jak pozbyć się kompleksów
Lifestyle,  Uroda

Moje największe kompleksy. Jak się ich pozbyłam?

Nie jestem osobą pewną siebie i nigdy nie byłam. Jednak porównując siebie z teraz, a sprzed tych kilku lat, wyraźnie widzę, że moja akceptacja własnego ciała diametralnie urosła. Udało mi się zaakceptować własne wady i dziś trochę o nich opowiem. Co wydaje mi się najgorsze we mnie? I jak pozbyć się kompleksów?

Jak pozbyć się kompleksów – to jedno z tych pytań, na które odpowiedzi poszukuje większość nastolatek, a także nastolatków. Nie byłam wyjątkiem. Byłam raczej dość zakompleksioną, niepewną siebie i zamkniętą dziewczynką. Mimo upływu czasu nie zmieniło się znowu aż tak dużo. Wciąż zamiast hucznej imprezy, lepiej czuję się na domówce. W dalszym ciągu jestem zestresowana przed poznaniem kogoś nowego. I nadal kilka rzeczy w moim ciele mi przeszkadza. Mój stosunek do tych wad jednak diametralnie się zmienił.

Dlaczego ludzie nie mówią o swoich kompleksach?

Zacznijmy od tego, że większość osób nie chce mówić o swoich kompleksach. Nie otwarcie. Ja też bardzo długo się przed tym wzbraniałam. Wśród głównych powodów tej niechęci do mówienia o swoich wadach jest powszechne przekonanie, że ludzie są źli i z pewnością wykorzystają nasze słabości przeciwko nam. Drugi powód – to, o czym mówimy, będzie zwracało większą uwagę i prędzej zostanie zauważone. A przecież jeśli jest to nasz kompleks, to raczej nie chcemy, by ktoś się mu bacznie przyglądał i oceniał.

Jak się jednak okazuje, nie wszyscy ludzie są tacy źli. A czasem „chwalenie się” swoimi kompleksami może być pewnego rodzaju terapią. Nie tylko dla ciebie, ale też dla innych. Już tłumaczę o co mi chodzi.

Moje kompleksy vs zderzenie z rzeczywistością

Nie opowiem Wam o wszystkich moich kompleksach, bo to nie na nich ma się skupiać ten tekst. Choć oczywiście kilka najważniejszych przykładów się pojawi. Chcę wam dać poradę, jak pozbyć się kompleksów, bo wiem, że potrafią naprawdę zniszczyć ludzką samoocenę i pewność siebie.

Mój największy kompleks w wieku nastoletnim – wzrost. Sama uważałam się za bardzo wysoką, bo aż 173 cm. Na początku gimnazjum, gdy reszta moich koleżanek raczej jeszcze „nie wyskoczyła” w górę, a ja przerastałam większość chłopców, zwyczajnie było mi źle samej ze sobą. Z tego też powodu zaczęłam się, mniej lub bardziej świadomie, garbić. Dzięki temu „równałam się” do poziomu koleżanek. Z drugiej jednak strony to właśnie przygarbiony kręgosłup okazał się moim kolejnym kompleksem.

W przypadku kompleksu wzrostu, problem rozwiązał… czas. Z biegiem lat chłopcy zaczęli mnie przerastać i okazało się, że fakt, jestem wysoka, ale nie jakoś dramatycznie.

Podobnie rozwiązał się kompleks na punkcie trądziku. Wraz z wyjściem z wieku nastoletniego, stopniowo poprawiał się wygląd mojej cery. Teraz wciąż nie jestem z niej w pełni dumna, ale na pewno nie jest ona powodem do wstydu.

Problemy, które jeszcze kilka lat temu wydawały mi się nie do przeskoczenia, dziś są już tylko ulotnym wspomnieniem. Podobnie jak wady, które dawniej nie dawały mi żyć i normalnie funkcjonować. Jeśli wciąż borykasz się z jakimś kompleksem, który jednak ma szansę zmienić się w czasie – trądzik, wzrost, waga i wiele innych – po prostu poczekaj. Pomyśl o czymś, co jeszcze rok, dwa lata temu wydawało ci się tragiczne. O kłótni z przyjaciółką, która zakończyła się po tygodniu. I o której już nie pamiętasz, a wtedy wydawała się prawdziwym dramatem. Pomyśl o rzeczach, które chciałaś w sobie zmienić, a które z czasem zaakceptowałaś lub faktycznie zmieniłaś. W ten sposób dużo łatwiej będzie ci podejść z wyrozumiałością do tego, co jeszcze powinno się (twoim zdaniem) zmienić.

Rzeczy, których się wstydzę, a których już nie zmienię

Są jednak też takie części naszego ciała, których upływ czasu nie zmieni. W moim przypadku powodem do wstydu są między innymi… palce u dłoni. Jak się okazało, to właśnie komentarze innych osób były idealną odpowiedzią na to, jak pozbyć się kompleksów dotyczących tej części ciała.

Musiałam otworzyć swoją głowę na komplementy, na które do pewnego momentu pozostawałam głucha. Gdy przestałam je wypierać, okazało się, że bardzo dużo osób twierdzi, że mam ładne dłonie. Równe i długie płytki paznokci. Długie palce, które dla mnie były wadą, dla innych okazały się powodem do komplementu. Bo sami chcieliby właśnie takie mieć. Inni uważali, że moje krzywe palce wcale nie są krzywe w porównaniu z ich własnymi. W tym miejscu następowało zazwyczaj przeliczanie się, kto ma gorzej. A jednak mam wrażenie, że właśnie dzięki takiemu wspólnemu mówieniu o swoich kompleksach, obie strony czuły się w końcu zrozumiane.

Podobnie było z wysokim wzrostem – dla wielu osób to właśnie on był tym marzeniem, którego nie da się w naturalny sposób osiągnąć. Ja zawsze zazdrościłam osobom niskim, wręcz filigranowym. Rozmowa, która zaczynała się narzekaniem na kompleksy, w końcu przechodziła w wymienianie, co nam się podoba w drugiej osobie. Myślę, że to bardzo dobry sposób na przerobienie swoich problemów.

Jak pozbyć się kompleksów? A czy one są w ogóle ważne?

Jak pozbyć się kompleksów? A może to nie na nich powinniśmy się skupiać? Walka z niektórymi naszymi wadami może nigdy się nie powieść, a skupiając się na nich tylko pogłębiamy przekonanie o własnej beznadziei.

Jeśli coś możemy w naszym ciele lub charakterze zmienić – spróbujmy. Ale kierujmy się raczej dążeniem do czegoś dobrego, niż unikaniem i nienawidzeniem czegoś w sobie. Zamiast myśleć o odchudzaniu, jak o walce z sobą i własnymi słabościami, patrz na drogę do celu i sam cel, który sobie postawiłeś. Nie chodzi w końcu o zwalczanie siebie, a nienawiść nie jest dobrym motywatorem w życiu.

Nie skupiajmy się na kompleksach, to w końcu przestaną nam przeszkadzać. Choć to wydaje się banalne i oklepane – tak po prostu jest. Podkreślmy natomiast to, co chcemy, żeby inni w nas zauważyli.

Pamiętaj jednak, że problem jak pozbyć się kompleksów musisz rozwiązać sam. Miłość uskrzydla i potrafi sprawić, że nagle, dzięki akceptacji ze strony drugiej osoby, bardziej akceptujemy siebie. Jednak to, czy kochamy i doceniamy sami siebie nie może zależeć od innych osób. Musimy sami podjąć decyzję o bezwarunkowej miłości samego siebie. I mocno się jej trzymać.

PRZECZYTAJ: Moja droga do samoakceptacji

I mam nadzieję, że choć ten tekst wyszedł mi trochę (bardzo) zagmatwany, to coś z niego dla siebie wyniesiesz.

Do następnego!

Odwiedź mnie na FACEBOOKU, INSTAGRAMIE oraz snapchacie: indioska