Motywacja,  Rozwój,  stres

Stres – jak sobie z nim poradzić? Moja ulubiona metoda

Stres jest potworem. Największym wrogiem, który towarzyszył mi przez całe 20-letnie życie. Powoli się do niego przyzwyczaiłam, zaakceptowałam, co nie jest do końca dobre nie tylko dla mojej psychiki, ale także dla fizycznego stanu mojego ciała. Bo nie wiem czy wiecie, ale długotrwały stres może prowadzić do poważnych zaburzeń hormonalnych, a także trwałych uszkodzeń w mózgu. Eh.

Anyway… Ciężko mi radzić sobie ze strachem, który nie ma żadnej racjonalnej podstawy. Bardzo często mam problemem z określenia źródła stresu – po prostu nagle odczuwam poważne spięcie całego ciała i chcę „uciec” jak najdalej, chociaż nie wiem gdzie i od czego. Zazwyczaj taki niezrozumiały stres pojawia się, gdy moje ciało doświadczyło nieprzyjemnych bodźców fizycznych, np. zbyt duży hałas, zbyt duża ilość jedzenia w żołądku, zbyt mała ilość jedzenia przez cały dzień, za mało lub za dużo snu, zbyt wysoka temperatura, ciasne ubranie/buty, itp. W takim wypadku jedynym rozwiązaniem jest doprowadzenie do równowagi, zarówno fizycznej (jak np. drzemka, gdy spałam za krótko) jak i psychicznej (wyciszenie się, mindfulness, medytacja).

Co jednak, gdy stres jest racjonalny, a wywołuje go trudne wyzwanie stojące tuż przed nami?

Wtedy sama medytacja czy głębokie wdechy zazwyczaj nie pomagają. Bo nie mają jak pomóc – wiemy dokładnie, czego się boimy, a pooddychanie głośno przez minutę nijak nam nie pomoże. Właśnie tutaj z pomocą przychodzi metoda słynnego amerykańskiego przedsiębiorcy, Tima Ferrissa, którą dokładniej przybliżył mi polski vloger i bloger Andrzej Tucholski.

Przetestowałam ją już wielokrotnie i mogę z całą pewnością potwierdzić, że działa. Ciekawi?

Metody na stres – jak radzić sobie ze stresem? Oto jak działa kalibrowanie strachu

Tak jak wspomniałam chwilę wcześniej – nie jest to metoda wymyślona przeze mnie, a nawet Tim Ferriss oparł ten sposób w dużej mierze na znanych już dokonaniach ludzi starożytnych. Bo tak na prawdę „fear setting”, a w języku polskim „kalibrowanie strachu” pochodzi z antycznej filozofii stoicyzmu i tzw. „przewidywania nieszczęść”

Chciałabym jednak przybliżyć wam tę metodę, bo wierzę, że działa – wielokrotnie sama ją przetestowałam. Mam również nadzieję, że spora grupa z was zainteresuje się ogólną działalnością Tima – naprawdę polecam tego wspaniałego człowieka i jego wykłady.

Tim Ferriss ma depresję dwubiegunową, a sposób na kalibrowanie swoich lęków odkrył w najgorszym momencie swojego życia – gdy był już bliski popełnienia samobójstwa. To właśnie wtedy jego uwagę przykuła filozofia stoicka, choć dla wielu mogłoby się to wydawać dziwnym pomysłem.

„Cierpimy częściej w wyobraźni, niż w rzeczywistości”
napisał rzymski filozof i stoik, Seneka
 
 

Ten cytat był największą inspiracją do stworzenia sposobu „kalibrowania strachu”. Ale skończmy ten bardzo długi wstęp i przejdźmy do sedna – jak ustalić swoje lęki, a następnie zmniejszyć poziom stresu?

Tak jak mówiłam, w przypadku niesprecyzowanego stresu czy ogólnego napięcia – najlepsza jest medytacja. W przypadku określonego strachu, np. lęku przed rozpoczęciem nowej pracy, przed skończeniem beznadziejnego związku lub przed porażką w jakiejś dziedzinie życia, wystarczy… wyjąć czystą kartkę papieru i zacząć pisać.

Kalibrowanie strachu podzielone jest na trzy główne kroki. Dla lepszego zobrazowania, wszystko rozrysowałam powyżej na własnym przykładzie. Pierwszy krok to określenie czego się najbardziej boimy. U mnie strach związany był z porażką w nowej pracy, więc napisałam, że boję się wyśmiania lub wyrzucenia z tej właśnie pracy. Najlepiej jednak rozpisać obawy dokładniej – wypisać kilkanaście możliwych scenariuszy, nawet te, które wydają się całkowicie irracjonalne, ale mimo wszystko nas przerażają.

Gdy już wiemy, co nas przeraża, warto ustalić co możemy zrobić, żeby przerażającej wizji zapobiec, lub zminimalizować jej działanie. Przykładowo, jeśli boisz się, że wyrzucą cię z pracy, bo czegoś nie wiesz, warto byłoby prosić współpracowników o pomoc, mocno się angażować i skupić, by wyszło jak najlepiej.

Krok trzeci ma jednak największe znaczenie – zapisujesz, co możesz zrobić, gdy najgorszy możliwy scenariusz, mimo twoich starań, jednak się spełni. I na przykład: gdy wyrzucą cię z pracy nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś zaczął szukać nowej pracy lub zaczął pracować zdalnie. Jeśli współpracownicy wyśmieją cię za popełniane błędy, staraj się ich więcej nie popełniać i podejść do tego z większym dystansem. Gdy okaże się, że bez pracy nie starczy ci na opłacenie miesięcznego czynszu, zwrócisz się o pomoc do rodziny i znajomych, a kolejny miesiąc przeżyjesz na suchym chlebie z masłem, szukając pracy i chwytając się wszystkich dorywczych zajęć. Zawsze możesz też spróbować wrócić do poprzedniej firmy (oczywiście, jeśli nie spaliłeś wszystkich mostów podczas składania wypowiedzenia).

Warto próbować? Proste przypomnienie o tym, że działanie jest super

Wypisywanie możliwych sposobów na „naprawę” daje nam całkowicie nowe spojrzenie. Większość naszych lęków kończy się bowiem na samym strachu – widzimy porażkę i żadnego dalszego scenariusza. Zazwyczaj jednak da się z każdego problemu wyjść z uniesioną do góry głową. Można nawet zadać sobie pytanie – czy osoba mniej zaangażowana i mniej inteligentna ode mnie poradziła sobie kiedyś z podobną sytuacją? Odpowiedź w większości przypadków to… tak. Naprawdę różni ludzie zaczynają nową pracę i nie zawsze od razu się w niej odnajdują, a jednak po czasie okazuje się, że wszystko wychodzi na prostą. Jeśli ktoś inny mógł – to ty również dasz radę.

Warto zadać sobie kolejne pytanie – jakie mogą być zyski, kiedy spróbuję? A jakie mogą być skutki, kiedy poddam się bez cienia próby? Zazwyczaj pierwsza opcja ma kilka negatywnych rozwiązań, ale też sporo pozytywnych. Idąc do nowej pracy możesz się nie sprawdzić, ALE może też okazać się, że jest super, możesz poznać mnóstwo inspirujących ludzi, możesz rozwinąć skrzydła w dziedzinie, którą lubisz.

Co się wydarzy, kiedy nie spróbujesz? Być może będziesz żałował. Pozostaniesz w tym samym miejscu, w którym jesteś od dawna. Nic nowego cię nie czeka. Smutna perspektywa, co?

W przypadku np. pójścia do nowej pracy ewentualny dyskomfort potrwa kilka dni lub tygodni. Jak długo będzie trwał dyskomfort jeśli nie spróbujemy? Po roku, po trzech latach nadal będziesz tkwił w podobnym miejscu, z podobną płacą i podobnym niezadowoleniem. Wiele osób zastanawia się nad zmianami – co one mogą negatywnego przynieść. Warto jednak rozważyć również, co może przynieść BRAK jakiejkolwiek zmiany. Gdzie w takim wypadku zobaczymy się za kolejne kilka lat?

Warto rozpisać sobie wszystkie te przemyślenia na kartce. Warto wejść w jak najgłębsze szczegóły, żeby w ten sposób „skalibrować” swój strach. Ustalić, co przyniesie większe zyski, co najgorszego może się wydarzyć. Zdać sobie sprawę, że najtragiczniejszy scenariusz wcale nie jest aż tak zły. Zrozumieć, że w trudnej sytuacji jest kilka pomocnych opcji, z których możemy skorzystać.

„Łatwe wybory – trudne życie. Trudne wybory – łatwe życie”
cytat polskiego sportowca i stoika, Jerzego Gregorka

Powodzenia w określaniu swoich lęków i łatwiejszym ich opanowywaniu! Dajcie znać, jeśli ta metoda okaże się pomocna także i dla was.

Do następnego!