Przejdź do głównej zawartości

Kilka przemyśleń o nauce, maturze, życiu i pasji!

Nowy tekst? Hm...

Hello świecie! Jestem, żyję, mam się całkiem dobrze. Wpadłam na lekką pogadankę, gdzieś między geografią, a matematyką. Nie chcę jednak, żeby było to typowe podsumowanie tygodnia, bo gdybym miała streścić tę główną część ostatniego miesiąca, wyglądałaby ona tak...



Z krótką przerwą na dobrą kawę między jednym, a drugim działem.


I chyba wymaga to trochę wyjaśnień, bo może wiele z was tego nie rozumie. Nauka przed maturą jest normalna, wiadomo, że w tym okresie każdy uczeń trochę ,,przyspiesza" – niektórzy poświęcają na ostrą naukę dwa miesiące, inni zaczynają wkuwać wieczór przed pierwszym egzaminem (pozdrawiam Artura). Ale czy to, że odrzuciłam większość mojej codzienności, a przede wszystkim pasję pisania, przez naukę, to nie przesada? Sama patrząc na taką sytuację z boku krzyknęłabym tylko ,,co Ty odp*** Patrycja" i wyrzuciła wszystkie podręczniki przez okno.

Bo kucie dla ocen i procentów na sprawdzianie jest słabe. A matura, jakby nie patrząc – to po prostu większy sprawdzian. Nigdy nie byłam zwolenniczką gnania po dobre oceny z wywieszonym językiem tylko po to to, żeby były.


Oceny mogą być częścią większego planu. W tamtym roku w moim przypadku było to całkiem spoczko stypendium, a w zasadzie dwa. Więc przyłożyłam się trochę bardziej.


W tym roku sprawa nie jest w 100% pewna, ale w razie gdyby zaistniała możliwość, to wyników na maturze potrzebuję jak najwyższych. Znowu chodzi o pieniądze, tym razem trochę większe, bo związane z całym rokiem opłat za studia.

I tyle. Oszczędzenie kilku tysięcy złotych dzięki dwóm miesiącom nauki to całkiem niezły deal. Nie jestem pewna, czy 1. odpowiednie wyniki uzyskam 2. na odpowiednie warunki (miejsca/tryb) studiowania się zdecyduję. Ale głupio nie próbować.


(poza tym doooobra, chodzi też o moje osobiste poczucie celu, udowodnienie sobie własnych możliwości, ale to tylko troszeczke)

Bo ogólnie... matura to bzdura. W sensie, matma nie, do matmy zazwyczaj trzeba trochę się przyłożyć, przynajmniej ogarnąć gdzie i jaki wzór znajduje się w tablicach. Ale napisanie krótkiego tekstu z polskiego (minimum 250 słów, a to co przeczytałeś ma już ponad 300) i przeczytanie czegoś ze zrozumieniem to umiejętności tak błahe i codzienne, że ciężko mi uwierzyć, że ktoś się uczy i nie daje rady. Widocznie uczy się źle.


Z angielskim to już nie wspomnę, bo ten język mamy przez kilka dobrych lat wszędzie. Z samego słuchania na lekcji coś się powinno ogarniać. Moja historia – w podstawówce miałam z angielskiego same 2 i 3. I twierdziłam, że nigdy nie dam rady, że po prostu nie umiem. Aktualnie oglądam sobie filmy po angielsku, bez napisów, a co.

Podziwiam osoby, które wiedzą, co chcą zrobić i nie potrzebują do tego papierka (na upartego też nie potrzebuję, ale lubię poszerzać wiedzę, więc dla mnie studia to przyjemna perspektywa). Osoby, które zdają maturę tylko po to, żeby w razie czego mieć, a zamiast się uczyć poszerzają swoje kwalifikacje w innym zakresie, robią to z pasji i wychodzi im to cholernie dobrze. Wolę takich ,,nieuków" z pasją niż gnających za ocenami baranków bez własnego zdania (Tym bardziej, jeśli swoje oceny zdobywają w nieuczciwy sposób. A potem czują się z nich tak bardzo dumni)

Jeśli maturka jest Wam do czegoś potrzebna (super fajne studia i osobiste ambicje), to zapraszam na teksty:


Lub...

Jak uczyć się geografii? (nawet jeśli nie zdajecie tego przedmiotu, może wyciągniecie kilka uniwersalnych rad dla siebie)

Ale bez spiny. Wierzę, że jeśli macie fajne marzenie i dobry plan, to dacie sobie radę.

Jeśli natomiast nie wiecie jeszcze, czy w ogóle chcecie studiować, albo jesteście pewni, że nie... Nie wiecie, co Was kręci w życiu oraz na myśl o czym nagle chce się Wam pracować, rozwijać i działać... To fajnie poszukać takiego czegoś. Zajrzeć w siebie trochę głębiej niż dotychczas, bo kiedy jesteśmy młodzi, mamy najwięcej możliwości szukania i kształtowania własnej drogi. Tak, aby w przyszłości nie być zawiedzionym dorosłym, wkurzonym na cały świat za życie, którego tak nie znosi.


Ps. Ten tekst miał wyglądać inaczej. Wyszło może ciężko, może trochę patetycznie, a może truizm, ale lekko mi się to pisało. Tak wyglądają moje myśli, gdy nic nie utrzymuje ich w ryzach.



Ps.2. Jako że sama ostatnio nic nie pisałam, a w najbliższym czasie też nie będzie tego niesamowicie dużo – chciałabym Wam polecić trzy blogi, które uważam za najbardziej godne uwagi. Podczas mojej nieobecności może ktoś z Was skorzysta i zajrzy. Przy okazji biorę przez to udział w SHARE WEEK – klikając w link dowiecie się więcej! Super sprawa, tyle w skrócie! :)

Pierwszy polecany – Andrzej Tucholski!

Twórca akcji Share Week, człowiek od ogarniania życia. Marzy mi się, żeby pisać tak jak on – swobodnie, na luzie, ale z pełnym zapleczem merytorycznym i bibliografią wpisu na pięć stron (przesadzam, ale każdy tekst jest naprawdę rzetelnie zrobiony). Jeśli chcecie przygotować się do matury, do studiów, do pracy, zoptymalizować swój plan dnia czy zyskać więcej czasu – blog dla Was! :)

Numer dwa – AniaMaluje!

Tutaj dowiesz się, jak zrobić pyszny makaron i zupę, a w następnej notatce dostaniesz wykład na temat zazdrości, szczęścia i kobiecości w codziennym życiu. Ania to kobieta, która da Ci radę na wszystko. Super pozytywna osoba, sama miałam przyjemność spotkać! :)

Last, but not least – Volantification

Blog o relacjach damsko-męskich i o tym, jak mieć szczęśliwe życie. Sporo refleksji i przemyśleń, z większością się zgadzam. Więc polecam!

Do następnego!
Odwiedź mnie na FACEBOOKUINSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Ps trochę się przedlużały przyznam się. Ja nie mam matury i zajmuje się blogowaniem ale coś musze robić i chyba ide do szkoły zaocznej robić kursik jakiś znaczy się kierunek nauki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja po maturce od razu do pracy, a potem jeszcze do tego studia. Więc w październiku znowu zacznie się pęd :p

      Usuń
  2. Ja uczę się na sprawdziany i kartkówki ze wszystkiego póki, co dzięki odręcznym notatkom. Za to z biologii i angielskiego staram się uczyć intensywniej, bo chcę wyciągnąć z liceum jak najwięcej.
    Przesyłam buziaki, https://kolorowazuzita.blogspot.com :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim - uczyć się autentycznie dla siebie :) Ja np. uczyłam się mocno polskiego i nawet zdałam maturę rozszerzoną, mimo że na studia nie jest mi to potrzebne :D

      Usuń
  3. Ja wiem co chcę robić w życiu i bardzo mocno przykładam się do przedmiotów rozszerzonych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma niczego dziwnego w tym, że osoba w szkole średniej nie wie, co chce robić w życiu! Też tego nie wiem :) Wybieram studia z tego, co lubię, ale nie obiecuję sobie, że znajdę w tym kierunku pracę. Wymarzona praca pojawi się gdzieś po drodze... Nie ma co się spinać! :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie…

30 rzeczy, które pragnę osiągnąć przed 30!

Zacznijmy (jak zawsze) od krótkich wyjaśnień.

Ten tekst miał się pojawić lekko ponad miesiąc temu. Wtedy była ku niemu szczególna okazja - moje 20 urodziny. A na zrealizowanie poniższej listy byłoby równiutko 10 lat. Trochę mi jednak nie wyszło, cały czas mam jakieś nieprzewidziane "obsuwy", więc wybaczcie!

Fajnie jest mieć jakiś plan. W moim wypadku nadanie przyszłości konkretnych celów i spisanie ich w punktach działa motywująco. Jeśli coś nie zostało spisane (a tym bardziej - ogłoszone publicznie!), dużo łatwiej jest mi się z tego zrezygnować, zapomnieć lub wytłumaczyć przed samą sobą, że aż tak bardzo to mi nie zależy. A zazwyczaj zależy, tylko lenistwo bierze górę.


Cele stawiam sobie na początku każdego kolejnego roku, wraz z jakąś istotną zmianą w życiu i nawet na początku każdego kolejnego tygodnia. Zazwyczaj nie miałam dłuższego "biznes planu". Tym razem okres realizacji to 10 lat. Cholernie dużo czasu - choć pewnie pod koniec będę miała wrażenie, że minęło…

Czemu nauka angielskiego w szkole NIE DZIAŁA?

Nie jestem nauczycielem, profesorem, nikim zawodowo związanym z edukacją. Jestem (a właściwie byłam) uczniem, dopiero co skończyłam szkołę średnią, a w październiku zaczynam studia.

Ale  mogę powiedzieć z pewnością: jeśli system zakłada naukę angielskiego od zerówki do końca edukacji, czyli jakieś 13-14 lat, a mimo to wciąż większość uczniów nie osiąga wysokich wyników, a nawet nie potrafi się po ludzku porozumieć - to jest to tragicznie zły system. Bo idąc do szkoły językowej, na studia filologiczne lub wykonując dobry kurs (nawet samodzielnie) - jesteście w stanie dojść do perfekcji językowej w dużo szybszym czasie. Jakieś 3-4 lata, żeby zdawać najtrudniejsze egzaminy państwowe, choć umiejętność swobodnej komunikacji zdobylibyście pewnie po kilku miesiącach.

Szalone, co? Choć dla mnie - bardziej irytujące. Wałkowanie tych samych zadań, tych samych czasów, tych samych zagadnień przez kilkanaście lat. Absolutne ignorowanie tego, że niektórzy nie rozumieją podstawowych słów. I w drugą…