Przejdź do głównej zawartości

Ulubieńcy ostatnich tygodni - MUZYKA!

Chciałam napisać coś bardziej ambitnego, ale przez duże dawki pracy i chroniczne zmęczenie po prostu nie dawałam rady. Mam kilka tytułów w szkicach. Kilka rozpoczętych tekstów. Czekają na dokończenie, ale dzisiaj zaoferuję Wam coś lżejszego. Kilka inspiracji na wakacje, kilka moich ostatnich ulubieńców. Czego posłuchać? Czego ja słucham? Nieczęsto piszę tego typu teksty, tym razem jednak rzeczy, które warto sprawdzić, jest naprawdę sporo.


Deliver Us (Prince of Egypt) Cover by Caleb Hyles and Jonathan Young.

Prawdziwy fenomen ostatnich tygodni. Nie jestem osobą religijną, ale uwielbiam muzykę dotyczącą religii. Nieważne, czy to ścieżka z bajki "Książę Egiptu" (fenomenalnej historii zresztą) czy musicalowa wersja Męki Pańskiej w "Jesus Christ Superstar". Może jestem świrem, ale te utwory po prostu na mnie działają, bo są przepiękne.


Bells of Notre Dame (Disney's Hunchback) METAL cover - Jonathan Young & Caleb Hyles

Caleb Hyles i Jonathan Young to w ogóle dwa przepiękne głosy same w sobie. Nieważne, co śpiewają. Jako że lubię muzykę z bajek (dzieciak ze mnie?), od razu zwróciłam uwagę na ich wykonanie piosenek z Dzwonnika z Notre Dame.

And DAMN! They are sooooo good!

Polecam poznać ich też w bardziej klasyczniejszej wersji, jeśli sama myśl o bajkowych klimatach Was przeraża. Super utalentowani.

Raon Lee & PelleK cover

Kiedyś, gdy bardzo często oglądałam anime (gimnazjum i trochę początek technikum), słuchałam Pelleka ze względu na jego wykonania openingów. Teraz już dawno nie oglądałam żadnej japońskiej kreskówki, ale 1. muzyka dalej mi się podoba 2. zaczynam znowu uczyć się języka japońskiego!

Japoński to dość trudny język - jeden z łatwiejszych do nauki w porównaniu do innych azjatyckich (jak chiński czy wietnamski), ale zdecydowanie trudniejszy niż niemiecki, hiszpański czy angielski. Nie wiedziałam, czy się na to decydować. Ale w moich 30 planach do 30 urodzin zakładałam nauczenie się kolejnego języka, a japoński to moje marzenie od dawna.

Postępami w nauce i moimi sposobami pochwalę się, kiedy będę miała czym. Póki co jestem na etapie poznawania znaków i podstawowych zwrotów. Jednym ze sposobów na ułatwienie sobie nauki jest słuchanie muzyki po japońsku. Do anime pewnie też niedługo wrócę - tak w ramach treningu.

PelleK, poza tym że bardzo ładnie mówi po japońsku, genialnie śpiewa. Sami posłuchajcie:


 Raon Lee też mnie zauroczyła! Najlepiej, że często śpiewają wspólnie.


Patrząc na poprzednie piosenki można dojść do wniosku, że lubię wysokie dźwięki. Chyba coś w tym jest.

Musicale - mnóstwo odkryć, pochwalę się kilkoma!

Część z was pewnie zna tekst o moich ulubionych musicalach. Jak nie - zapraszam do sprawdzenia. Jestem świrem na punkcie Broadway'u i nie tylko. Ale co poradzę?

Już wspominałam o "Jesus Christ Superstar" - większość uważa, że to pierwsza wersja była najlepsza i choć rozumiem ten pogląd, ja uwielbiam filmowe wykonanie z 2000 roku.


Ups, znowu wysokie tony. Baaardzo wysokie.

To jak był religijny musical, to teraz coś bardziej "grzesznego" - "Dead Girl Walking". Mnóstwo wykonań, to jest chyba moim ulubionym.


Na dziś to tyle! Mam szczerą nadzieję, że coś wpadnie Wam w ucho. A może jest tu podobny świrek, który kocha Disneya, musicale, pieśni religijne i japońskie openingi? Mam wrażenie, że fanów tak dziwnej mieszanki nie ma zbyt wielu, ale może się mylę.

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz Snapchacie: indioska

Komentarze

  1. Jakoś muzyka nie w moim klimacie. A za oryginalność postu brawo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muzyka może to nie mój klimat ale dobry pomysł z nauką języka przez piosenkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ba! :) Najlepsze jest osłuchanie się z językiem podczas nauki

      Usuń
  3. Szanuje za Heathers, Caleba Hylesa .
    Musicale to jednak życie haha. :D
    A sluchałaś może kiedyś jakichś musicali francuskich? Np. Leroi Soleil albo Notre dame de Paris? Ja również lubię przede wszystkim te młodsze musicale, typu Hamilton czy Heathers, ale jednak francuskie mają w sobie taką odrobinę nostalgii, magii, coś niesamowitego *-* Posłuchaj może piosenek Belle (moja ulubioja z dzwonnika) alb Etre a la hauter (a to moja ulubiona z króla Słońce) o wolnym czasie Pati ! Ciekawa jestem co o nich byś powiedziała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Francuskich musicali za bardzo nie znam - z wymienionego przez Ciebie Notre Dame słyszałam tylko "Belle", ale cały czas planuję zapoznać się z resztą :) Dobrze, że mi o tym przypomniałaś!

      Usuń
  4. Ja tez cały czas poznaje język w piosenkach :) kocham muzykę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyka jest najlepsza jeśli chodzi o naukę języka :) A przynajmniej sporooo ułatwia.

      Usuń
  5. raczej mam inny gust muzyczny, jednak nauka przez przez piosenki sama się z tego uczę :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

5 grzechów blogera! Jak blogować, by ktoś nas czytał?

To już setny wpis na tym blogu! I choć ostatnimi czasy moja aktywność tutaj ogranicza się do jednego wpisu tygodniowo, to spokojnie - jestem, żyję. I w dalszym ciągu obiecuję, że częstotliwość pisania się poprawi. Mam burzliwy i bardzo wymagający czas w życiu, musicie mi wybaczyć.

Piszę bloga od 1,5 roku. Napisałam 100 tekstów. Nie jest to liczba zaskakująca, choć przyznaję, że powoli zaczyna napawać mnie dumą. Przez ten czas jednak popełniłam masę błędów, które widzę już teraz. Niektóre poprawiłam, z innymi dalej staram się walczyć.

W błędach nie ma nic złego - w końcu nikt mnie blogowania nie nauczył! Nikt nie odpowiedział na pytania: Jak blogować? Jak się promować? Jak zebrać grupę lojalnych czytelników? Ja postaram się dzisiaj, na własnym doświadczeniu, odpowiedzieć na pytanie: Jak NIE blogować? Czego uniknąć, żeby nie zaliczyć totalnej blogowej klapy.

Oto 5 grzechów głównych blogera!1. Nieregularne pisanie

Oj... najgorsze z przewinień, którego dopuszczam się cały czas. Bo nie mam…

10 rzeczy, na które warto wykorzystać wakacje (+konkurs!)

Przede mną długie miesiące wakacji. W zasadzie już jeden z nich mi zleciał, sama nie wiem kiedy. Jako tegoroczna maturzystka spotkał mnie w końcu przywilej czterech miesięcy wakacji! Póki co ich przebieg jest dość schematyczny, o czym mogliście przeczytać chociażby w podsumowaniu: 7DNI. Ale nie przesądzajmy, że reszta również taka będzie. Mam nadzieję, że do października uda mi się zrealizować, prócz pracy, jeszcze jakiś wakacyjny "goal".


A nawet jeśli nie - chciałabym podzielić się z wami moimi pomysłami na ciekawą aktywność wakacyjną. Na co wykorzystać te dwa (a dla niektórych więcej) miesiące swobody? Zapraszam do czytania wszystkiego, a dla niecierpliwych  tytułowy konkurs znajduje się na samym dole!

Nauka języka obcego

Jedna z lepszych rzeczy, które można zrobić w wakacje! Sama planuję rozpocząć coś od lipca (jeśli starczy mi czasu, bo wiadomo jak to z planami bywa). Możemy uczyć się angielskiego, niemieckiego lub... spróbować z czymś bardziej egzotycznym! Może arabski? …

7DNI - Pani redaktor opowiada o tym, jak zmieniła się w LENIA

Nie umiem w tytuły. Zawsze przy podsumowaniach tygodnia muszą wyjść jakoś dziwnie. Nic nie poradzę - w końcu treść się zgadza.

Zmieniłam się w olbrzymiego, śmierdzącego leniuszka. Przeglądam instasia, fejsbusia, oglądam "The Vampire Diaries". I coraz bardziej zapominam, że wystartowałam w maratonie i muszę zmierzać do mety, zamiast popijać co chwilę kawkę i się relaksować.


Ale to jest właśnie problem długiego, ambicjonalnego maratonu, jakim jest życie. W końcu nadchodzi moment zmęczenia i potrzeba zatrzymania się na moment. Mój postój teraz musi się skończyć, w przeciwnym wypadku zawalę kilka niesamowicie ważnych projektów. A wygrzebać się z problemów będzie dużo trudniej niż zapobiec im w tym odpowiednim momencie.

Ale to już kwestia przyszłości. A co wydarzyło się u mnie na przestrzeni ostatnich kilku dni?

Numer jeden - jestem panią redaktor, teraz już oficjalnie. Piszę o czymś, o co nikt nie mógłby mnie posądzać (ja sama nie sądziłam, że kiedyś będę się wypowiadała na takie…