Zacznijmy (jak zawsze) od krótkich wyjaśnień.

Ten tekst miał się pojawić lekko ponad miesiąc temu. Wtedy była ku niemu szczególna okazja - moje 20 urodziny. A na zrealizowanie poniższej listy byłoby równiutko 10 lat. Trochę mi jednak nie wyszło, cały czas mam jakieś nieprzewidziane "obsuwy", więc wybaczcie!

Fajnie jest mieć jakiś plan. W moim wypadku nadanie przyszłości konkretnych celów i spisanie ich w punktach działa motywująco. Jeśli coś nie zostało spisane (a tym bardziej - ogłoszone publicznie!), dużo łatwiej jest mi się z tego zrezygnować, zapomnieć lub wytłumaczyć przed samą sobą, że aż tak bardzo to mi nie zależy. A zazwyczaj zależy, tylko lenistwo bierze górę.


Cele stawiam sobie na początku każdego kolejnego roku, wraz z jakąś istotną zmianą w życiu i nawet na początku każdego kolejnego tygodnia. Zazwyczaj nie miałam dłuższego "biznes planu". Tym razem okres realizacji to 10 lat. Cholernie dużo czasu - choć pewnie pod koniec będę miała wrażenie, że minęło…

Czemu nauka angielskiego w szkole NIE DZIAŁA?

Nie jestem nauczycielem, profesorem, nikim zawodowo związanym z edukacją. Jestem (a właściwie byłam) uczniem, dopiero co skończyłam szkołę średnią, a w październiku zaczynam studia.

Ale  mogę powiedzieć z pewnością: jeśli system zakłada naukę angielskiego od zerówki do końca edukacji, czyli jakieś 13-14 lat, a mimo to wciąż większość uczniów nie osiąga wysokich wyników, a nawet nie potrafi się po ludzku porozumieć - to jest to tragicznie zły system. Bo idąc do szkoły językowej, na studia filologiczne lub wykonując dobry kurs (nawet samodzielnie) - jesteście w stanie dojść do perfekcji językowej w dużo szybszym czasie. Jakieś 3-4 lata, żeby zdawać najtrudniejsze egzaminy państwowe, choć umiejętność swobodnej komunikacji zdobylibyście pewnie po kilku miesiącach.

Szalone, co? Choć dla mnie - bardziej irytujące. Wałkowanie tych samych zadań, tych samych czasów, tych samych zagadnień przez kilkanaście lat. Absolutne ignorowanie tego, że niektórzy nie rozumieją podstawowych słów. I w drugą…