Przejdź do głównej zawartości

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie tematy), bo piszę o polityce. I trochę o celebrytach. Nie wiem, jak długo będzie trwał taki stan rzeczy, ale póki co jestem zadowolona. Czuję, że rozwijam się w takim kierunku, w jakim obecnie chcę. Choć nie wiążę swojej przyszłości stricte z dziennikarstwem. Na pewno poprawił się mój warsztat i to będzie widać też na blogu.


Numer dwa - ogarnęłam kilka istotnych aspektów życia na swoim. Pamiętam, żeby zawsze kupić chleb, zrobić obiad, ogarnęłam kartę miejską i znalazłam kilka fajnych lumpeksów w okolicy (choć do tej pory odwiedziłam jeden). Głupoty, ale ja nie przystosowuję się do nowego otoczenia/nowej sytuacji zbyt szybko. Dopiero teraz zaczęłam czuć, że "ogarniam", choć od przeprowadzki minął już miesiąc.

Z mniej przyjemnych rzeczy - w międzyczasie złapała mnie choroba. A w domu zero leków. Wizyta w aptece to kolejna rzecz, której nie zdążyłam ogarnąć.


Numer trzy - odwiedziłam jeden z lumpeksów i zgarnęłam oryginalny adidasowy dresik za dwie dyszki.  Rozbawiło mnie, gdy kasjerka przed nabiciem produktu przyłożyła go do siebie, sprawdzając czy przypadkiem nie byłby na nią dobry. Co najlepsze - był to dzień tuż przed dowiezieniem nowego towaru, prawie wszystko było przebrane. Nie wiem jak to możliwe, że go wyhaczyłam! (a cropp za 1zł)


Numer cztery - byłam z chłopakiem w kinie na "Jurassic World: Upadłe Królestwo". I choć to zdecydowanie nie jest to samo, co kultowa część pierwsza, raczej mogę polecić. Film trzyma w napięciu, wciska w fotel, dinozaury są coraz groźniejsze. Raz mi się łezka w oku zakręciła. Jedyne, czego ja nie mogłam przeżyć, to sytuacyjne żarty w momencie, gdy naprawdę widz powinien się bać, a nie śmiać. Mojemu chłopakowi się to jednak podobało, więc jak widać zależy od gustu.


Ale oczywiście kocham to, że twórcy zostawili tyle otwartych furtek do poprowadzenia tej serii dalej!

Poza tym na blogu zaczęłam prowadzić serię "7 przykazań kobiet" - mam nadzieję, że się wam taki pomysł krótkich wpisów spodoba. Na blogu zazwyczaj jest tego więcej, a nieraz uderza mnie taka mocna myśl i muszę przekazać ją w krótkiej formie. Dajcie znać w komentarzu co o tym sądzicie - link do FanPage'a tutaj: klik! i poniżej.

Trzymajcie kciuki, żebym wyszła z lenia (lub leń ze mnie)!

I... do następnego!

Chcesz przeczytać więcej? Oto kilka inspiracji:


Odwiedź mnie na FACEBOOKUINSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Ja planuje dobrze wypocząć aby zaczas od września z pełną motywacją i dobrym nastawieniem. Pozdrawiam! Super post

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za Twoje plany! :) Dzięki ;)

      Usuń
  2. Polityka? Na prawdę ciężki temat, ale życzę powodzenia ❤️😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj ciężki, ciężki... ale chyba się w tym odnajduję :)

      Usuń
  3. Jak w reklamie Ikea, co sie zmienia jak nie robisz nic ?:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz