Przejdź do głównej zawartości

List pożegnalny? Czemu nie piszę, gdzie mnie szukać i co dalej z blogiem...

Ci z Was, którzy obserwują mnie i moje Story na Instagramie zapewne wiedzą, co chcę napisać. Dla pozostałych powstało to krótkie wyjaśnienie...

Jestem na blogu dużo rzadziej. Raz w tygodniu? Raz na 10 dni? To nigdy nie była moja docelowa liczba i przynajmniej co trzy dni mieliście ode mnie coś do przeczytania.


Powiem prosto – mam nawał obowiązków. Sytuacja się zmieniła trochę przed studniówką, ale teraz… teraz to jest szał. Wracam do domu, siadam do nauki, do pisania projektu stypendialnego (coś jak praca licencjacka, więc roboty jest dużo), sporo czasu tracę na czytanie i omawianie sobie dodatkowych lektur. W tym i przyszłym tygodniu czekają mnie próbne matury, które chciałabym już zdać na zbliżonym poziomie do tego planowanego na maj. Więc, mimo że do matury zostało 70 dni, musiałam ogarnąć sporo materiału wcześniej.

To nie jest tak, że się żalę. Wiem, że to co robię w tym momencie, szybko zaowocuje w przyszłości. Lubię się uczyć, zależy mi na dobrych wynikach z matury i pewnym dostaniu się na studia, a ogarnięcie projektu do końca spowoduje, że już w marcu będę mogła pozwolić sobie na dosyć dobry aparat. A co do aparatu, też jest częścią dalszego planu…


Cały czas ogarniam plany na przyszłość. Rozglądam się w ofertach pracy, ofertach mieszkań, zapisuję długoterminowe cele. To również zabiera mi kilkadziesiąt minut dziennie.

Pozostały czas przeznaczam na odpoczynek. Tego akurat nie jest dużo, zazwyczaj po 21 kończę ze wszystkimi obowiązkami i mam chwilę na włączenie odcinka ,,Pamiętników Wampirów” (tak, nie ma co się tłumaczyć, im więcej mam na głowie, tym lżejszych odskoczni szukam – czasem są to bajki, innym razem serial o dziewczynie i dwóch przystojnych wampirach)

I może mogłabym zamienić serial na pisanie na blogu. Sęk w tym, że te 40 minut mam, ale sił na myślenie… ani trochę. A wolę przemyślany, dobry tekst od byle jakiego bełkotu (ten dzisiejszy to tak tylko troszkę bełkot, ale chcę się wytłumaczyć)


Podsumowując – przeznaczam czas i całą energię na priorytetowo ważniejsze i bardziej pilne rzeczy. Za 70 dni wrócę do Was z całą masą nowości, a przynajmniej tak to planuję. Do tego czasu… coś tam na blogu będzie się pojawiać. Ale niezbyt dużo. Jak uda się wstawić 3 teksty w miesiącu, to będzie pięknie!

Zamiast bloga zapraszam Was na wcześniej wspomnianego Instagrama i FanPage – ich prowadzenie zajmuje zdecydowanie mniej czasu, niż pisanie, edytowanie, dobieranie zdjęć, umieszczenie linków, itd. Tam planuję być codziennie, przynajmniej na krótki ,,życiowy update”.

Poza tym założyłam Sarahah - jeśli chcecie, żebym poruszyła jakiś konkretny temat na blogu, albo macie mi coś innego do przekazania anonimowo to zapraszam: Klik! Odpowiedzi zamieszczę na InstaStory ;)

PS. Widzę, że mimo iż mnie tu nie ma, wciąż jest garstka osób, które zagląda i sprawdza bloga każdego dnia. Dzięki, że jesteście!

Do następnego!

Komentarze

  1. W takim razie powodzenia z nauką, obyś zdała tę maturę ze swoim wymarzonym wynikiem. Z tym planowaniem na przyszłość mam podobnie, mimo że do matury zostały mi dwa lata :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, już po i poszło mi nieźle! Wracam na bloga :)

      Usuń
  2. Oj jak ja zaczęłam oglądać ten serial to nie mogłam przestać hahah :D
    Powodzenia na maturze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami trzeba sobie zrobić taką przerwę, szczególnie jeśli ma się inne priorytety lub brak sił. Powodzenia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Przerwa się przydała, matura poszła mi super... teraz już wracam na stałe! :)

      Usuń
  4. Ja staram się dodawać post lub dwa w tygodniu, uwielbiam czytać książki więc to mi dużo czasu zajmuje jak i sesje zdjęciowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogowanie to jednak praca na ,,pełen etat", nawet jeśli nie ma z niej zysku... Ale już mam więcej czasu i wracam :d

      Usuń
  5. Proszę wroc gdy już będziesz mogla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Minął ten najbardziej gorący czas - wracam na stałe! :)

      Usuń
  6. W pełni Cię rozumiem - ostatnio i mi brakuje czasu.
    Powodzenia z maturą i pracą stypendialną! Będę trzymać kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, dzięki! Super mi wszystko wyszło i teraz już na stałe wracam na bloga :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie…

30 rzeczy, które pragnę osiągnąć przed 30!

Zacznijmy (jak zawsze) od krótkich wyjaśnień.

Ten tekst miał się pojawić lekko ponad miesiąc temu. Wtedy była ku niemu szczególna okazja - moje 20 urodziny. A na zrealizowanie poniższej listy byłoby równiutko 10 lat. Trochę mi jednak nie wyszło, cały czas mam jakieś nieprzewidziane "obsuwy", więc wybaczcie!

Fajnie jest mieć jakiś plan. W moim wypadku nadanie przyszłości konkretnych celów i spisanie ich w punktach działa motywująco. Jeśli coś nie zostało spisane (a tym bardziej - ogłoszone publicznie!), dużo łatwiej jest mi się z tego zrezygnować, zapomnieć lub wytłumaczyć przed samą sobą, że aż tak bardzo to mi nie zależy. A zazwyczaj zależy, tylko lenistwo bierze górę.


Cele stawiam sobie na początku każdego kolejnego roku, wraz z jakąś istotną zmianą w życiu i nawet na początku każdego kolejnego tygodnia. Zazwyczaj nie miałam dłuższego "biznes planu". Tym razem okres realizacji to 10 lat. Cholernie dużo czasu - choć pewnie pod koniec będę miała wrażenie, że minęło…

Czemu nauka angielskiego w szkole NIE DZIAŁA?

Nie jestem nauczycielem, profesorem, nikim zawodowo związanym z edukacją. Jestem (a właściwie byłam) uczniem, dopiero co skończyłam szkołę średnią, a w październiku zaczynam studia.

Ale  mogę powiedzieć z pewnością: jeśli system zakłada naukę angielskiego od zerówki do końca edukacji, czyli jakieś 13-14 lat, a mimo to wciąż większość uczniów nie osiąga wysokich wyników, a nawet nie potrafi się po ludzku porozumieć - to jest to tragicznie zły system. Bo idąc do szkoły językowej, na studia filologiczne lub wykonując dobry kurs (nawet samodzielnie) - jesteście w stanie dojść do perfekcji językowej w dużo szybszym czasie. Jakieś 3-4 lata, żeby zdawać najtrudniejsze egzaminy państwowe, choć umiejętność swobodnej komunikacji zdobylibyście pewnie po kilku miesiącach.

Szalone, co? Choć dla mnie - bardziej irytujące. Wałkowanie tych samych zadań, tych samych czasów, tych samych zagadnień przez kilkanaście lat. Absolutne ignorowanie tego, że niektórzy nie rozumieją podstawowych słów. I w drugą…